Karpie na białym koniu

Dodano: 12/04/2011 - Nr 15 z 13 kwietnia 2011

Ślesicki, któremu w istocie wyszedł jeden porządny film („Tato”, bo „Sara” była już tylko niezła), nie miał szczególnie szyderczego zamiaru. Podwiązał się pod rocznicę, narracyjnie poleciał Altmanem i jego „Na skróty”. Była nadzieja, że synteza pojawi się sama i powstanie film o moralności. Nie pojawiła się i nie powstał. Jest trochę emocjonalnych scen (do tego Ślesicki ma rękę), dużo śmieszności i chaosu. Ale to jeszcze pogarsza sprawę, bo szyderstwo łatwiej byłoby znieść niż brak taktu i elementarnej zręczności. Reżyser odsłania siebie i swoje środowisko jako artystycznie bezradne wobec konfliktów targających dziś Polską. Także pozbawione odwagi. Nie można udawać, że nic nie dzieje się na Krakowskim Przedmieściu, że nikt nie zginął, nikt nikogo nie zabił ani nie skopał, nikt z nikim nie walczy przy pomocy setki użytecznych pismaków i polityków od brudnej roboty. Nie ma w Polsce afer ani agentur, są tylko mili filmowcy, którzy trochę piją, no i kłusownicy karpi kochający swoich
     
46%
pozostało do przeczytania: 54%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze