Nie mogę o tym myśleć spokojnie

Historia [Wąwolnica w ogniu]

Na początku Vachon myślał, że to zwykły pożar. Potem zaczął pytać mieszkańców, napisał do Penny: „Wiem, że to nie był wypadek, ale nie wiem, kto to zrobił: bandyci? tajna policja?” – opowiada Sławomir Rybałtowski, kustosz prac fotografa Johna Vachona z jego podróży po Polsce w latach 1946, 1956 i 1963. Ze Sławomirem Rybałtowskim rozmawia Magdalena ŁysiakJak trafił Pan na Vachona i jego zdjęcia? Prowadzę wydawnictwo, które założyła moja teściowa. Na początku swego istnienia specjalizowało się ono w tematyce warszawskiej, dzięki czemu została zebrana pokaźna liczba archiwaliów dotyczących stolicy. Pewnego dnia szukałem ilustracji do jakiejś książki i w ręce wpadła mi duża fotografia przedstawiająca zniszczony Prudential. Wiedziałem, że zdjęcie zostało wykonane tuż po wojnie. Zaciekawiła mnie świetna jakość odbitki, obejrzałem ją dokładnie i z tyłu znalazłem podpis: John Vachon. Zacząłem przekopywać internet – zobaczyłem album z jego zdjęciami wydany przez nowojorski
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze