Robert Kilen

Trwa salon samochodowy we Frankfurcie, najważniejsza impreza motoryzacyjna w Europie. Nie ma co ukrywać, że ranga tego typu nadmuchanych wydarzeń spada. Coraz mniej firm samochodowych widzi sens wystawiania się na targach. Podyktowane jest to przynajmniej dwoma czynnikami. Po pierwsze kosztami, bo przecież za powierzchnię wystawową trzeba zapłacić krocie. W wypadku mniejszych firm pokazywanie się w świetle reflektorów na prestiżowych targach nie przekłada się na zyski u dealerów, bo ich prezentacje aut są i tak skromniejsze niż motoryzacyjnych gigantów i nie robią takiego wrażenia. Po drugie natomiast premierowe samochody można zobaczyć prawie natychmiast w internecie, pokazane na tysiąc sposobów. Dawniej, gdy nie było dostępu do tak szybkiej informacji, wizyta na targach była jedynym...
Mówi się, że żyjemy teraz w ciągłym pędzie, pośpiechu. Nie mamy chwili, żeby się zatrzymać. Wszystko przez to przemija szybciej, bo wciąż pragniemy nowości. Dzieje się tak w różnych aspektach życia. W kinach co tydzień pojawia się kilka premier, przez co nie mamy możliwości, żeby zatrzymać się i zastanowić nad przesłaniem jakiegoś filmu, który nie jest li tylko sieczką dla umysłu. Jeśli chodzi o technologię – to, co dziś jest nowoczesne, jutro staje się starym szmelcem. Sieci społecznościowe, które miały nas zbliżać, powodują, iż dociera do nas tyle informacji, że oddalamy się od siebie. Myli nam się, kto z naszych znajomych był na urlopie, komu urodziła się córka, a kto remontuje mieszkanie. Gdy wyłączymy się z tego ciągłego biegu, pojawia się jednak dyskomfort. Nic się nie dzieje!...
Ostatnio Facebook wstrzymał reklamowanie filmiku o samochodzie, który zamieściłem na moim youtubowym kanale kilentv. Prawdopodobnie ze względu na to, że nazwałem się, parafrazując moje nazwisko, motokilerem! W założeniu chodziło o to, że daję wycisk samochodom. Niestety, sztuczna inteligencja odczytała to jako mowę nienawiści. Odwołałem się od decyzji komputera i czekam na rozpatrzenie sprawy przez człowieka. Może on nie będzie myślał zero-jedynkowo. Chociaż zauważam, że ostatnio coraz częściej również ludzie myślą tak, jak im program komputerowy pozwala. Przez to, że po kliknięciu paru klawiszy otrzymujemy na ekranie odpowiedzi na prawie wszystkie pytania, ludzkie umysły stają się coraz bardziej leniwe, a nasze umiejętności coraz mniejsze. Tak jest też w motoryzacji. Samochody...
Jakiś czas temu pisałem o DS 7, czyli propozycji premium dla fanów francuskiej motoryzacji. W świecie zdominowanym przez Niemców Francuzi próbują swoich sił. Jedni im kibicują, bo uważają, że całego tortu nie powinna dzielić między siebie germańska wielka trójka. Mowa oczywiście o Audi, BMW i Mercedesie. Jednak są też tacy, którzy pytają, po co kopać się z koniem? I muszę powiedzieć, że nie można odmówić im racji. A przyznaję to po tym, jak zapoznałem się bliżej z Citroënem C5 Aircross. To samochód, który sprawia, iż DS 7 właściwie przestaje być potrzebny. Po co przepłacać? Owszem, w DS-ie materiały wykończeniowe są lepszej jakości, a projekt wnętrza bardziej oryginalny. Lecz jeśli chodzi o karoserię, to marka premium Citroëna wyraźnie zapatrzyła się na audi Q5. Natomiast zwyczajny...
Marszałek Józef Piłsudski był miłośnikiem motoryzacji. Ten wątek pomija się w tekstach historycznych. Bo wydaje się niepoważny. Wizerunek męża stanu widocznie nie współgra z tak trywialną cechą, jaką jest zainteresowanie motoryzacją. A Piłsudski uwielbiał szybką jazdę. Najbardziej cenił amerykańskie samochody marki Cadillac. Znając miłość Marszałka do tej marki, w 1934 roku zamówiono dla niego w Stanach Zjednoczonych model 355D, który przypłynął do Polski prawdopodobnie na przełomie lutego i marca 1935 roku. Wtedy Piłsudski zobaczył auto i ponoć zapytał: „Trumnę mi tu kupiliście?”. Żart okazał się ponury, bo jak wiadomo, niedługo potem Marszałek zmarł. Po jego śmierci z samochodu korzystała żona, a potem przejął go marszałek Edward Rydz-Śmigły, który na początku II wojny światowej...
Proszę Państwa, jedynie najwytrwalsi zawodnicy stanęli dziś na starcie Wyścigu Tatrzańskiego. Oto rozpoczyna się pierwszy w historii polskiego automobilizmu, samochodowo-motocyklowy wyścig górski. Na Łysej Polanie tworzy się historia. Możemy podziwiać śmiałków, w których żyłach płynie benzyna zamiast krwi, i ich wspaniałe maszyny. Po mojej prawej stronie widzę hrabiego Adama Potockiego przy sportowym modelu Austro Daimlera z silnikiem o pojemności 3 tys. Cm3. To prawdziwy potwór o mocy 100 KM. Obok legendarne Bugatti doktora Vetterliego. To model o pojemności 1,4 tys. cm3 wyposażony w kompresor. Za nimi całe stado fiatów. Pan Kapliński startuje wyścigowym modelem 509, a pan Romer sportowym Fiatem 503. Jednak mój wzrok podąża teraz w stronę potężnego monstrum, Mercedesa z silnikiem o...
Samochód stojąc wygląda, jakby mknął – ponoć tak powiedział Lee Iacocca, ojciec sukcesu Forda Mustanga, gdy zobaczył prototyp. W wyglądzie tkwi sedno. Bryła samochodu musi być spójna, proporcjonalna i wywoływać emocje. Wiedział to Iacocca i założę się, że gdy tylko zobaczył prototyp Mustanga, uśmiechnął się. Uśmiechnąłem się i ja, gdy pod moim domem stanęła metalicznie szara Mazda 6. Projektanci koncernu wymyślając styl Kodo, czyli duszę ruchu, kierowali się tą samą filozofią, co ponad pół wieku temu Lee Iacocca. Mazda 6 to pięknie zaprojektowany samochód. Mimo wielkości wygląda zgrabnie, rzekłbym nawet, że kokietuje swoimi kształtami. Przy Skodzie Superb wygląda tak jak Penelope Cruz przy Angeli Merkel. Czasem jednak tak bywa, że za pięknem nie idzie nic więcej. Czy tak jest w...
W młodości uwielbiałem serial przygodowy o przygodach Arsène’a Lupina. Anglicy mieli swojego nieomylnego detektywa Sherlocka Holmesa, więc Francuzi, napędzani odwieczną rywalizacją z Wyspiarzami, stworzyli postać genialnego złodzieja. Umiejętnością Lupina, którą wykorzystywał w swoim fachu, była charakteryzacja. Za pomocą doklejanych wąsów czy binokli z przystojnego jegomościa stawał się staruszkiem, włóczęgą lub dystyngowanym szlachcicem. Arsène Lupin przypomniał mi się, gdy oddawałem użyczonego mi Mini Clubmana. Obok na parkingu stał BMW 1. Na pozór inny samochód, a jednak „jedynka” to Clubman w przebraniu. Albo, jak kto woli, Mini to ucharakteryzowane BMW. Schodząca właśnie ze sceny druga generacja serii 1 miała, przypomnę, tylny napęd, czyli, jak pisałem, Brytyjczycy musieli...
Mam wrażenie, że żyjemy w czasach, w których nie ceni się oryginalności. W telewizji na okrągło te same mutacje programów, tylko pod inną nazwą. Śpiew i taniec w różnorakich odsłonach. Podobnie w muzyce mamy wiele piosenek na jedno kopyto. Jeśli chodzi o książki, to pozwolę sobie na drobną prywatę. Dość długo szukałem wydawcy na moją nową książkę, a to dlatego, że marketingowcy nie mogli jej do niczego porównać. Mimo że to literatura przygodowo-sensacyjna, to jednak nie jest kopią powieści Clive’a Cusslera. Zagadka nie jest żywcem wyjęta ze skandynawskich kryminałów i przeniesiona na grunt polski. Znalazła się jednak oficyna ceniąca to, że książka nie powstała metodą kopiuj-wklej i w październiku powieść będzie w księgarniach. Podobnie jest w sferze motoryzacji. Kolejne generacje...
Nie ma co ukrywać, w motoryzacji czeka nas tąpnięcie. Na pozór nic tego nie zapowiada, bo w Polsce wiele firm odnosi sukcesy sprzedażowe. Lecz menedżerowie z pewnością wiedzą, że to, co ma nadejść, nadejdzie. Powodów jest kilka. Po pierwsze, nowe normy dotyczące spalin. Aby je spełnić, firmy rezygnują (bądź zrezygnowały) z wielu silników, co klienci mogą postrzegać jako ograniczenie wyboru. Statystki sprzedaży w zeszłym roku i na początku tego paradoksalnie poprawiło zamieszanie z WLTP, firmy z dużą dozą determinacji musiały bowiem wyprzedać samochody, które nie spełniały unijnych wymogów. Po drugie, powodem tąpnięcia będzie transformacja technologiczna, której jesteśmy świadkami. Wszyscy pracują nad samochodami elektrycznymi, a kilka z nich już wprowadza się na rynek. Silniki...
Panie Robercie, zainspirował mnie pan swoim tekstem i zmieniłem starego rzęcha na nowy model – tymi słowami odezwał się do mnie sąsiad spotkany na straganie. Akurat spoglądałem na czereśnie, więc nie zauważyłem od razu, że wypowiadając te słowa, skierował wzrok na Suzuki Vitarę zaparkowaną obok. Gdy jednak zorientowałem się, że to jego nowy samochód w kolorze piaskowego beżu czy też, jak woli nazywać to producent, Savannah Ivory Metallic, przypomniałem sobie, że pisałem o tym modelu pod koniec zeszłego roku. – Czyżby tak długo trzeba było czekać na odbiór? – zapytałem. – Nie – odpowiedział sąsiad, a potem dodał, że do kupna Vitary zachęciłem go, pisząc o zaletach hybrydowego Mini Countrymana. Musiałem mieć niezbyt mądrą minę po otrzymaniu tej informacji. Sąsiad zauważył szybko, że nie...
Nie tak dawno pisałem o Maździe 3, którą nazwałem miss Japonii. Teraz na salony została wprowadzona jej koleżanka, która urodą niewiele jej ustępuje. Za to jest wyższa i można z nią wybrać się w takie miejsca, do których miss Japonii nie wypada zabierać. No bo przecież  miss nie powinna pozować na zakurzonej szutrowej drodze czy pod stajnią dla koni. Jej koleżanka natomiast doskonale tam pasuje. Nazywa się CX-30. O ile Mazda 3 jest klasową pięknością, o tyle CX-30 jest kumpelą, dziewczyną z sąsiedztwa, którą można wszędzie zabrać. Doskonale w jej towarzystwie będziemy się czuli nad jeziorem, na grillu na działce i na weekendowym wypadzie za miasto. CX-30 to kolejny SUV w gamie Mazdy. Ścięta tylna szyba sugeruje zawadiacko-sportowe zacięcie. Lecz, moim zdaniem, Japończycy tym...
Zaczęły się wakacje! Dorośli powybiegali z biur i zakładów pracy, ciesząc się, że przed nimi więcej niż dwa miesiące laby. A dzieci, jak to dzieci, westchnęły tylko, myśląc, że przez najgorętsze miesiące roku czeka je udręka ze starymi. Dlatego od razu po zakończeniu uroczystych akademii wlepiły nosy w smartfony i zaczęły szukać wolnych miejsc nad morzem, w górach, na Mazurach czy ofert last minute, żeby tylko gdzieś wysłać swoich rodziców. Z pewnością każdy widział w ostatnim czasie młodych ludzi wgapiających się w ekrany swoich smartfonów. A ponieważ, jak powszechnie wiadomo, dzieciaki lubią grać w piłkę, biegać po parkach, spotykać się z rówieśnikami przy trzepaku czy grać w klasy, to nie ma innego powodu, dla którego nie korzystają z promieni słońca, niż ten, o którym nadmieniłem....
Uff, jak gorąco! Puff, jak gorąco! Najpierw powoli, jak żółw ociężale, ruszyła maszyna po… drodze ospale. Tak było w przypadku Hondy Civic z silnikiem diesla. Ospale dlatego, że – po pierwsze – jakiś czas temu jeździłem Civikiem z turbodoładowaną jednostką benzynową o mocy 182 KM, która naprawdę ochoczo zabiera do pracy. A diesel 1.6 w Civicu 4D ma jedynie 120 KM, co skutkuje tym, że japoński kompakt wyposażony w ten motor przyśpiesza wolniej do setki o 1,5 sekundy. A po drugie – w czasie upałów wydaje się, że cały świat pracuje jakby w zwolnionym tempie. No, może poza klimatyzacją, która wyła na najwyższych obrotach, żeby doprowadzić wnętrze samochodu do akceptowanej przez mieszkańca Europy Środkowej temperatury. Niestety, przy upale na zewnątrz sięgającym 38 stopni Celsjusza, a tyle...
Stojąc w korku, chętnie obserwuję innych kierowców. Czasem uda mi się przyłapać kogoś na dłubaniu w nosie albo podejrzeć, jak ktoś śpiewa. A że ostatnio stałem w korku samochodem, który sam się pilnuje i hamuje przed przeszkodą, jako kierowca czułem się trochę ubezwłasnowolniony, więc rozglądałem się wokół. Z prawej strony jakiś przedstawiciel handlowy w białym renault clio prowadził ożywioną konwersację przez zestaw głośnomówiący, lecz ciekawszym obiektem obserwacji był łysawy mężczyzna z mojej lewej strony. Siedział wpatrzony w przednią szybę, uważnie kontrolując odległość między swoim a poprzedzającym go autem. A na jego twarzy wyraźnie widać było zadowolenie, by nie powiedzieć – ekscytację z tego, jaki samochód prowadzi. Był to Saab 900, tzw. krokodyl. Łatwo wyjaśnić, dlaczego...
Zdarzało mi się spędzać wakacje u dziadków na wsi. Pamiętam, że któregoś lata w trakcie mojej letniej kanikuły we wsi zapanowało wielkie podniecenie. Szwagier mojego taty kupił bowiem traktor. A w czasach słusznie minionych wcale nie było łatwo o mechanizację w rolnictwie. Szwagier chciał nabyć mniejszego i tańszego ursusa C 330, którego wszyscy chwalili ze względu na trwałość, jednak na stanie był jedynie ursus C 360, co prawda nowocześniejszy i mocniejszy, ale jednocześnie mniej poręczny i droższy w utrzymaniu. Lecz, przypominam, czasy były takie, że brało się to, co było, a nie to, czego się chciało. Gdy mąż mojej cioci (wspomniany wcześniej szwagier) z rozwianym włosem przemknął po raz pierwszy po wiejskiej drodze żółtym traktorem, przed bramy domostw wyszła cała wieś. Jedni z...
Trochę wiało, gdy wsiadałem do Forda Ecosport w wersji St-Line. Niezmiernie ucieszyłem się z takiej pogody i już wyjaśniam dlaczego. Otóż samochód wydawał mi się nieco nieproporcjonalny, zbyt wysoki i zbyt wąski. Dlatego silne podmuchy wiatru w czasie jazdy mogły obnażyć jego wady, jeśli chodzi o prowadzenie. Nie obnażyły. Ford Ecosport jest typowym Fordem, a więc sprężystym, pewnie prowadzącym się i zwartym pojazdem dającym przyjemność kierowcy. Moje obawy zostały rozwiane po paru pierwszych kilometrach i zakrętach. Gdy w trakcie jazdy zaczęło dodatkowo padać, ucieszyłem się po raz kolejny, bo pojawiła się okazja, żeby wypróbować zaawansowane systemy bezpieczeństwa. Nie wypróbowałem ich, bo Ecosport z racji wieku odbiega wyposażeniem od konkurentów i różnorakich elektronicznych...
Czy krawat pasuje do dresów? Oczywiście, że nie. Takie połączenie nie mieści się w kanonach stylu. Może jakiś ekstrawagancki projektant mody mógłby zastosować tak kontrowersyjne połączenie elegancji ze stylem sportowym na swoim pokazie. Lecz nie w realnym życiu na ulicach miast. Dlaczego? Bo nawet jeśli chodzi o ubieranie się, to ważne są zasady. Mamy więc styl sportowy – dresy. I styl oficjalny – garnitur. Pośrodku jest tzw. casual, czyli sportowa elegancja. Zasady są ważne w życiu, bo powstały na bazie wieloletnich doświadczeń. I nie chodzi mi o zakazy i nakazy, lecz raczej o normy, które ludzie, metodą wieloletnich prób i błędów, ustalali. Być może kiedyś ktoś próbował ćwiczyć w krawacie, lecz uznał, że to niewygodne i krawat nie pasuje do stroju sportowego. A inni przyznali mu...
Wszechobecne stereotypy mimowolnie warunkują nasze spojrzenie na świat. Dotyczy to także motoryzacji. No bo czyż nie panuje powszechne przekonanie, że Włosi są mistrzami stylu, lecz ich piękne samochody są zawodne? Francuzi według utartych przekonań konstruują auta nietrwałe. Za to Niemcy produkują bezawaryjne maszyny, które nie zachwycają wyglądem. Tymczasem fakty są takie, że jeszcze niedawno silnik 1.4 TSI z niemieckiej grupy Volkswagena należał do najbardziej zawodnych motorów, a internet aż huczy od przypadków pożarów aut produkowanych przez BMW. Z drugiej strony Włoszka, Alfa Romeo 159, nad wyraz dobrze sprawuje się w testach niezawodności. Podobnie jak rewelacyjnie oceniane są benzynowe silniki 1.2 Puretech Peugeota/Citroena. Stereotypy jednych krzywdzą, a innym dają niekiedy...
Cyprian Kamil Norwid po śmierci Zygmunta Krasińskiego napisał, że stracił szlachetnie różniącego się przyjaciela. A potem dodał, że nie umiemy się pięknie różnić. Miał rację. Każdy może to zaobserwować. Weźmy na przykład fast foody. Odkąd w Polsce pojawiły się lokale z wielkim M, Polacy przesiadują w nich non stop. Mimo że konkurencyjna sieć z królem w nazwie wystartowała nieznacznie później, nie zdobyła takiej popularności. Dlaczego? Bo symbolem szybkiego jedzenia w naszym kraju stała się literka M. Podobnie jak symbolem luksusowych samochodów stały się te niemieckie. Niewielu jest takich, którzy wybierają samochody premium innych producentów. No, może wyjątkiem jest hybrydowy Lexus. Lecz na ulicach nie widujemy prawie wcale francuskiego DS-a, któremu poświęcam dzisiejszy tekst. Wrócę...
W PRL-u w telewizji widzieliśmy 1 maja pochody setek tysięcy ludzi, które w założeniu miały pokazywać, jak wielu obywateli demonstruje poparcie dla „przewodniej siły narodu”, czyli monopolistycznej partii rządzącej. W rzeczywistości przeważająca część ludzi idących w pochodach szła, bo im kazano. Wiem, bo gdy byłem uczniem liceum, dyrektorka szkoły straszyła nas, że będziemy mieć obniżoną ocenę ze sprawowania, jeśli nie pojawimy się na pochodzie. Meldowaliśmy się więc w miejscu zbiórki, odhaczaliśmy swoją obecność, a potem uciekaliśmy, rozpływając się w tłumie. W efekcie w pochodzie szła ona, kilku nauczycieli i lizusów. Domyślam się, że podobne straszaki stosowali dyrektorzy zakładów pracy wobec pracowników. Dlatego o godzinie 19.30 ktoś oglądając Dziennik TV mógł odnieść mylne...
Ciężko mi było zabrać się do pisania tego felietonu. A to dlatego, że zamiast siedzieć i przelewać swoje myśli na klawiaturę, wolałem wykorzystać cały dzień na jazdę elektrycznym BMW i3. Muszę przyznać, że miałem sporo frajdy. Gdy rano ruszyłem spod domu, zadziwiająco szybko dotarłem do centrum Warszawy. Nie tylko dlatego, że silnik na baterię daje od razu kopa, uwalniając cały swój potencjał, tzn. moment obrotowy. Ale również z tego powodu, że elektrycznym pojazdem można beztrosko poruszać się buspasami. Podczas gdy inni kierowcy ślamazarnie poruszali się trasą Łazienkowską, ja już parkowałem w miejscu, do którego zmierzałem. W dodatku zaoszczędziłem parę złotych, bo mogłem nie płacić za postój. Dojechawszy przed czasem, miałem dłuższą chwilę, aby przyjrzeć się wnętrzu auta. Jestem...
Moja babcia była mistrzynią w robieniu pisanek. Łebkiem od szpilki nanosiła na jajka gorący wosk rysując nim różnorakie, najczęściej roślinne, wzory. Pamiętam, że nie mogłem zobaczyć, co też babcia namalowała prawie przezroczystym woskiem na skorupce jajka. Dopiero gdy zanurzyła wszystko w wywarze z cebuli lub trawy, pisanki ujawniały w całej krasie swoje piękno. Po wyjęciu z garnków przybierały brązowo-rudą lub zieloną barwę, a tam, gdzie wcześniej był wosk, zostawały niezabarwione, prześliczne wzory. Tak zdobiła jajka moja babcia. Lecz w tradycji polskiej są jeszcze inne techniki robienia wzorzystych, wielkanocnych jaj. Niektórzy oklejają jajka tkaniną, włóczką lub kolorowym materiałem. W okolicach Łowicza i Krakowa popularne są nalepianki z papierowych wycinanek. A co to ma wspólnego z...
W podwarszawskich Markach, przy drodze prowadzącej do stolicy, na chodniku często stoi zaparkowany stary, zaniedbany, by nie rzec – zdezelowany Wartburg. Wielokrotnie przejeżdżając tamtędy, zastanawiałem się, czy samochód ten nie jest porzucony. Lecz któregoś dnia zobaczyłem starszą parę, która wsiada do tegoż wartburga, zapala silnik i odjeżdża. Przyznam, że to jedyny jeżdżący Wartburg, którego widziałem od ładnych paru lat. A ta sytuacja przypomniała mi się dlatego, że właśnie dziś (jeśli czytasz ten tekst 10 kwietnia, Drogi Czytelniku) mija 28 lat od zakończenia produkcji NRD-owskiej chluby motoryzacji. Mimo że to szmat czasu, wydaje mi się, że jeszcze niedawno na ulicach polskich miast było mnóstwo tych dwusuwów. Doskonale pamiętam sąsiada, który codziennie rano przed blokiem, w...
Nadwozie typu sedan dawniej był symbolem prestiżu. Eleganckie limuzyny, przedmioty pożądania motomaniaków były sedanami. Dziś już tak nie jest. O wiele więcej emocji wzbudzają SUV-y, liftbacki czy sportowe kombi nazywane shooting brake. Moim skromnym zdaniem do spadku popularności sedanów przyczyniły się głównie Fiat i Renault. A to dlatego, że na przełomie wieków za ich sprawą na ulice trafiły potworki motoryzacyjne typu Fiat Siena czy Renault Thalia. To konstrukcje oparte na hatchbackach klasy B, którym dolepiono na siłę wystający z tyłu bagażnik, by stały się sedanami. Niestety podobny zabieg zastosowali także polscy konstruktorzy, robiąc sedana z poloneza. Samochód nazywał się Atu i z pewnością wielu czytelników „Gazety Polskiej” pamięta ten twór na czterech kółkach. W produkcji...
Moja mama wychowała się na wsi. Pamięta doskonale, jak będąc dziewczynką, wybierała jajka kurom, a jej tata (mój dziadek) dwa razy w roku robił domowe wędliny, salcesony i kaszanki. Dziadek i sąsiedzi nie mieli traktorów. Przy pracach polowych pomagały konie, więc nie było żadnego smogu. Dlatego dzisiejsze czasy wydają się mamie dziwne. Bo te zwyczajne, proste rzeczy, które ona pamięta z dzieciństwa, stały się luksusem. Wiejskie jajka czy wędliny są przedmiotem pożądania. Rzeczywistość sprzed kilkudziesięciu lat dziś jest modą, niekiedy ocierającą się o snobizm. Nie krytykuję tego, jedynie zauważam. Sam niekiedy przywożę od ciotecznej siostry jaja kur biegających po jej podwórku. A wtedy jajecznica pachnie i smakuje zupełnie inaczej niż ta z hipermarketowych jaj. W ten eko trend...
W zeszłym tygodniu pisałem o e-nowościach salonu samochodowego w Genewie. W mojej opinii czeka nas przynajmniej kilkanaście lat rewolucji na rynku motoryzacyjnym. A właściwie ewolucji. Podobnie jak dawno, dawno temu dominujące na ziemi gady musiały ustąpić pola sprytniejszym ssakom, których dzieci, jak wiemy, zachowywały się co najmniej niegrzecznie, rzucając kamieniami w dinozaury, tak dziś paliwożercze maszyny mają ustąpić miejsca cichym, niesmrodzącym pojazdom elektrycznym. Nawet jeśli przedstawiona przeze mnie, na podstawie wiadomo jakich źródeł, teoria ewolucji gatunków jest nieprawdziwa, to myślę, że warto napisać parę słów właśnie o dinozaurach przemysłu motoryzacyjnego, czyli samochodach spalinowych. Zajmę się dziś trzema NAJ wystawy w Genewie. Zdecydowanie NAJpiękniejszym...
Salon motoryzacyjny w Genewie to pod wieloma względami najważniejsza impreza motoryzacyjna w Europie. Nie największa, bo salony w Paryżu i Frankfurcie, jeśli chodzi o rozmach, są nawet bardziej imponujące. O randze genewskiej imprezy decyduje fakt, że odbywa się ona niejako na neutralnym terenie. W Paryżu pierwsze skrzypce grają Francuzi. Peugeot, Renault i Citroen prężą muskuły. We Frankfurcie natomiast dominują Audi, BMW i Mercedes, które mają nawet własne pawilony wystawowe, przytłaczające rozmachem prezentacje konkurencji. Wydaje się, że pozostałe firmy (nie niemieckie) stoją na tych imprezach niejako z boku, krzycząc: – Patrzcie! My też mamy ciekawe samochody do pokazania! W Genewie natomiast wszyscy są równi. Dlatego wiele firm właśnie na Salonie International de l’Auto chętnie...
Dokładnie dwa lata temu w „Gazecie Polskiej” pisałem o pojedynku Hondy HR-V z Toyotą C-HR. Wówczas zauważałem, że Honda to dobry i zgrabny samochód. Jednak jest konstrukcją starszą niż zaskakująca stylistyką i świeżością Toyota. Notabene stylizacja crossovera firmy pana Toyody nadal nie zdążyła się opatrzyć, wobec tego można uznać, że jest ponadczasowa i po kilku latach od premiery ciągle wygląda nowocześnie. Mówią, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Wobec tego jestem krową, bo nadal uważam, że Honda HR-V to udany samochód, lecz Toyota stworzyła auto chwytające za serce. A wiadomo, że jak coś chwyta za serce, to więcej osób chwyta za portfel. Stąd częstsza obecność modelu Toyoty na polskich dróżkach. Lecz Honda się nie poddaje. Jakiś czas temu odświeżyła swój model. Dlatego obecnie na...
Firmy motoryzacyjne z pewnością zbyt mało uwagi poświęcają nazwom samochodów. Być może wynika to z braku fantazji. No bo każdy chyba przyzna, że Audi z nazwami A1, A4 czy A6, BMW z seriami 3, 6 czy 7, albo Mercedes klasy C, E lub S nie są wzorem kreatywności, jeśli chodzi o nazewnictwo. Można by oczywiście zastanawiać się, czy brak polotu to cecha Niemców, bo przecież Volskwagen z Polo czy Golfem też nie prezentuje się odkrywczo, gdyby nie to, że wytwory firm francuskich też nie powalają swoimi nazwami na kolana. No bo czy C3 Citroena albo 3008 Peugeota chwytają za serce? Dlatego naprawdę cieszę się, gdy na rynku pojawia się samochód z nazwą, która doskonale do niego pasuje. Kia strzeliła w dziesiątkę, nazywając swoje Gran Tourismo mianem Stinger, bo samochód potrafi naprawdę użądlić...
Uwielbiam filmy z lat 60. i 70. Bawi mnie Peter Sellers w „Różowej Panterze” albo nieco naiwne przygody Świętego. Najlepszy Bond to według mnie Sean Connery i z chęcią wracam do oryginalnej wersji „Szakala”. Dlaczego? Bo w tych filmach nie kręciło się scen na zielonym ekranie, tylko filmowano w przestrzeni miejskiej. Dlatego na marginesie akcji można dostrzec na przykład prawdziwe ówczesne ulice. A na nich samochody. Niekiedy legendarne modele Astona Martina, Jaguara, Alfy Romeo, Ferrari czy Maserati. Wiele z nich to modele Gran Turismo, czyli auta o świetnych osiągach, w których długa podróż się nie dłuży. Dlatego gdy zasiadałem za kierownicą BMW 3 Gran Turismo, wiedziałem, że będę od niego wiele wymagał. Pomyślałem, że skoro producent prestiżowych samochodów umieszcza na przedłużonej...
VW, znany u nas jako garbus, nazywany jest przez inne narody beetle, czyli żukiem. Nie trzeba specjalnego geniuszu, żeby domyślić się, dlaczego ta nazwa nie przyjęła się w Polsce. My mieliśmy swojego Żuka. Gdy dorastałem, biegając z kolegami po podwórku – a było to w czasach, kiedy jeszcze dzieci biegały naprawdę, a nie sterowały dwoma palcami biegiem swojego wirtualnego awatara – właściciel pobliskiego warzywniaka właśnie Żukiem przywoził ziemniaki, marchew i selery do swojego sklepu. Niewiele samochodów w PRL-u mi się podobało. Lecz Żuk miał w sobie coś. Dziś myślę, że była to surowość pudełkowatego nadwozia zaprojektowanego przez Juliana Kamińskiego, który wymyślił także nazwę auta. Lecz wówczas uważałem, że Żuk doskonale nadaje się, aby stać się pojazdem któregoś z herosów Załogi „...
Miałem w podstawówce kolegę o imieniu Darek. Ponieważ był najniższy w klasie, czuł, że musi bardziej się starać, żeby zaimponować kolegom. Umiał bezbłędnie fałszować usprawiedliwienia od rodziców do czasu, aż został złapany. Gdy naszła moda na buty z rzepami, kto miał pierwszy takie obuwie? Oczywiście Darek. W siódmej klasie, kiedy dowiedzieliśmy się, że nad mieszkaniem jednego z naszej paczki mieszka dziewczyna muzyka z zespołu Dezerter, też chcieliśmy być punkami. Kto pierwszy stawiał włosy na cukier i miał obcisłe rurki? Chyba nie muszę odpowiadać na to pytanie. Pomyślałem o Darku, gdy miałem zapoznać się bliżej z Toyotą Aygo. Ten samochód też stara się zaimponować większym kolegom. Jego przód z grillem przypominającym literę X wzbudza nie tylko u matematyków chęć odgadnięcia, co...
Nie lubię przyznawać się do błędów. Nikt nie lubi. Lecz gdy na początku roku pisałem o wyprzedażach i przeanalizowałem wszystkie oferty, naprawdę nie znalazłem wśród nich takiej, która byłaby prawdziwą okazją. Niedawno jednak miałem możliwość jeździć Grandlandem X, czyli Peugeotem 3008 ubranym w ciuchy Opla. Podobnie jak francuski samochód, również jego niemiecki brat jest udaną konstrukcją. Inaczej być nie może, bo z punktu widzenia mechanika to ten sam samochód. Oczywiście miłośnicy żab wykazali się większą pomysłowością w dziedzinie dizajnu. Lecz praktyczność i konserwatyzm Niemców też nie odrzuca. Grandland X, którym przemierzałem polskie drogi, miał pod maską znany i nagradzany silnik 1.2 turbo z trzema cylindrami. To motor, którym Peugeot i Citroen chwalą się głośno, gdzie tylko...
Infiniti to firma, której działań w ostatnich latach nie rozumiem. Gdy powstała jako odpowiedź Nissana na luksusowe marki innych japońskich producentów, czyli Lexusa Toyoty i Acurę Hondy, mogliśmy ją podziwiać za odwagę. To przecież Infiniti wymyśliło sportowego, dynamicznego SUV-a FX, którego później przemianowano na QX 70. Owszem, BMW lepiej zaprojektował model X6. Udało się w nim wygospodarować spory bagażnik, co było bolączką QX 70. Lecz to Japończykom należą się brawa za odwagę i wizjonerstwo. W ostatnich latach jednak firma robi rzeczy co najmniej zaskakujące. Na przykład w jej ofercie pojawia się więcej limuzyn niż SUV-ów, podczas gdy reszta świata zmierza w zupełnie innym kierunku. To jeden z powodów, który sprawia, iż popyt na samochody Infiniti spadł na świecie (głównie w USA...
Samochód, o którym dziś piszę, jest absurdalny. To słowo jeszcze nieraz pojawi się w felietonie. No bo jak nazwać auto, do kupowania którego zniechęcał dyrektor generalny firmy wytwarzającej ten samochód? Śp. Sergio Marchionne, jeden z lepszych managerów, jakich miał przemysł motoryzacyjny, otwarcie mówił: nie kupujcie Fiata 500e! Absurdalne, nieprawdaż? Czyżby to był aż tak zły samochód i kierowany uczciwością szef Fiata postanowił ostrzec kupujących? Wprost przeciwnie. Samochodzik jest rewelacyjny. A powodem, dla którego pan Marchionne zniechęcał klientów, był fakt, że do każdego sprzedanego egzemplarza korporacja… dokłada 14 tys. dolarów! Dlaczego więc sprzedaje samochody poniżej kosztów? Toż to absurd! Chodzi o kalifornijskie prawo. Żeby móc sprzedawać modele spalinowe, w tym...
Producenci samochodów robią wszystko, żeby zakończyć pewną obowiązującą od ładnych paru lat tradycję wyprzedaży aut z poprzedniego rocznika. Klienci, przyzwyczajeni w latach minionych do atrakcyjnych cen wyprzedażowych, mogą w tym roku srodze się zawieść. Z kilku powodów. Po pierwsze, prawdziwe okazje trafiały się w czasie ubiegłorocznych wakacji w związku z wchodzącą w życie od września ubiegłego roku normą WLTP. Po drugie, żadnemu producentowi nie było w smak to, że na dwa, trzy miesiące przed końcem roku sprzedaż aut zamierała, bo kupujący czekali na noworoczne promocje. W związku z tym większość firm uruchomiła tak zwane wyprzedaże wcześniej niż zwykle. Napisałem „tak zwane”, ponieważ wykorzystując fakt bardzo dobrej koniunktury na rynku samochodowym, producenci dają jedynie...
Na początku roku nic się nie dzieje. Jesteśmy rozleniwieni liczbą świątecznych dni albo zmęczeni sylwestrowymi szaleństwami. Zanim pozbieramy się do kupy, minie trochę czasu. Lecz początek roku to także czas postanowień. Jeśli ktoś postanowił sobie, że w 2019 kupi nowy samochód, albo nosi się z takim zamiarem, to ten tekst jest dla niego. Oto kilka samochodów, na które warto czekać. Skoda Octavia. Czesi w tym roku zastępują obecny model zupełnie nowym wcieleniem. Auto wygląda na dużo dynamiczniejsze i, co ważne, prezentuje się o wiele bardziej prestiżowo. Jeśli chodzi o technikę, to producent z Mlada Boleslav zapowiada m.in. wersję hybrydową, i to przeznaczoną dla kierowców lubiących czuć prędkość. Jej zapowiadana moc to 250 KM. Alternatywnie miłośnicy kompaktów z koncernu VW będą mieć...
Zbliżające się dni z pewnością będą gorące. Oczywiście nie chodzi mi o temperaturę za oknem, lecz o to, że Boże Narodzenie po prostu wywołuje gorące uczucia. Bo spotykamy się z dawno niewidzianą rodziną przy wigilijnym stole, znajdujemy pod choinką wymarzony prezent lub uda nam się nie pokłócić z teściową. Święta to powinien być wyjątkowy czas w roku. Lecz nie zawsze tak jest. W 2012 r. pracownicy fabryki Fiata w Tychach siadali do wigilijnego stołu w minorowych nastrojach. Cztery dni wcześniej zakończono bowiem w naszym kraju produkcję Fiata Pandy, najpopularniejszego wówczas modelu włoskiego koncernu. Mimo że Polacy składali samochód perfekcyjnie i produkcja była opłacalna, zarząd Fiata podjął decyzję o przeniesieniu jej z ziemi polskiej do włoskiej. Było to spowodowane tzw....
Każdy ma swoje wspomnienia dotyczące stanu wojennego. Dla mojego pokolenia, które w 1981 r. chodziło do szkoły podstawowej, te najbardziej powszechne to pamięć o tym, że nie było Teleranka. Nie będę kłamał, że rozumiałem, o co chodzi, bo wówczas nie rozumiałem. Pamiętam tylko, że od poniedziałku zamknięte były szkoły, więc cieszyliśmy się, że mamy nieplanowane ferie. Dopiero kiedy w lutym okazało się, że tych prawdziwych ferii nie będzie, zacząłem nienawidzić stanu wojennego. Z kolei dla mojej mamy niedziela 13 grudnia była wielkim stresem. Bo tata wyszedł raniutko z domu i pojechał na działkę, a tymczasem w telewizji generał w okularach ogłaszał wojnę w Polakami. Tata opowiadał potem, że gdy stał na przystanku, podjechała milicyjna nyska, z której wypadł mundurowy i na szybie przystanku...
Dawno, dawno temu, jakieś 10 kilogramów temu, gdy byłem piękny i młody, na Wyspach Kanaryjskich poznaliśmy z żoną bardzo miłe, młode małżeństwo. A ponieważ my też byliśmy młodym małżeństwem, to się zaprzyjaźniliśmy. Jakoś tak się złożyło, że nie odpowiadał nam gwar hotelu, nachalna muzyka i animacje nad basenem, więc na spółkę wypożyczyliśmy samochód i objechaliśmy całą Teneryfę wzdłuż i wszerz. Tym samochodem był Suzuki Vitara. Świetna maszyna wjeżdżała dosłownie wszędzie, na każdą szutrową drogę, podjeżdżała pod każdą stromą górkę. A na dodatek była to otwarta wersja à la cabrio, więc żony ładnie się opaliły, wystawione na działanie kanaryjskiego słońca. W tym roku Vitara świętuje swoje 30-lecie. Oczywiście tamta „kanaryjska” wersja to nie był model, który obecnie można kupić w...
W filmie „Mistrz kierownicy ucieka” główny bohater porusza się pontiakiem trans amem, sportowo stylizowanym amerykańskim potworem z długa maską i wielkim silnikiem. Dziś w czasach downsize’ingu i coraz bardziej restrykcyjnych norm czystości spalin taki samochód mógłby spowodować bojkot filmu, a organizacje ekologiczne protestowałyby z pewnością przed multipleksami, namawiając do udania się na komedię romantyczną, w której bohater porusza się toyotą prius. Gdyby jednak jakiś reżyser chciał nakręcić współczesny remake „Mistrza kierownicy...”, podpowiem, jaki samochód wybrać. Otóż jest nim hybrydowa wersja BMW serii 3. Samochód, który imponuje przyśpieszeniem godnym najlepszych aut sportowych, a jednocześnie w mieście może poruszać się, korzystając jedynie z silnika elektrycznego, nie...
Arona to miasto na Teneryfie, które można odwiedzić w trakcie pobytu na Wyspach Kanaryjskich. Lecz jeszcze parę lat temu nieliczni o nim słyszeli, bo jest wiele bardziej wartych uwagi hiszpańskich miejscowości. Czy podobnie jest z małym crossoverem Seata, który nosi identyczną nazwę? Czy inne modele tej marki są o wiele bardziej interesujące? Tak. Prawdę mówiąc, Arona nie imponuje niczym. Wygląd samochodu jest nijaki. Nawet z opcjonalnym dachem innego koloru niż karoseria i chromowanymi ozdobami przy tylnym słupku w wersji Xcellence. Niestety, Hiszpanom nie udało się stworzyć rozpoznawalnej bryły. Arona, można powiedzieć, jest siostrą VW T-Roca i w tym przypadku to niemiecki brat ma więcej uroku. Może chociaż w przeciętnym wnętrzu ukryty jest znany z reklam tzw. hiszpański temperament...
Ilekroć siadam do pisania tekstu, tylekroć zastanawiam się, jak przedstawić dany samochód. Staram się, żeby pokazać jego naturę. Jedne modele lepiej się prowadzą, ale są za to mniej praktyczne. Inne z kolei są duże, pakowne, lecz nie zapewniają absolutnie żadnych emocji podczas jazdy. Bo przecież nie każdy samochód nadaje się do wszystkiego. Zawsze jest coś kosztem czegoś. Duże wnętrze, a więc duża masa, wyżej położony środek ciężkości i gorsze właściwości jezdne. Opływowy, sportowy kształt wymusza z kolei ciasne wnętrze. Gdyby był samochód idealny… Otóż jest auto, które zbliża się do ideału. Szybkie, precyzyjne, daje ogromną frajdę z bycia za kierownicą. A jednocześnie oszczędne, może w trakcie jazdy nie spalić ani kropli benzyny. Poza tym podróżują nim wygodnie cztery osoby, które...
Wszyscy Azjaci wyglądają dla nas tak samo. Nie jest to niepoprawny politycznie wpis, tylko fakt. Przeciętny Polak, Niemiec czy Francuz nie potrafi odróżnić Koreańczyka od Japończyka czy Chińczyka. W drugą stronę działa to podobnie. Dla Chińczyka wszyscy biali są podobni. Kilka lat temu naukowcy zdiagnozowali neurologiczny mechanizm, który odpowiada za to, że mamy kłopoty z rozpoznawaniem twarzy ludzi innych ras. Nie będę udawał, że wiem, o co chodzi, ale w skrócie jest tak, że gdy nasz mózg „widzi” twarz na przykład Chińczyka, natychmiast wpada w efekt supresji, czyli automatycznie tłumi dalszy proces analizy twarzy. Dlaczego o tym piszę? Bo mój mózg wpadł w coś w rodzaju supresji samochodowej, gdy stanąłem przed najnowszym Volvo S90. Nijak nie mogłem poznać, czy to Szwed, czy Chińczyk...

Pages