M – jak Manifest

Krzyk narodu poetów

Te pierwsze, „błędne” egzemplarze manifestu Powstania Styczniowego osiągnęłyby dziś na rynku antykwarycznym astronomiczną wartość. Sam tekst zaczynał się od razu od pięknych wersów: „Nikczemny rząd najezdniczy, rozwścieklony oporem męczonej przezeń ofiary, postanowił zadać jej cios stanowczy, porwać kilkadziesiąt tysięcy najdzielniejszych, najgorliwszych jej obrońców, oblec ich w nienawistny mundur rosyjski i pognać tysiące mil na wieczną zagładę i zatracenie. Polska nie chce, nie może poddać się bezopornie temu sromotnemu gwałtowi, pod karą hańby przed potomnością, powinna stawić energiczny opór”.

Manifest 22 stycznia 1863 r. był nie tylko odezwą, gorącym wezwaniem do walki, nie tylko formą rozkazu czy obwieszczenia woli, nie tylko przejawem istnienia tajnego państwa polskiego, ale wreszcie – co chyba najważniejsze – stał się wydobytym z piersi krzykiem narodu poetów.
Co więcej, dzięki formie językowej obwieszczenie przedzierzgnęło się w chwytające za serce dzieło literackie, unikatowy „podgatunek” poezji – taki, w którym nie jeden twórca, lecz przedstawiciele całego narodu mówią, jakby byli uskrzydleni weną zsyłaną z otchłani dawnych wieków.
W „Iliadzie” Homera gniew Achilla splata się z historią Troi – nie trzeba szukać prawdy w wykopaliskach nad Skamandrem – ona jest już zaklęta w słowach epopei! Jest widoczna w tych strofach metafizyczno-poetyckich, które unoszą rangę wydarzeń historycznych w sferę ducha, a nie materii.
„Odkrycie” dokonane przez genialnego ślepca, ojca kultury śródziemnomorskiej, jest na miarę wyższą niż osiągnięcia tych, którzy wykoncypowali koło albo maszynę parową. Polega ono na tym, iż na historię należy patrzeć okiem poety.

Tarcza Achillesa, wykuta misternie przez Hefajstosa, stała się realnym elementem uzbrojenia Pelidy. Ale stanowiła też alegorię, była na wskroś metafizyczna. Osią obserwacji jest moralna postawa Greka. Czy jego przeciwnika –...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: