Demografia, głupcy!

Można nawet podejrzewać, że dobrobyt i postępujące za nim wygodnictwo zmniejsza chęć do powiększania rodziny. Z dzieckiem traktowanym jako miły gadżet jest zawsze kłopot i to dużo większy niż z kotem, chomikiem czy złotymi rybkami.

Gdyby na serio zająć się demografią i szukać ratunku dla naszej cywilizacji, należałoby raczej zapytać, co powoduje, że inne kultury chcą się mnożyć, a nasza nie. Zbadać zagadki powojennego wyżu demograficznego w Europie itp. Kryzys demograficzny jest jedynie wyrazem większego kryzysu wartości.

Potrzeba dzieci, poza zagłuszonym instynktem zachowania, wypływała z wielu powodów – wspierała ją religia, autorytety, przykład elit. Rodzina, a nie jednostkowe użycie, znajdowała się na czele hierarchii wartości. Potomstwo gwarantowało przyszłość dziadkom lepiej niż niepewne emerytury, a wielopokoleniowa rodzina uczyła szacunku, dyscypliny, tolerancji i solidarności.

Dziś wszystkie elementy współczesnego świata działają dokładnie w przeciwnym kierunku – planowanie rodziny odsuwa prokreację na dalekie miejsce wśród priorytetów – tysiące środków zabezpiecza, żeby dziecko nie urodziło się przypadkiem i skutecznie likwiduje je jeszcze w drodze. Filozofia gender, odkobieciła niewiasty i zburzyła podstawy rodziny. Podobnie poprawność polityczna, propaganda na rzecz zboczeń, pornografia, ustawodawstwo wpierające związki partnerskie i samotne matki skutecznie dewastują świat, na który coraz trudniej przychodzić. Aż dziw, że ktoś w kręgu cywilizacji Zachodu jeszcze się rozmnaża.

Tylko jak przekonać współczesnego, samotnego jak palec człowieka, że w kilkunastoosobowej rodzinie pełnej dzieciaków, gdzie każdy zna swoje miejsce i je akceptuje, bez luksusów jednorazowych przyjemności i tysiąca plus jeden zupełnie niepotrzebnych drobiazgów, po wyłączeniu smartfonów, tabletów i plazmy w każdym pokoju, a wsłuchaniu się w innych ludzi i bliskich, z których można czerpać siłę i pogodę ducha – byłby szczęśliwszy.
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: