Najgroźniejszy więzień Putina. Zagadka Nawalnego

FOT. REUTERS / FORUM
FOT. REUTERS / FORUM

ŚWIAT [Rosja, reżim, opozycja]

Za drutami kolonii karnej jest groźniejszy niż w pokoju berlińskiego hotelu. Aleksiej Nawalny to bowiem typ przeciwnika, z jakim Władimir Putin nie miał jeszcze do czynienia. Trudny do rozszyfrowania – zarówno jeśli mowa o jego poglądach, jak i podejmowanych krokach.

Gra na nerwach Kremlowi od dekady. A dopiero teraz na dobre ma trafić za kraty. Z czego to wynika? Jedni mówią, że jest marionetką w walkach frakcji putinowskiego reżimu. Inni, że władza bardzo długo go lekceważyła, bo swymi doniesieniami o korupcji i tak nie szkodził władzy. Daleko mu do gnębionych wcześniej i nawet mordowanych wrogów Putina: Litwinienki, Niemcowa, Politkowskiej, Kasparowa czy Chodorkowskiego. Aleksiej Nawalny wymyka się ze schematów antyputinowskiej opozycji: ani z niego demokratyczny polityk, ani niezależny dziennikarz, ani niebezpieczny oligarcha. To wytwór rosyjskiej klasy średniej – w końcu rodzice to właściciele małego biznesu. Zaistniał jako bloger tropiący korupcję. A potem polityczny działacz. Było parę wyroków, kilka krótkich pobytów w areszcie, ale przede wszystkim zamach, z którego uszedł z życiem. Aleksiej Nawalny jest teraz znany całemu światu, cały Zachód go broni. Niewątpliwie na to zapracował. Zwłaszcza ostatnim powrotem do Rosji, ze świadomością, że wraca w ręce niedoszłych zabójców.

Ruski Marsz Nawalnego

Aleksiej Nawalny to typowy przedstawiciel rosyjskiej klasy średniej. Rodzice z własnym biznesem zapewnili mu bezpieczny start w dorosłe życie. On sam zaraz po studiach też próbował biznesu, ale nie wyszło. Poszedł więc do polityki. Pierwszym wyborem, co raczej nie zaskakuje, była najpopularniejsza partia wielkomiejskiej średniej klasy i inteligencji, czyli Jabłoko. W jej strukturach młody Nawalny uczył się pracy organizacyjnej. Tyle że liberalna partia z każdym rokiem traciła popularność i stało się jasne, że taki program w Rosji jest skazany na wieczną mniejszość i pobyt w opozycji. Tymczasem w listopadzie 2004 roku uchwalono nowe święto, Dzień Jedności Narodowej, na pamiątkę wyrzucenia Polaków z Kremla. W tym dniu nacjonaliści zaczęli organizować tzw. Ruskie Marsze. Zaczął się na nich też pojawiać Nawalny, za co wyrzucono go z Jabłoka. Niedługo później Nawalny założył Nacjonalistyczny Rosyjski Ruch Wyzwolenia (NAROD), sprzymierzając się z takimi szowinistycznymi grupami jak Ruch Przeciwko Nielegalnej Imigracji czy Wielka Rosja. Można by rzec, że z tramwaju „nacjonalizm” wysiadł dopiero w 2011 roku na przystanku „Rosja”. Aczkolwiek w jego poglądach wciąż zostało wiele z tamtych czasów.

Tymczasem jednak Nawalny rozpoczął działalność innego rodzaju. I to ona dała mu prawdziwą popularność (oraz wrogość reżimu). W 2008 roku założył Związek Udziałowców Mniejszościowych, który bronił praw drobnych akcjonariuszy w wielkich spółkach. Dwa lata później powstał projekt RosPil, który ze swą bardzo popularną stroną internetową służył tropieniu i demaskowaniu defraudacji i korupcji w Rosji. Teraz działa Fundacja Walki z Korupcją, której raporty obnażające bogactwa i złodziejstwo elity rządzącej (choćby raport o „pałacu Putina”) imponują profesjonalizmem i mocno uderzają w wizerunek reżimu. Nawalny nie osiągnąłby tego, gdyby we wcześniejszej fazie działalności nie miał wsparcia niektórych oligarchów. To były pułkownik wywiadu KGB, dziś właściciel m.in. „Independenta” i współwłaściciel „Nowej Gaziety” Aleksandr Lebiediew swego czasu wstawił Nawalnego do rady nadzorczej Aerofłotu. Byli też Michaił Fridman czy Aleksiej Sawczenko. Nie ma wątpliwości, że wiele z ujawnianych przez Nawalnego informacji pochodziło od ludzi biznesu czy nawet polityki.

Nieprzewidywalność i ryzyko

Kiedy tak naprawdę Nawalny stał się głównym przeciwnikiem Kremla? Wydaje się, że w czasie największych demonstracji w putinowskiej Rosji zimą z 2011 na 2012 rok. Na antenie Echa Moskwy nazwał wtedy rządzącą Jedną Rosją „partią oszustów i złodziei”, które to określenie zrobiło ogromną karierę (zresztą opozycjonista często używa bardzo mocnego języka, co nie jest przypadkowe – trafia do wielu ludzi, zwłaszcza młodych). Jeśli wiosną 2011 roku jego nazwisko znało zaledwie 6 proc. Rosjan, to po demonstracjach w Moskwie było to już 37 procent. Przyjęta przez państwowe media i polityków taktyka przemilczania Nawalnego na nic się zdała. Zaczęto więc wytaczać mu różne sprawy sądowe. „Jeśli zostanę prezydentem, Putin pójdzie do więzienia” – ogłosił w 2013 roku Nawalny. Tyle że to on usłyszał wtedy wyrok (spreparowana sprawa dotycząca rzekomych defraudacji), który teraz będzie musiał odsiedzieć w kolonii karnej. Dlaczego wrócił do kraju, wiedząc, że trafi za kraty? To jest właśnie ten element aktywności Nawalnego, który czyni go niebezpiecznym przeciwnikiem dla reżimu. Nieprzewidywalność i ryzyko. Niedoszła ofiara trucicieli z FSB zamiast pozostać na emigracji – jak oczekiwał Putin – wraca i od razu stwarza ogromne kłopoty. Zarówno w kraju, jak i na arenie międzynarodowej. Choć uwięziony, Nawalny wyznacza miejsce i czas gry Putinowi.

Nowoczesny nacjonalista

„Nacjonalista to prawdziwy patriota, który stawia interesy kraju i narodu ponad własne interesy. Nie uważa, że tematy nacjonalistyczne są okropne, przerażające lub że powinny być tematem tabu. Rosyjski nowoczesny nacjonalista jest bardzo zorientowany na Europę, a rosyjski nacjonalizm jest znacznie bliżej europejskiego głównego nurtu, niż się powszechnie uważa”. Te słowa Nawalnego można znaleźć w książce o nim z 2011 roku. Dziś pytany o poglądy czy program, odpowiada: najważniejszym kryterium prowadzonej polityki, czy to wewnętrznej, czy ekonomicznej, czy zagranicznej, powinien być dobrobyt Rosjan. Zresztą to dlatego krytykuje wojenne wyprawy Putina i wspieranie różnych reżimów – bo to się po prostu finansowo nie opłaca. Cóż z tego, że Krym jest rosyjski, że rosyjska armia zwycięsko poczyna sobie w Syrii, jeśli od początku rządów Putina z mapy Rosji zniknęła połowa szpitali i punktów służby zdrowia? Zresztą skoro mowa o Krymie, to właśnie ta kwestia pokazuje, że Nawalny poglądami niewiele różni się od obecnej władzy, że również chce silnej Rosji, ale zamierza to osiągać innymi środkami, na pewno nie kosztem zwykłych obywateli. Zaraz po aneksji Krymu Nawalny to krytykował. Ale już na jesieni 2014 roku mówił: „Krym teraz jest częścią Federacji Rosyjskiej. I przestańmy się oszukiwać. I Ukraińcom także mocno radzę się nie oszukiwać. On pozostanie częścią Rosji i w przewidywalnej przyszłości nie będzie częścią Ukrainy”. Trudno było o inną opinię, skoro miażdżąca większość Rosjan fetowała „powrót Krymu do Macierzy”. Co Nawalny sądzi o sprawie Krymu dziś? Proponuje zorganizowanie tam „uczciwego referendum” – co w obecnej sytuacji oznacza brak zgody na zwrot półwyspu Ukrainie. 

Biorąc pod uwagę nacjonalistyczne poglądy, od których Nawalny zaczął – przynajmniej otwarcie – odchodzić, poczynając od 2011 roku, nie dziwi, że jest on też zdeklarowanym wrogiem imigrantów z Kaukazu i Azji Środkowej. Zarzucał im dużą przestępczość, a swego czasu nazwał wręcz mieszkańców Kaukazu „karaluchami”. W latach 2008–2011 wzywał do deportacji imigrantów. W jego programie wyborczym z 2018 roku znalazła się zapowiedź wprowadzenia reżimu wizowego wobec krajów Azji Środkowej i Kaukazu. Jeszcze w 2008 roku Nawalny poparł wojnę z Gruzją. Złagodził później swoje poglądy na temat Gruzinów, ale jeszcze kilka lat temu znów opowiedział się za niepodległością już nie tylko Abchazji i Południowej Osetii, lecz także Naddniestrza. Nawalny uważa więc, że Rosja ma prawo mieszać się w wewnętrzne sprawy byłych republik sowieckich… Oczywiście w wielu kwestiach różni się z Kremlem. Mówi, że bliżej Rosji z pewnością do Europy niż do Iranu czy Korei Północnej. Opowiada się za wielostronną dyplomacją, dotrzymywaniem zobowiązań traktatowych i podkreśla znaczenie ONZ, choć też już kiedyś zauważył, iż ta organizacja przestała być miejscem, gdzie podejmuje się poważne decyzje. Nawalny opowiada się za wielowektorową polityką współpracy – i ze Wschodem, i z Zachodem.

Zaryzykować życie

Od lat budzi emocje i nie brakuje mu zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Nienawidzi go część rządzącej elity, ale też Nawalny niekoniecznie budzi ciepłe uczucia w niektórych środowiskach opozycyjnych. Od dawna zarzucano mu wodzowski styl działania. Pytanie tylko, czy da się obalić Putina i przejąć władzę na Kremlu, stosując metody demokratyczne i trzymając się wiernie określonych poglądów? Raczej nie. Dlatego prawdziwe poglądy i sposób sprawowania rządów przez Nawalnego poznamy tylko wtedy, gdy zdobędzie władzę. Żeby móc o tym marzyć, musiał zaryzykować. Nie wolność, lecz życie. Jak bowiem pokazuje historia Rosji, władza zmienia się tam przy spełnionych dwóch warunkach. Dotychczasowy reżim musi być już słaby, zaś ci, którzy chcą go obalić – zdeterminowani (niekoniecznie liczni). Nawalnemu determinacji nie brakuje.

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze