Black Lives Matter i śmierć iluzji. Co dał światu ruch BLM

FOT. CAITLIN OCHS/REUTERS/FORUM
FOT. CAITLIN OCHS/REUTERS/FORUM

ŚWIAT [USA, ruch Black Lives Matter, rocznica śmierci George’a Floyda]

W rok od tragicznej śmierci George’a Floyda w Minneapolis ruch Black Lives Matter w ekspresowym tempie przeszedł drogę tradycyjną dla inicjatyw radykalnej lewicy. Od entuzjazmu i nadziei na bardziej sprawiedliwy świat do poczucia zawodu, utraconych złudzeń, zarzutów o zdradę i katastrofalnych konsekwencji.

25 maja 2021 roku – rocznica tragicznej śmierci George’a Floyda. Ten dzień jak w soczewce pokazał rasowe kłopoty Ameryki i problem złudzeń, które związane były z ruchem Black Lives Matter. Gubernator stanu Minnesota zarządził trwającą 9 minut i 29 sekund „chwilę skupienia”, jednak reporter Assiociated Press, który zdawał relację z uroczystości, musiał ją przerwać, szukając schronienia, bo w okolicy miejsca, które ochrzczone zostało jako „Skwer George’a Floyda”, rozległy się strzały. Jak wynika z raportów policyjnych i artykułów lokalnej prasy, takie incydenty w miejscu, które część liberalnej prasy zaczęła poważnie określać „świętą ziemią”, nie należą do rzadkości. Policja ma utrudniony dostęp do skweru, a właściciele biznesów żalą się, że klienci przestali ich odwiedzać, bo boją się o swoje bezpieczeństwo. Gdy trwały uroczystości ku czci Floyda, którego imię poznał cały świat, a jego twarz, wydrukowana na milionach koszulek, stała się symbolem walki o rasową sprawiedliwość, w pobliskim szpitalu walczyła o życie dwójka czarnoskórych dzieci, których imiona znane są pewnie niewielu poza pracownikami lokalnych mediów w Minnesocie. 10-latek Ladavionne Garret Jr. został postrzelony w głowę 30 kwietnia, jadąc samochodem ze swoimi rodzicami. Zabłąkana kula trafiła też w głowę 9-letnią Trinity Ottoson-Smith, która 15 maja bawiła się na trampolinie na podwórku sąsiadów. „Dlaczego nikt nie jest wściekły z powodu tego, że mój 10-letni wnuk walczy o życie?” – zapytała babcia Ladavionne’a Garreta. „Bo policjant go nie postrzelił? Dlatego?”.

Krwawe żniwo

Aktywiści ruchu na rzecz sprawiedliwości rasowej lubią cytować statystyki, które pokazują różnice pomiędzy białymi a czarnymi. Dysproporcje w średnich zarobkach, różnica w średniej długości życia, gorsze osiągnięcia edukacyjne wśród czarnych, częstsze padanie ofiarą przestępstw, większe prawdopodobieństwo trafienia do więzienia. W logice ruchu BLM za każdą różnicą rezultatów musi tkwić dyskryminacja. Jednak nawet najwięksi entuzjaści ruchu nie byliby skłonni powiedzieć, że rok od śmierci Floyda, pełen zobowiązań, postanowień poprawy i refleksji nad rasową równością, przyniósł nawet minimalną poprawę w którejkolwiek z tych statystycznych kategorii. Jedyna zauważalna i istotna zmiana to astronomiczny wzrost brutalnej przestępczości, który dotyczy przede wszystkim dużych, amerykańskich miast.

Rok 2020 i tak był już rekordowy – przyniósł największy wzrost liczby zabójstw od czasu, gdy w USA gromadzi się te statystyki. Pomimo tego, w pierwszych miesiącach 2021 roku wciąż obserwujemy dalszy wzrost. W samym Minneapolis, pomiędzy styczniem 2021 roku a rocznicą śmierci Floyda, w porównaniu z tymi samymi miesiącami roku 2020, liczba morderstw wzrosła o 108 proc., liczba strzelanin o 153 proc., liczba kradzieży samochodów o 222 proc. Do 16 maja 2021 roku, w porównaniu z rokiem 2020, liczba morderstw w Nowym Jorku wzrosła o 76 proc., a w samej dzielnicy Bronx o 165 proc. W Chicago, przez pierwsze trzy miesiące roku 2021, liczba ofiar strzelanin była o 43 proc. większa niż w pierwszych trzech miesiącach 2020 roku. Warto też dodać, że pomiędzy 25 maja roku 2020 a 25 maja 2021 roku w Minneapolis miało miejsce 100 zabójstw. Tylko jednego z nich dokonała policja, a z dotychczasowych wyników śledztwa wynika, że interwencja funkcjonariuszy w tej sytuacji była uzasadniona.

W liberalnych mediach, takich jak „New York Times” czy CNN, zwolennicy ruchu BLM nie mogą już ukrywać, że przetaczająca się przez amerykańskie miasta fala przestępczości istnieje. Wymyślono więc inne uzasadnienie: przyczyny wzrostu przestępczości są generalnie tajemnicze, mogą wynikać z wielu czynników, ale kluczową rolę odgrywa zapewne pandemia. Problem w tym, że w żadnym innym cywilizowanym kraju pandemia i lockdown nie wywołały ogólnego i zauważalnego wzrostu przestępczości. Pokazują to na przykład dane z Kanady i Wielkiej Brytanii. Na Wyspach, w trakcie najostrzejszych lockdownów, widoczny był nawet wyraźny spadek w niektórych kategoriach przestępstw, takich jak napaści i włamania do domów. Gdy obostrzenia stopniowo znoszono, poziom przestępczości także powoli zaczął wracać do statystycznej normy.

Inicjatywa odbierania funduszy policji, „Defund The Police”, w dużej mierze ograniczała się do efektownej retoryki, a miasta, takie jak Los Angeles, które wprowadziły cięcia w policyjnych budżetach, szybko się z nich wycofały. Antypolicyjny wydźwięk ruchu BLM i zarzucanie wszystkim funkcjonariuszom udziału w „systemowym rasizmie” na pewno miał katastrofalny wpływ na morale w ich szeregach. Wielu policjantów odchodzi ze służby, a znalezienie kandydatów na ich miejsce okazuje się sporym problemem. W Minneapolis do obsadzenia pozostaje ponad 30 proc. etatów. Do tego dochodzi mechanizm psychologiczny, który od czasów zamieszek w 2014 roku (które dały asumpt do powstania ruchu BLM) zaczęto nazywać „efektem Ferguson”. Policjanci widząc antypolicyjne nastroje, rezygnują z proaktywnej postawy, nie podejmują działań prewencyjnych, chętniej pozostają w wozach patrolowych i biernie czekają na zgłoszenie. Ponieważ obecność policji w czarnych dzielnicach (tam, gdzie jest ona najbardziej potrzebna) postrzegana jest jako element nękania czy wręcz systemowego prześladowania, funkcjonariusze nie zaglądają do tych dzielnic, jeśli nie muszą. To z kolei tworzy atmosferę przyzwolenia i zawieszenia obowiązywania prawa, prowadząc do wzrostu przestępczości.

Kulturkampf i stracone złudzenia

Kilka dni po śmierci Floyda i po tym, jak nagranie z interwencji Dereka Chauvina obiegło cały świat, stało się jasne, że USA znalazły się w środku moralnej histerii. Politycy, aktywiści i korporacje – wszyscy na gwałt szukali sposobu, by znaleźć się „po właściwej stronie historii”, podejmowano inicjatywy czysto symboliczne, organizowano protesty, proponowano różne, mniej lub bardziej szalone projekty legislacyjne. Wystarczy wymienić tylko kilka inicjatyw, które w całości złożyły się na „dziedzictwo Floyda”. Stacja NBC zrezygnowała z transmitowania Złotych Globów, zarzucając im brak różnorodności (zbyt mała reprezentacja czarnych twórców). Agencje reklamowe czy serwisy streamingowe na różne sposoby zobowiązywały się do bardziej równościowej czy sprawiedliwej rasowo polityki castingowej. Zawodowe ligi NBA i NFL wspierały i zezwalały na inicjatywy zawodników, takie jak klękanie podczas hymnu czy umieszczanie sloganów dotyczących równości rasowej i brutalności policji na koszulkach i hełmach. Korporacje zaczęły zatrudniać specjalistów od krytycznej teorii rasowej, by prowadzili szkolenia antydyskryminacyjne dla pracowników. Jak zdradził właściciel księgarni handlującej radykalną lewicową literaturą, w czasie po śmierci Floyda działające w Waszyngtonie firmy i organizacje dokonywały u niego hurtowych zakupów książek klasyków „antyrasizmu”. Pojawiły się też pomysły dotyczące sfery gospodarczej, na przykład „15 percent pledge” – inicjatywa zachęcająca firmy do tego, by przynajmniej 15 proc. powierzchni handlowej przeznaczały na produkty firm czarnych przedsiębiorców. Podobne inicjatywy próbują wprowadzać lokalne władze, a nawet administracja federalna. Ich celem ma być przeznaczenie części kontraktów tylko dla przedstawicieli „czarnego biznesu”. Takie pomysły natrafiają jednak na istotne ograniczenia prawne, bo są próbami ustanowienia systemu dyskryminacji ze względu na kolor skóry.

„Year of racial reckoning” (rok rasowej refleksji/rozrachunku) – takim zgrabnym hasłem określają rok zamieszek i rasowych napięć liberalne media. W tej narracji sam fakt refleksji jest już czymś bardzo pozytywnym – biali uświadomili sobie, „przepracowują” swój przywilej i grzechy przodków, czarni poddają refleksji swoją zbiorową i indywidualną opresję. Mimo wszystko gdzieniegdzie przebija się poczucie zawodu, zmiany nie osiągnęły realnych wymiarów. Na przykład czarny aktywista Talmon Joseph Smith opublikował na łamach „New York Timesa” artykuł o wiele mówiącym tytule: „Jak przywilej i kapitał wchłonęły ruch”. „Podsumowując, wydaje się, że miała miejsce rasowa refleksja – była jednak w sposób nieproporcjonalny doświadczona przez uprzywilejowanych Amerykanów. Rozmowy o sprawiedliwości społecznej i antyrasizmie osiągnęły nowy poziom wpływu w dyskusjach na Zoomie, w korytarzach inteligencji, korporacyjnej Ameryce i w instytucjach kontrolowanych przez wyższą klasę średnią i elity. Jednak ta refleksja nie miała ambicji dla systemowej zmiany, w większym stopniu skupiając się na reprezentacji, różnorodności, promocji i renegocjacji zasad społecznej odpowiedzialności biznesu (zamiast wzmacniać, powiedzmy, głosy czarnych kobiet, wzmacniała głos mężczyzn lub innych kolorowych kobiet)”.

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze