Nie wie lewica

Felieton [Krótko i na temat]

Mniej więcej w okolicach 2015 roku na dobre dokonała się w języku naszej polityki pewna wyraźna zmiana. Do Sejmu nie weszła lewica, co stało się tak naprawdę przypadkiem. 

Złożyło się na to zarówno dobre samopoczucie liderów SLD, którzy zaryzykowali start swego ugrupowania jako koalicji wyborczej, sami sobie stawiając tym samym wyższy próg, o który wyłożyli się w drodze po kolejną kadencję, jak i pojawienie się Partii Razem, która wówczas wierzyła jeszcze, że polityka ta może być inna i można w niej zdziałać coś bez PRL-owskiego bagażu. Niektórzy przedstawiciele dawnego, bardzo szeroko pojętego obozu dawnej Solidarności ulegli myśleniu życzeniowemu i uznali, że nagle stało się to, czego sami nie byli w stanie dokonać po 1989 roku, i postkomuniści znikają z życia politycznego. Jak wiemy, nic takiego nie miało miejsca, szybko wrócili, jednak naiwna wiara z 2015 roku zaowocowała tym, że najczęstszym epitetem w naszych publicznych pyskówkach stali się „

     
53%
pozostało do przeczytania: 47%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze