Dwudziestka

Znów miałem wrażenie, graniczące z pewnością, że uczestniczę w czymś ważnym, pasjonującym, a nade wszystko potrzebnym Polsce i przyzwoitym. Że jestem w redakcji, która jest wspólnotą, kawałkiem „polskiego marzenia” o kraju suwerennym, uczciwym i mądrze rządzonym, gdzie nie kupuje się ludzi i nie łamie sumień – gdzie jest miejsce na dialog i spór, ale także, kiedy trzeba, skrzyknięcie się w dobrej sprawie.
Nie jestem masochistą, ale z roku na rok, przyjmując z całą gazetą coraz więcej nienawistnej plwociny, oskarżeń i szykan, nie miałem wrażenia przegranego ani nawet wykluczonego, przeciwnie – czułem, że to oni się boją, a my jesteśmy silniejsi. Bo wolni.  

I cóż więcej mógłbym powiedzieć przy jubileuszu? Najwyżej napisać piosenkę. „O »Gazecie  Polskiej«” na melodię nieśmiertelnego hymnu Pietrzaka i Korcza.

W czasach, kiedy karnie było,
mainstreamowo, salonowo,
na Filtrowej zakwiliło
zwykłe polskie wolne słowo.
Genetyczny błąd czy nietakt,
wredny pomysł w wolnych wnioskach?
By gazeta, by gazeta,
by „Gazeta” była polska.
Transformacja  szła nam w męce,
tutaj zyski, tam ofiarność,
gdy na rautach w Magdalence
przecwelono Solidarność.
Mówić prawdę – to był nietakt,
lecz wspierała łaska boska,
by gazeta, by gazeta,
by „Gazeta” była polska.
Od wyborów do wyborów
zdarzeń ciąg zdumienie budził,
tam był klan ludzi honoru,
tutaj honor prostych ludzi!
Z nami rolnik i poeta,
i niestraszna nawet Moskwa,
gdy gazeta, gdy gazeta,
gdy „Gazeta” zawsze polska!
Od lustracji do Smoleńska
linia pisma była twarda,
nie czekała nas podzięka,
lecz procesy i pogarda.
Dziś gdy tłumy, sukces, feta,
droga w przyszłość nadal prosta,
by gazeta, by gazeta,
by „Gazeta” była polska.
[pozostało do przeczytania -7% tekstu]
Dostęp do artykułów: