Mandaty za brak maski, baron od szczurów i irlandzki Zagłoba

Felieton [Widziane z Brukseli]

W Brukseli zawsze padało – największa liczba dni deszczowych w stolicach europejskich, większa nawet niż w Londynie! – ale nigdy nie było koronawirusa. Teraz, o dziwo, dni deszczowych jak na lekarstwo, a zaraza szaleje. Parę miesięcy temu Belgia miała 28 razy więcej zgonów z powodu COVID-19 niż Polska, a teraz przyszła tzw. druga fala. Gdy idę z Parlamentu Europejskiego do domu, muszę na ulicy założyć maskę – jeśli nie, zapłacę mandat w wysokości 250 euro. I jest to naprawdę egzekwowane, bo policja patrzy i łapie. W samym europarlamencie też trzeba chodzić w maseczce, choć policja w środku nie pilnuje. Nie jestem specjalistą, ale przypominają mi się banialuki, które opowiadano, że jak będzie ciepło, to zarazę szlag trafi. Dziś ci „eksperci” pochowali się niczym mysz pod miotłą. Jest ciepło, a pandemia w ofensywie, w zasadzie wszędzie w Europie. Bogu Najwyższemu dzięki, że w Polsce realny wzrost zarażeń nie przekłada się na skokowy wzrost zgonów. W związku z tym na tle
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze