Zagrać siebie?

Takie eksperymenty wzbogacają kino, a i skazanym pozwalają poczuć się ludźmi. To znaczy przejrzeć się w zwierciadle literatury, odczuć jej oddziaływanie terapeutyczne, wyzwalające, ale też boleśniej przeżywać ograniczenia losu, charakteru, kondycji. Sztuka czasem boli, a Szekspir potrafi zranić. Widzimy to na ekranie – katharsis dotyka więźniów-aktorów i asystujących próbom kolegów. Cavalli wystawia tam teraz „Romeo i Julię”, co wygląda na działanie kompensacyjne, bo niczego za kratą tak nie brak jak miłości.

„Juliusz Cezar” jest bardziej dramatem władzy niż uczuć, dlatego pasuje przestępcom. Kiedy oglądamy w prologu ich casting – morderców, handlarzy narkotyków, mafiosów –
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: