Pokłon cara Groźnego. 440. rocznica rozejmu w Jamie Zapolskim

FOT. WIKIPEDIA
FOT. WIKIPEDIA

Historia [Ważne rocznice]

„Stefan Batory pod Pskowem” – gdyby zapytać Polaka, z czym kojarzy mu się wojna polsko-rosyjska z lat 1577–1582, zapewne natychmiast przywołałby ten słynny obraz Jana Matejki. Jest na nim odmalowana symboliczna scena, w jakiejś mierze odnosząca się do podpisanego 15 stycznia 1582 roku, w Jamie Zapolskim, rozejmu kończącego zmagania wojenne. Obraz ten ma także nieobecnego bohatera… Iwana Groźnego.

Jan Matejko wykonał to wielkoformatowe płótno w 1872 roku, na 290. rocznicę zakończenia wojny z Moskwą o Inflanty. Jest w jego centrum król Stefan Batory, za jego plecami, na namiocie wisi królewski puklerz z herbem, w którym dopatrzeć się możemy smoczych lub też wilczych kłów. Jest jezuita Antonio Possevino, ukazany jako czarny demiurg owego pokoju, posłaniec papieski, zmanipulowany przez cara Iwana IV Groźnego, by w imię wspólnej krucjaty świata chrześcijańskiego doprowadził do pokoju, wymuszając rozmowy na królu Rzeczypospolitej, który mocno „dał popalić” carowi rosyjskiemu i oblegał Psków. Z tyłu stoi kanclerz Jan Zamoyski. Jest też ubrany w zbroję husarską hetman Stanisław Żółkiewski. I wreszcie są gnący się w ukłonach bojarzy oraz kniaziowie, niosący tekst traktatu i złamany miecz, a wreszcie władyka Cyprian podający na złotej tacy chleb i sól jako symbol pojednania. Ale jednego bohatera na tym obrazie nie ma. Tak naprawdę bowiem przed królem Polski klękają nie bojarzy, lecz ten, który ich wysłał – car Iwan IV Groźny. To on „stoi za plecami” tego poselstwa i to on musi kornie zgiąć kark przed Rzecząpospolitą. Kim był ten, który tak naprawdę ukląkł przed Stefanem Batorym na matejkowskim obrazie?

Tortury i modlitwy

Okrucieństwo towarzyszyło Iwanowi od dzieciństwa. Widział bestialskie zachowania wokół siebie, był świadkiem morderstw i tortur, po czym już jako nastolatek zaczął się „wprawiać” w zadawanie cierpień – najpierw zwierzętom. Wyrywał pióra schwytanym ptakom, wydłubywał im oczy i rozpruwał brzuchy, by patrzeć, jak cierpią w agonii. Brał do rąk szczeniaki, po czym rzucał wysoko, by spadając na kamienny dziedziniec, łamały sobie łapki. Potem, wiele lat później, miał podobne rzeczy robić z ludźmi – zrzucając ich z wysokości i patrząc, jak roztrzaskują się na kamieniach. Jako osierocony dziedzic tronu wcześnie dostał do rąk władzę. A gdy już ją miał – zaczął ją sprawować, rozkręcając wraz z kolejnymi latami i dekadami spiralę terroru. Gdy stał się panem bojarów i kniaziów, zaczął się mścić za swe niedawne upokorzenia. Andrzeja Szujskiego kazał rzucić na pożarcie psom myśliwskim. Bojarowi Buturlinowi – obciąć język. Mając 14 lat jeździł na polowania, dla rozrywki bił chłopów i gwałcił dziewczyny wiejskie. Gwałty, poniewieranie, bicie oraz torturowanie kobiet stały się potem jedną z jego sadystycznych pasji. Ale jednocześnie ciągle się modlił, objeżdżał klasztory, padał na kolana przed ikonami, a od pokłonów przed nimi miał na czole stwardniałe miejsce. Okrucieństwo stało się dla niego narzędziem sprawowania władzy i utrzymywania zarówno swego dworu, wszystkich urzędników i wojskowych, jak i poddanych w trwożnym lęku – jakby był zesłanym przez Boga biczem bożym (za taki się zresztą uważał). Pod Pskowem w 1547 roku, gdy mieszkańcy ośmielili się – nie wiedząc jeszcze, z kim mają do czynienia – wysłać do niego z petycjami delegację liczącą 70 osób, kazał wszystkich delegatów związać, polewać wrzącym alkoholem, a chodząc od jednego do drugiego, podpalał im włosy i brody. Wieszał ludzi setkami na szubienicach. Jednocześnie przemoc sankcjonował prawnie, a wręcz nakazywał – jako najlepszą metodę wychowawczą. Słynny poradnik „Domostroj”, napisany na jego polecenie przez duchowego powiernika Sylwestra, zalecał bicie żony, ale tak, by nie uderzać po głowie ani pod sercem, i często używać bata.

Konflikty z Polakami

Iwan „dbał o moralność” – w domu rosyjskim i w całej Cerkwi Prawosławnej. Gdy w 1560 roku zmarła jego żona Anastazja, długo nie mógł się podnieść z tej, bolesnej dla niego, straty. By się pocieszyć, oddał się pijaństwu i orgiom. Swojego doradcę Sylwestra zesłał do klasztoru na Wyspach Sołowieckich na Morzu Białym, a drugiego najbliższego współpracownika, Adaszewa, wtrącił do celi i otruł. Raz, w trakcie dzikiego tańca z grupą dworzan ubranych w maski, spotkał księcia Michała Repnina. Gdy ten zakpił z niego i rzucił jakieś słowa o „błaźnie”, został kilka dni później zasztyletowany. Kiedy więc Iwan wysłał do Zygmunta Augusta posłów z żądaniem, by dał mu za żonę swoją siostrę Katarzynę, nasz król się nie zgodził. To odrzucenie, którego wtedy doznał car, na długo pozostawiło w nim urazę do Polaków. Napisał wtedy do polskiego władcy, że już wykopał w ziemi dół, który czeka na jego głowę, a gdy z armią wyruszył na Litwę, kazał przed wojskiem wieźć trumnę dla… Jagiellona.

Niezmiernie ciekawym wątkiem konfliktu z Rzeczpospolitą była sprawa Andrzeja Kurbskiego, księcia smoleńskiego, który wiedząc, że ze względu na poniesione w wojnie porażki grożą mu tortury lub śmierć w Moskwie, przeszedł na stronę Polaków. Wysłał do cara list, w którym oskarżył go o szereg okrucieństw i morderstw. List został zawieziony przez posłańca – giermka Szybanowa. Kiedy Szybanow stanął przed Iwanem na Kremlu i zaczął czytać na głos pismo Krubskiego, car wbił mu w stopę ostry koniec swojej laski-pałki i ze spokojem czekał, aż krwawiący i jęczący z bólu giermek dokończy czytanie. Wysłuchał wszystkiego z kamienną twarzą, potem kazał posłańca wyprowadzić i poddać torturom. Dopiero wtedy siadł do pisania i redagowania długiej odpowiedzi. Jednak jego okrucieństwo jeszcze nawet nie zbliżało się do apogeum.

Wzór dla Stalina

Punkt zwrotny nastąpił w roku 1565, gdy Iwan postanowił zamieszkać w Aleksandrowskiej Słobodzie i dokonać podziału kraju na dwie części – „ziemszczyznę”, która miała zachować swój status poddanej mu ziemi, wraz z dawnymi urzędami i bojarską Dumą, oraz „opriczninę”, która od tej pory miała stanowić po prostu prywatną własność cara. Zaczęły się masowe wywózki i wyrzucanie ludzi z ich ziemi. Kiedy już mowa o opriczninie, to przywołać tu można o wiele późniejsze, lecz jakże podobne czasy stalinowskie. Nie bez kozery Stalin tak lubił Iwana Groźnego i wzorował się na nim – morderstwa, terror, wywłaszczenia i inne narzędzia totalitarnej władzy sowieckiej w jakiejś mierze wydają się być „odziedziczone” po Iwanie, podobnie jak „odziedziczone” po nim może być obecne przywiązanie Władimira Putina do Cerkwi oraz wykorzystywanie jej do usprawiedliwiania własnej imperialnej polityki. W każdym razie w 1565 roku car brutalnie ujarzmił szlachtę oraz dużą część bojarów, czyli rosyjskiej magnaterii. Ale to nie wszystko. Już w początkach funkcjonowania nowego systemu stworzył oddziały opriczników – specjalną „gwardię carską”. Wybrał spośród młodych ludzi z opriczniny tych, o których wiedział, że będą mu ślepo posłuszni i wesprą jego rządy terrorem. Te „specjalne służby” rozrosły się i liczyły wkrótce kilka tysięcy członków. Ich znakiem rozpoznawczym był umieszczony na siodle znak – psia głowa oraz miotła. Opricznicy mogli sobie pozwolić na wszystko – również na wszelkie okrucieństwa. Mogli więc nakładać grzywny, torturować i zabijać ludzi, palić domy, gwałcić kobiety, wydłubywać oczy dzieciom… Nie czekała ich za to żadna kara czy nawet próba osądzenia. Henri Troyat napisał celnie („Iwan Groźny. Krwawy twórca imperium”, Warszawa 2006), iż stanowili po prostu wcielenie Iwana: „Jest to 6000 małych Iwanów, którzy łupią i wykrwawiają ludzi wokół siebie. To, o czym on marzy w swoim pałacu, oni w Moskwie i na prowincji wykonują własnymi rękami”. Właściwie od dnia, w którym zaczęła funkcjonować opricznina (4 lutego), zaczęły się masowe egzekucje, a jedną z pierwszych ofiar był książę Aleksander Szujski. Ścięto go wraz z jego synem i sześcioma bojarami. Książę Dymitr Czewirew został wbity na pal i konał przez całą dobę.

Brodził we krwi

Car Iwan osobiście torturował ludzi w więzieniach. Kochał przyglądać się cierpieniu. Najbardziej lubił pastwić się nad ludźmi niewinnymi, przyglądał się ich twarzom, gdy wyją z bólu, błagają o litość, i nigdy nie przerywał mąk zbyt wcześnie. Gdy się zmęczył, szedł się modlić. Potrafił w nocy dzwonić z braciszkami zakonnymi na jutrznię, a potem wracać do lochów i torturować skazańców. „Kolekcjonował” też rozmaite narzędzia służące do zadawania bólu – od zwykłych batów, knutów, przez kolce, kleszcze, aż po rozżarzone węgle i sznury, którymi przez pocieranie przecinano ciało. Sam przesuwał zawieszone nad ogniem ofiary pod jak największy płomień, by mocniej skwierczały. Czuł radość brodząc we krwi. Słuchał z lubością wrzasków, jęków, odgłosów łamania kości. W 1569 roku przybył do Nowogrodu. Z powodu sfabrykowanego, fałszywego pretekstu o spiskowaniu z Polakami całe miasto poddał torturom i egzekucjom. Codziennie kazał sprowadzać na plac miejski tysiąc mieszkańców. Tu ich rozbierano, batożono, gwałcono, kastrowano, przypalano ogniem, a potem wszystkich wiązano, ładowano na sanie i wieziono do Wołchowa, gdzie znajdowało się miejsce, w którym woda nie zamarzała. Tam topiono konających. I tak dzień za dniem. Po bestialskim potraktowaniu nowogrodzian wybrał się do Pskowa i… przerażony Psków ugiął się, błagając o litość.

Ten sam Psków, który później oblegli Polacy. Ten sam, który uwiecznił Matejko w tytule obrazu. Obrazu, na którym naprzeciwko siebie stają dwie cywilizacje. Cywilizacja życia, godności człowieka, Wolności i Miłości. Oraz cywilizacja śmierci, zła, bólu, niewoli i nienawiści. Są tu naprzeciwko siebie dumna, piękna Polska i Rosja, która zgina przed nią kark…

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze