Historia wymierzy III RP tęgiego kopniaka

Premier Tusk przeżył chwile szczęścia. Przeżył je w Brukseli. Choć równie dobrze mógłby je przeżyć w kabarecie o nazwie III RP. Byłoby prawie tak śmiesznie jak w piosence Kabaretu Starszych Panów: „Co za szczęście, jakie to szczęście...”. Kabaret dwóch wytwornych dżentelmenów odszedł do historii, zastąpił go kabaret jednego premiera, ani wytwornego, ani tym bardziej dżentelmena, za to niezrównanego spryciarza, który utrzymuje się na stanowisku już pięć lat, wyłącznie dzięki szczęściu życia na kredyt zaufania i niestety, zacofania społeczeństwa, kompletnie niedającego sobie rady z otaczającą go rzeczywistością. Owszem, potrafimy wykorzystać spryt, bo jesteśmy narodem sprytnym, mamy jednak trudności z posługiwaniem się rozumem.U siebie do siebie Przecież gdyby tak nie było, Tusk nie zadedykowałby owych 300 mld zł bezrobotnym. I nie plótłby jak Piekarski na mękach o wspaniałej perspektywie, jaką przed Polską roztaczają te miliardy z Brukseli. Że za te pieniądze będziemy
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze