Obalić republikę

Tusk woła o zdradzie Polski

Donald Tusk, który nie widzi dziś „możliwości ułożenia sobie życia” w jednym państwie z opozycją, znał tę zasadę jeszcze w 2007 r., gdy podczas posiedzenia Rady Krajowej PO wołał: „Polska jest mimowolnym świadkiem, ofiarą zła, którego źródłem są nieudolne, agresywne wobec własnego kraju i obywateli, patologiczne rządy Jarosława Kaczyńskiego i PiS” i oskarżał ten rząd o „zdradę Polski w jej największych marzeniach”. Wspierał go w tym dzielnie Bronisław Komorowski, który we wrześniu 2006 r. perorował: „Przestępcami dzisiaj są ci, którzy korumpują w polityce, a korumpują przedstawiciele władzy, rządu. Przestępcami są ci, który dopuszczają się korupcji, oni mają tajne służby w rękach. (...) Temu rządowi zagraża własna nieodpowiedzialność, nieudacznictwo, także korupcja polityczna, którą uprawiają na dużą skalę. Niestety, to samo grozi całej Polsce, bo Polską rządzą tacy ludzie”.

Od momentu przejęcia władzy przez PO–PSL to podstawowe prawo opozycji zostało zdewaluowane i poddane osądowi medialnych terrorystów.

Nietrudno wskazać źródła tych zachowań. Komuniści mieli swoje słowa-klucze, pozwalające na fałszowanie rzeczywistości i narzucanie Polakom semantycznego kłamstwa. „Działalność wywrotowa”, „ekstremizm”, „wrogowie ludu”, „podważanie zasad ustrojowych” czy „ideologiczna dywersja” należały do określeń, którymi etykietowano przeciwników i zwalczano każdy akt sprzeciwu. Używano ich nie tylko w oficjalnej propagandzie, ale również jako norm prawa, definiując takimi epitetami zagrożenia dla partyjnego monopolu. W komunistycznej nowomowie stosowane były powszechnie jako kwantyfikatory postaw niewygodnych dla reżimu.

Istota fałszu tkwiącego w tych określeniach polegała na tym, że zachowania moralnie dobre, wynikające z prawa do wolności słowa i sprzeciwu wobec dyktatury, przedstawiano jako postawy negatywne i niebezpieczne, nadając im wymowę sprzeczną z elementarnymi normami...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: