Belwederski „zamach”

Dla zapewnienia sterowania niezbędne było posiadanie wewnątrz grupy agenta lub agentów inspirujących określone działania i reakcje. Zadanie agentów polegało również na zapewnieniu pożądanego odbioru impulsów kierowanych przez służbę bezpieczeństwa. Gdy poddana manipulacji grupa próbowała dokonać „czynu zabronionego”, następowała interwencja bezpieki, sprawę nagłaśniano propagandowo i ogłaszano jako sukces w walce z opozycją. Wielu z nas pamięta relacje telewizyjne z lat 80., w których pokazywano arsenały zabezpieczone rzekomo podczas „likwidacji grup terrorystycznych i kryminalnych”. Niektóre z tych „sukcesów” były efektem stosowania opisanej tu prowokacji. Interweniowano wówczas, gdy wymagały tego względy propagandowe, gdy bezpieka potrzebowała spektakularnego osiągnięcia lub rządzący chcieli uzyskać uzasadnienie dla zwiększenia represji.

Tego rodzaju kombinacje były niezwykle użyteczne dla władzy, nie prowadziły bowiem do powstania realnych zagrożeń, pozwalały na pełną kontrolę wielu środowisk oraz „detonowanie” sprawy w momencie korzystnym dla reżimu. Rzekomy „wróg” był w istocie tworem wykreowanym i inspirowanym przez służby, działał pod ich wpływem i mógł zostać zdekonspirowany w dowolnej chwili. Określanie ich mianem prowokacji jest w pełni uzasadnione, bo powodzenie dezinformacji manipulacyjnej oraz zakres aktywności osób poddanych jej wpływom zależały wyłącznie od działań agentów i planów służby bezpieczeństwa.

„Polski Breivik” i „prawicowy ekstremizm”

Podobieństwa między obecną akcją Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i operacjami przeprowadzanymi przez SB nie dotyczą jedynie metod pracy operacyjnej. Te bowiem są stosowane na całym świecie i powszechnie wykorzystywane w działaniach kontrwywiadu.

Podstawowa cecha wspólna polega natomiast na wymierzeniu kombinacji w opozycję oraz spożytkowaniu jej w interesie służby specjalnej w taki sposób, by uzasadnić potrzebę zachowania uprawnień tej służby...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: