Dwudziestka

Znów miałem wrażenie, graniczące z pewnością, że uczestniczę w czymś ważnym, pasjonującym, a nade wszystko potrzebnym Polsce i przyzwoitym. Że jestem w redakcji, która jest wspólnotą, kawałkiem „polskiego marzenia” o kraju suwerennym, uczciwym i mądrze rządzonym, gdzie nie kupuje się ludzi i nie łamie sumień – gdzie jest miejsce na dialog i spór, ale także, kiedy trzeba, skrzyknięcie się w dobrej sprawie.
Nie jestem masochistą, ale z roku na rok, przyjmując z całą gazetą coraz więcej nienawistnej plwociny, oskarżeń i szykan, nie miałem wrażenia przegranego ani nawet wykluczonego, przeciwnie – czułem, że to oni się boją, a my jesteśmy silniejsi. Bo wolni.  

I cóż więcej
[pozostało do przeczytania 48% tekstu]
Dostęp do artykułów: