Dlaczego Tusk może porządzić

Niby się wali W 2012 r. ujawniły się też mocniej niż dotychczas podziały w partii rządzącej. Grzegorz Schetyna odbudowuje swoje zaplecze. Wzmocniony pozycją w rządzie Jarosław Gowin organizuje konserwatystów. Czasem buntują się młodsi posłowie, część już poszła do Palikota. Po raz pierwszy od wielu lat w PO poważnie myśli się o tym, kto powinien zostać następcą Tuska. Z pozoru to niewinne. Wymiana lidera za kilka lat jest czymś naturalnym i trudno wyobrazić sobie, by Tusk miał rządzić partią wiecznie. A jednak takie przymiarki do elekcji vivente rege są zawsze niebezpieczne w strukturze rządzonej dotychczas żelazną ręką przez lidera, który nie lubi dzielić się władzą i wpływami. Tusk, jeśli nie chce, aby partię pochowano wraz z jego odejściem, musi stworzyć warunki, w których wyrośnie jego następca. Robiąc to, ryzykuje, że będzie musiał odejść wcześniej, niż zamierza. Premier wydaje się zdawać sobie sprawę z tego paradoksu i na razie wybiera to, co zawsze. Czyli robi
     
18%
pozostało do przeczytania: 82%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze