IZOLATOR

Izolacja. To słowo ostatnio często słyszymy. Podobno jest ona potrzebna, żeby spłaszczyć krzywą zachorowań. Dlatego ludzie pracują w swoich domach, a w sklepach czy komunikacji miejskiej wprowadzono limity przebywających wewnątrz osób. Wszystko po to, żebyśmy nie mieli zbyt bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem. Postanowiłem więc dziś przybliżyć samochód, który idealnie nadaje się na dzisiejsze czasy.

Suzuki Jimny wjedzie bowiem tam, gdzie inni nie dotrą. Możemy być pewni, że dojedzie w miejsca, w których będziemy sami. Trudno o lepszego kompana, gdy chcemy się wyizolować z rozentuzjazmowanego tłumu innych aut. Ten mały Japończyk ma jedynie 3,5 m długości. 2250 mm to rozstaw osi. Szerokość samochodu to 165 cm, a wysokość 182 cm. Prowadząc go, siedzimy wysoko, dlatego kierowcy wydaje się, że jedzie potężnym autem. Odbieranie jedzenia w okienku „drive in” nie powoduje żadnych niedogodności. I jest to chyba jedyna zaleta tego samochodu w mieście. No, może jeszcze małe wymiary i duży prześwit (21 cm), co pozwala bez żadnych obaw wjeżdżać na krawężniki. Poza tym Jimny ma właściwie same wady. Nie dość, że mały, niemal pozbawiony bagażnika i nieco klaustrofobiczny w środku, zwłaszcza na tylnych siedzeniach, to jeszcze dość nieprecyzyjny w prowadzeniu. I niezbyt szybki. 80–100 km/h to strefa komfortu. Powyżej robi się już głośno ze względu na kształt karoserii i masywne opony. Skrzynia w tym samochodzie jest zaledwie pięciobiegowa. Na drogach ekspresowych to trochę przeszkadza. Przydałaby się szóstka. Spalanie w mieście to  około 8 l, na trasie spada do 7,5 przy prędkościach rzędu 90–100 km/h. A w terenie? To już zależy od terenu. Brnąc przez błoto, można spalić naprawdę dużo benzyny. Mimo tych niedogodności muszę przyznać, że dawno nie miałem takiej frajdy z obcowania z samochodem, jaką zapewnił mi Jimny. Samochód jest bardzo zwrotny. Jednak ze względu na wysokość i niewielką szerokość jest także wrażliwy na podmuchy wiatru, szczególnie gdy...
[pozostało do przeczytania 45% tekstu]
Dostęp do artykułów: