Zanim zapłonie katedra

Felieton [Z bliska]

Ogromne poparcie #Strajku kobiet prowokuje pytania: Czy istotnie to spór o aborcję? Czy skala i gwałtowność wybuchu były do przewidzenia? Skąd się wzięło takie natężenie chamstwa i antykatolickiej agresji? Znamiona zjawiska widoczne były od dawna.    Zdziwionym i zaskoczonym przypomnę, że pokolenie rodziców tych panienek z błyskawicami i chłopców ze znakami tęczy lub Antify, wchodziło w dorosłość w latach 90., gdy tygodnik „NIE” sprzedawany był w rekordowych nakładach 700 tys. egzemplarzy. Z czasem popularność Urbanowskiej gadzinówki zmalała, ale nie dlatego, że odbiorcy odrzucili pornograficzny i antyklerykalny przekaz. Przenieśli się do „Gazety Wyborczej”, gdzie znaleźli ten sam nurt, ale w bardziej wyrafinowanym, „europejskim” wydaniu. Po katastrofie smoleńskiej pękły kolejne granice. Kpiny z ofiar, obrażanie rodzin, rechot w miejsce żałoby, cała ta w istocie antychrześcijańska obsesja ujawniała się w mediach. Ale z publicznym, masowym wybuchem dzikiej nienawiści (
46%
pozostało do przeczytania: 54%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze