Noc Belwederska. Kiedy wybiła godzina zemsty

fot. arch.
fot. arch.

Historia [190. rocznica wybuchu Powstania Listopadowego]

Jest 29 listopada 1830 roku. Pogoda średnia – ani deszczowo, ani słonecznie. Ale zimno. Zmierzch zapadł około 15. Gdy podchorąży Wiktor Tylski oraz jeszcze jeden, nieznany z nazwiska spiskowiec, zbliżają się do browaru Weissa, w pobliżu nie ma nikogo. Mało co widać. Po zmroku Warszawę oświetlały wtedy tylko lampy olejowe lub łojowe. Obaj spiskowcy podchodzą do browaru. Mają jedno zadanie – podpalić budynek. Zabudowa Solca była drewniana, znajdowały się tam młyny, magazyny, spichlerze. W tym samym czasie ma zapłonąć w Warszawie kilka innych miejsc, ale to browar na Solcu jest najważniejszym „hasłem”. Iskra, ogień, powstanie. Zemsta na wrogu.

Pożar, choć pojawiają się płomienie, nie wybucha tak jak powinien – zaczyna się palić zbyt wcześnie (około 17.30) i dość szybko… gaśnie. W tym samym czasie niedaleko budynku podchorążówki w Łazienkach i wcale nie tak daleko od Solca, pod pomnikiem Sobieskiego, gromadzi się kilkunastu ludzi, w większości cywili. Nerwowo

11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze