Dać go katu! Z życia mistrzów małodobrych

Historia [Dawne profesje]

Średniowieczne i nowożytne miasta nie były w stanie funkcjonować bez kata egzekwującego sądowe wyroki. Jednak niezbędny mieszkańcom oprawca zwany mistrzem małodobrym był postacią przeklętą, usuniętą poza nawias społeczeństwa. Paradoksalnie, jedynych towarzyszy znajdował wśród przestępców, których miał karać. Zjawisko zbrodni jest tak stare jak sama ludzkość. Już w biblijnej Księdze Rodzaju czytamy o mordzie dokonanym przez Kaina na jego bracie Ablu. Kodeks karny spisany na polecenie babilońskiego króla Hammurabiego w XVIII w. p.n.e. wylicza cały katalog różnych przestępstw i grożących za nie kar, wprowadzając słynną zasadę „oko za oko”. Jednak nie wystarczy zadeklarować chęci ucięcia ręki czy nogi zbrodniarzowi, ktoś musi to wykonać, a jest to robota brudna i nieprzyjemna. Dlatego już w starożytności zrodził się zawód kata wprowadzającego w czyn sądowe wyroki. Jak trzeźwo zauważył bowiem w XVI wieku polski myśliciel Stanisław Orzechowski: „(Jak) by nie było w mieście
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze