Kryzys dotarł do naszych domów

Utrzymały się wysokie wzrosty cen w zakresie transportu, żywności i napojów bezalkoholowych oraz związanych z mieszkaniem. A zatem w odniesieniu do lwiej części ponoszonych przez społeczeństwo wydatków. Za to w przemyśle – jak informuje GUS – notowano wyraźne spowolnienie tempa wzrostu cen w stosunku do analogicznego okresu ub.r. Przypomina to zatem sytuację rodem z PRL, gdy władze, wprowadzając podwyżki na artykuły konsumpcyjne, informowały jednocześnie, że staniały, przykładowo, lokomotywy. W pierwszych trzech kwartałach br. średnie wynagrodzenie w przedsiębiorstwach wynosiło 3679 zł brutto i było o 3,7 proc. wyższe niż rok temu – sygnalizuje GUS. Skoro jednak jeszcze szybciej rosła inflacja (ok. 4 proc.), siła nabywcza średniego wynagrodzenia spadła o 0,2 proc. Dramatyzmu obecnej sytuacji dodaje fakt, że od miesięcy utrzymuje się wysoki poziom bezrobocia (powyżej 12 proc., czyli ok. 2 mln bezrobotnych).

Głupi bo biedny, czy biedny bo głupi?

Jak sygnalizował niedawno Instytut Pracy i Spraw Socjalnych, jeśli za układ odniesienia przyjmiemy dane Narodowego Spisu Powszechnego, to dowiemy się, że w II kwartale 2011 r. poza krajem pracowało 1940 tys. Polaków, natomiast w kraju mieliśmy 2097 tys. bezrobotnych. Nie umieliśmy zatem „zagospodarować” wysiłku ok. 4 mln ludzi zdolnych do pracy, to jest ok. 1/3 krajowych „zasobów pracy”! PKB na jednego zatrudnionego w 2011 r. wynosiło ok. 87 tys. zł. Oznacza to, że łącznie na emigracji zarobkowej i bezrobociu tracimy ok. 280–350 mld zł rocznie. A zatem mniej więcej tyle, ile wynosiły łącznie dochody budżetu państwa w 2012 r. Głupi, bo biedny, czy biedny, bo głupi? – pyta retorycznie IPISS.

Przyczyny

Na obecną sytuację złożyło się kilka czynników. Nie można z pewnością pominąć wpływu międzynarodowego kryzysu finansowego i ekonomicznego, który trwa od końca poprzedniej dekady. Istotne są jednak także czynniki wewnętrzne, w tym polityka obecnej ekipy...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: