Linia Benedykta XVI zostanie zachowana

Co Ksiądz Profesor pomyślał, gdy usłyszał o abdykacji Ojca Świętego?

Pierwsze to wielki podziw dla Benedykta XVI. Ta decyzja wymagała z jednej strony wielkiej odwagi, a z drugiej wielkiej pokory. Tylko połączenie tych cech mogło przynieść taki właśnie efekt. Tylko człowiek wielkiego formatu, prawdziwie święty, w najlepszym teologicznym znaczeniu tego słowa, mógł być zdolny, by na oczach całego świata, pod ogromną presją, podjąć samodzielnie taką decyzję. Godny podziwu jest też fakt, że nie było wcześniej żadnych przecieków. Oświadczenie papieża zaskoczyło nawet watykanistów i osoby z jego najbliższego otoczenia. Wszyscy byli szczerze zdziwieni, nawet członkowie kolegium kardynalskiego. Znaczy to, że Benedykt XVI nie szukał żadnej fałszywej konsultacji. Fałszywej w tym znaczeniu, że pytanie różnych osób o właściwość takiej decyzji zawsze skończyłoby się odwodzeniem go od niej. Jedni robiliby to w dobrej wierze, inni – mając na względzie swoje interesy i najrozmaitsze własne oczekiwania. To zaskoczenie daje nam poznać, że postanowienie zostało podjęte samodzielnie, i z pewnością nie nagle, ale po długich przygotowaniach, przemyśleniach i przede wszystkim po modlitwie. Być może trwało to tygodnie albo miesiące, a może nawet dłużej.

Dlaczego teraz?

Przyszło mi do głowy, że czas ogłoszenia decyzji o abdykacji nie był przypadkowy. To dzień Matki Bożej z Lourdes, Światowy Dzień Chorego. W ten sposób Ojciec Święty daje poznać, z którą częścią ludzkości i Kościoła się utożsamia – z ludźmi posuniętymi w latach, w późnej starości, chorymi, cierpiącymi. Mogą oni mieć wyjątkowy udział w życiu Kościoła nie poprzez decyzje, które podejmują, ale przez los, który Bóg im przeznaczył.

Benedykt XVI stwarzał wiernym poczucie bezpieczeństwa. Jego ustąpienie wywołało duże zaniepokojenie.

Decyzja ta nie powinna wywołać poczucia zagrożenia, niepewności i lęku. Ojciec Święty ogłosił...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: