O tym, jak jumali Niemców, i o butelkach jako o znaku pokoju.

Felieton [Widziane z Brukseli]

W polskim filmie fabularnym „Yuma” jedna z ostatnich scen przedstawia matkę głównego bohatera, która mówi do niego: „Synku, ty przecież niczego w życiu nie ukradłeś. Ty tylko jumałeś Niemcom”…    Dla tych, którzy nie wiedzą czy jeszcze się nie domyślili, „zajumać” to „wejść w posiadanie”, „przywłaszczyć”. W owym filmie burmistrz miejscowości położonej tuż przy niemieckiej granicy, niestroniący od uciech życia, od razu trzeźwieje, jak tylko zaczyna mówić o polskiej krzywdzie i ile to rzeczy Niemcy z Polski wywieźli. Grany przez Jakuba Gierszała główny bohater to szef grupy, która – niczym Robin Hood – wyjeżdża na gościnne występy za pobliską granicę, zabiera bogatym i wraca do Polski, by rozdawać buty, perfumy, kurtki, a z czasem pralki i lodówki biednym – czyli Polakom. Można powiedzieć, że bohaterowie filmu wzięli we własne ręce kwestie odszkodowań czy reparacji wojennych Niemiec wobec Polski.    Film obejrzałem dopiero co, bom utknął w Brukseli dłużej niż myślałem.
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze