Robert Kilen

Wszechobecne stereotypy mimowolnie warunkują nasze spojrzenie na świat. Dotyczy to także motoryzacji. No bo czyż nie panuje powszechne przekonanie, że Włosi są mistrzami stylu, lecz ich piękne samochody są zawodne? Francuzi według utartych przekonań konstruują auta nietrwałe. Za to Niemcy produkują bezawaryjne maszyny, które nie zachwycają wyglądem. Tymczasem fakty są takie, że jeszcze niedawno silnik 1.4 TSI z niemieckiej grupy Volkswagena należał do najbardziej zawodnych motorów, a internet aż huczy od przypadków pożarów aut produkowanych przez BMW. Z drugiej strony Włoszka, Alfa Romeo 159, nad wyraz dobrze sprawuje się w testach niezawodności. Podobnie jak rewelacyjnie oceniane są benzynowe silniki 1.2 Puretech Peugeota/Citroena. Stereotypy jednych krzywdzą, a innym dają niekiedy...
Cyprian Kamil Norwid po śmierci Zygmunta Krasińskiego napisał, że stracił szlachetnie różniącego się przyjaciela. A potem dodał, że nie umiemy się pięknie różnić. Miał rację. Każdy może to zaobserwować. Weźmy na przykład fast foody. Odkąd w Polsce pojawiły się lokale z wielkim M, Polacy przesiadują w nich non stop. Mimo że konkurencyjna sieć z królem w nazwie wystartowała nieznacznie później, nie zdobyła takiej popularności. Dlaczego? Bo symbolem szybkiego jedzenia w naszym kraju stała się literka M. Podobnie jak symbolem luksusowych samochodów stały się te niemieckie. Niewielu jest takich, którzy wybierają samochody premium innych producentów. No, może wyjątkiem jest hybrydowy Lexus. Lecz na ulicach nie widujemy prawie wcale francuskiego DS-a, któremu poświęcam dzisiejszy tekst. Wrócę...
W PRL-u w telewizji widzieliśmy 1 maja pochody setek tysięcy ludzi, które w założeniu miały pokazywać, jak wielu obywateli demonstruje poparcie dla „przewodniej siły narodu”, czyli monopolistycznej partii rządzącej. W rzeczywistości przeważająca część ludzi idących w pochodach szła, bo im kazano. Wiem, bo gdy byłem uczniem liceum, dyrektorka szkoły straszyła nas, że będziemy mieć obniżoną ocenę ze sprawowania, jeśli nie pojawimy się na pochodzie. Meldowaliśmy się więc w miejscu zbiórki, odhaczaliśmy swoją obecność, a potem uciekaliśmy, rozpływając się w tłumie. W efekcie w pochodzie szła ona, kilku nauczycieli i lizusów. Domyślam się, że podobne straszaki stosowali dyrektorzy zakładów pracy wobec pracowników. Dlatego o godzinie 19.30 ktoś oglądając Dziennik TV mógł odnieść mylne...
Ciężko mi było zabrać się do pisania tego felietonu. A to dlatego, że zamiast siedzieć i przelewać swoje myśli na klawiaturę, wolałem wykorzystać cały dzień na jazdę elektrycznym BMW i3. Muszę przyznać, że miałem sporo frajdy. Gdy rano ruszyłem spod domu, zadziwiająco szybko dotarłem do centrum Warszawy. Nie tylko dlatego, że silnik na baterię daje od razu kopa, uwalniając cały swój potencjał, tzn. moment obrotowy. Ale również z tego powodu, że elektrycznym pojazdem można beztrosko poruszać się buspasami. Podczas gdy inni kierowcy ślamazarnie poruszali się trasą Łazienkowską, ja już parkowałem w miejscu, do którego zmierzałem. W dodatku zaoszczędziłem parę złotych, bo mogłem nie płacić za postój. Dojechawszy przed czasem, miałem dłuższą chwilę, aby przyjrzeć się wnętrzu auta. Jestem...
Moja babcia była mistrzynią w robieniu pisanek. Łebkiem od szpilki nanosiła na jajka gorący wosk rysując nim różnorakie, najczęściej roślinne, wzory. Pamiętam, że nie mogłem zobaczyć, co też babcia namalowała prawie przezroczystym woskiem na skorupce jajka. Dopiero gdy zanurzyła wszystko w wywarze z cebuli lub trawy, pisanki ujawniały w całej krasie swoje piękno. Po wyjęciu z garnków przybierały brązowo-rudą lub zieloną barwę, a tam, gdzie wcześniej był wosk, zostawały niezabarwione, prześliczne wzory. Tak zdobiła jajka moja babcia. Lecz w tradycji polskiej są jeszcze inne techniki robienia wzorzystych, wielkanocnych jaj. Niektórzy oklejają jajka tkaniną, włóczką lub kolorowym materiałem. W okolicach Łowicza i Krakowa popularne są nalepianki z papierowych wycinanek. A co to ma wspólnego z...
W podwarszawskich Markach, przy drodze prowadzącej do stolicy, na chodniku często stoi zaparkowany stary, zaniedbany, by nie rzec – zdezelowany Wartburg. Wielokrotnie przejeżdżając tamtędy, zastanawiałem się, czy samochód ten nie jest porzucony. Lecz któregoś dnia zobaczyłem starszą parę, która wsiada do tegoż wartburga, zapala silnik i odjeżdża. Przyznam, że to jedyny jeżdżący Wartburg, którego widziałem od ładnych paru lat. A ta sytuacja przypomniała mi się dlatego, że właśnie dziś (jeśli czytasz ten tekst 10 kwietnia, Drogi Czytelniku) mija 28 lat od zakończenia produkcji NRD-owskiej chluby motoryzacji. Mimo że to szmat czasu, wydaje mi się, że jeszcze niedawno na ulicach polskich miast było mnóstwo tych dwusuwów. Doskonale pamiętam sąsiada, który codziennie rano przed blokiem, w...
Nadwozie typu sedan dawniej był symbolem prestiżu. Eleganckie limuzyny, przedmioty pożądania motomaniaków były sedanami. Dziś już tak nie jest. O wiele więcej emocji wzbudzają SUV-y, liftbacki czy sportowe kombi nazywane shooting brake. Moim skromnym zdaniem do spadku popularności sedanów przyczyniły się głównie Fiat i Renault. A to dlatego, że na przełomie wieków za ich sprawą na ulice trafiły potworki motoryzacyjne typu Fiat Siena czy Renault Thalia. To konstrukcje oparte na hatchbackach klasy B, którym dolepiono na siłę wystający z tyłu bagażnik, by stały się sedanami. Niestety podobny zabieg zastosowali także polscy konstruktorzy, robiąc sedana z poloneza. Samochód nazywał się Atu i z pewnością wielu czytelników „Gazety Polskiej” pamięta ten twór na czterech kółkach. W produkcji...
Moja mama wychowała się na wsi. Pamięta doskonale, jak będąc dziewczynką, wybierała jajka kurom, a jej tata (mój dziadek) dwa razy w roku robił domowe wędliny, salcesony i kaszanki. Dziadek i sąsiedzi nie mieli traktorów. Przy pracach polowych pomagały konie, więc nie było żadnego smogu. Dlatego dzisiejsze czasy wydają się mamie dziwne. Bo te zwyczajne, proste rzeczy, które ona pamięta z dzieciństwa, stały się luksusem. Wiejskie jajka czy wędliny są przedmiotem pożądania. Rzeczywistość sprzed kilkudziesięciu lat dziś jest modą, niekiedy ocierającą się o snobizm. Nie krytykuję tego, jedynie zauważam. Sam niekiedy przywożę od ciotecznej siostry jaja kur biegających po jej podwórku. A wtedy jajecznica pachnie i smakuje zupełnie inaczej niż ta z hipermarketowych jaj. W ten eko trend...
W zeszłym tygodniu pisałem o e-nowościach salonu samochodowego w Genewie. W mojej opinii czeka nas przynajmniej kilkanaście lat rewolucji na rynku motoryzacyjnym. A właściwie ewolucji. Podobnie jak dawno, dawno temu dominujące na ziemi gady musiały ustąpić pola sprytniejszym ssakom, których dzieci, jak wiemy, zachowywały się co najmniej niegrzecznie, rzucając kamieniami w dinozaury, tak dziś paliwożercze maszyny mają ustąpić miejsca cichym, niesmrodzącym pojazdom elektrycznym. Nawet jeśli przedstawiona przeze mnie, na podstawie wiadomo jakich źródeł, teoria ewolucji gatunków jest nieprawdziwa, to myślę, że warto napisać parę słów właśnie o dinozaurach przemysłu motoryzacyjnego, czyli samochodach spalinowych. Zajmę się dziś trzema NAJ wystawy w Genewie. Zdecydowanie NAJpiękniejszym...
Salon motoryzacyjny w Genewie to pod wieloma względami najważniejsza impreza motoryzacyjna w Europie. Nie największa, bo salony w Paryżu i Frankfurcie, jeśli chodzi o rozmach, są nawet bardziej imponujące. O randze genewskiej imprezy decyduje fakt, że odbywa się ona niejako na neutralnym terenie. W Paryżu pierwsze skrzypce grają Francuzi. Peugeot, Renault i Citroen prężą muskuły. We Frankfurcie natomiast dominują Audi, BMW i Mercedes, które mają nawet własne pawilony wystawowe, przytłaczające rozmachem prezentacje konkurencji. Wydaje się, że pozostałe firmy (nie niemieckie) stoją na tych imprezach niejako z boku, krzycząc: – Patrzcie! My też mamy ciekawe samochody do pokazania! W Genewie natomiast wszyscy są równi. Dlatego wiele firm właśnie na Salonie International de l’Auto chętnie...
Dokładnie dwa lata temu w „Gazecie Polskiej” pisałem o pojedynku Hondy HR-V z Toyotą C-HR. Wówczas zauważałem, że Honda to dobry i zgrabny samochód. Jednak jest konstrukcją starszą niż zaskakująca stylistyką i świeżością Toyota. Notabene stylizacja crossovera firmy pana Toyody nadal nie zdążyła się opatrzyć, wobec tego można uznać, że jest ponadczasowa i po kilku latach od premiery ciągle wygląda nowocześnie. Mówią, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Wobec tego jestem krową, bo nadal uważam, że Honda HR-V to udany samochód, lecz Toyota stworzyła auto chwytające za serce. A wiadomo, że jak coś chwyta za serce, to więcej osób chwyta za portfel. Stąd częstsza obecność modelu Toyoty na polskich dróżkach. Lecz Honda się nie poddaje. Jakiś czas temu odświeżyła swój model. Dlatego obecnie na...
Firmy motoryzacyjne z pewnością zbyt mało uwagi poświęcają nazwom samochodów. Być może wynika to z braku fantazji. No bo każdy chyba przyzna, że Audi z nazwami A1, A4 czy A6, BMW z seriami 3, 6 czy 7, albo Mercedes klasy C, E lub S nie są wzorem kreatywności, jeśli chodzi o nazewnictwo. Można by oczywiście zastanawiać się, czy brak polotu to cecha Niemców, bo przecież Volskwagen z Polo czy Golfem też nie prezentuje się odkrywczo, gdyby nie to, że wytwory firm francuskich też nie powalają swoimi nazwami na kolana. No bo czy C3 Citroena albo 3008 Peugeota chwytają za serce? Dlatego naprawdę cieszę się, gdy na rynku pojawia się samochód z nazwą, która doskonale do niego pasuje. Kia strzeliła w dziesiątkę, nazywając swoje Gran Tourismo mianem Stinger, bo samochód potrafi naprawdę użądlić...
Uwielbiam filmy z lat 60. i 70. Bawi mnie Peter Sellers w „Różowej Panterze” albo nieco naiwne przygody Świętego. Najlepszy Bond to według mnie Sean Connery i z chęcią wracam do oryginalnej wersji „Szakala”. Dlaczego? Bo w tych filmach nie kręciło się scen na zielonym ekranie, tylko filmowano w przestrzeni miejskiej. Dlatego na marginesie akcji można dostrzec na przykład prawdziwe ówczesne ulice. A na nich samochody. Niekiedy legendarne modele Astona Martina, Jaguara, Alfy Romeo, Ferrari czy Maserati. Wiele z nich to modele Gran Turismo, czyli auta o świetnych osiągach, w których długa podróż się nie dłuży. Dlatego gdy zasiadałem za kierownicą BMW 3 Gran Turismo, wiedziałem, że będę od niego wiele wymagał. Pomyślałem, że skoro producent prestiżowych samochodów umieszcza na przedłużonej...
VW, znany u nas jako garbus, nazywany jest przez inne narody beetle, czyli żukiem. Nie trzeba specjalnego geniuszu, żeby domyślić się, dlaczego ta nazwa nie przyjęła się w Polsce. My mieliśmy swojego Żuka. Gdy dorastałem, biegając z kolegami po podwórku – a było to w czasach, kiedy jeszcze dzieci biegały naprawdę, a nie sterowały dwoma palcami biegiem swojego wirtualnego awatara – właściciel pobliskiego warzywniaka właśnie Żukiem przywoził ziemniaki, marchew i selery do swojego sklepu. Niewiele samochodów w PRL-u mi się podobało. Lecz Żuk miał w sobie coś. Dziś myślę, że była to surowość pudełkowatego nadwozia zaprojektowanego przez Juliana Kamińskiego, który wymyślił także nazwę auta. Lecz wówczas uważałem, że Żuk doskonale nadaje się, aby stać się pojazdem któregoś z herosów Załogi „...
Miałem w podstawówce kolegę o imieniu Darek. Ponieważ był najniższy w klasie, czuł, że musi bardziej się starać, żeby zaimponować kolegom. Umiał bezbłędnie fałszować usprawiedliwienia od rodziców do czasu, aż został złapany. Gdy naszła moda na buty z rzepami, kto miał pierwszy takie obuwie? Oczywiście Darek. W siódmej klasie, kiedy dowiedzieliśmy się, że nad mieszkaniem jednego z naszej paczki mieszka dziewczyna muzyka z zespołu Dezerter, też chcieliśmy być punkami. Kto pierwszy stawiał włosy na cukier i miał obcisłe rurki? Chyba nie muszę odpowiadać na to pytanie. Pomyślałem o Darku, gdy miałem zapoznać się bliżej z Toyotą Aygo. Ten samochód też stara się zaimponować większym kolegom. Jego przód z grillem przypominającym literę X wzbudza nie tylko u matematyków chęć odgadnięcia, co...
Nie lubię przyznawać się do błędów. Nikt nie lubi. Lecz gdy na początku roku pisałem o wyprzedażach i przeanalizowałem wszystkie oferty, naprawdę nie znalazłem wśród nich takiej, która byłaby prawdziwą okazją. Niedawno jednak miałem możliwość jeździć Grandlandem X, czyli Peugeotem 3008 ubranym w ciuchy Opla. Podobnie jak francuski samochód, również jego niemiecki brat jest udaną konstrukcją. Inaczej być nie może, bo z punktu widzenia mechanika to ten sam samochód. Oczywiście miłośnicy żab wykazali się większą pomysłowością w dziedzinie dizajnu. Lecz praktyczność i konserwatyzm Niemców też nie odrzuca. Grandland X, którym przemierzałem polskie drogi, miał pod maską znany i nagradzany silnik 1.2 turbo z trzema cylindrami. To motor, którym Peugeot i Citroen chwalą się głośno, gdzie tylko...
Infiniti to firma, której działań w ostatnich latach nie rozumiem. Gdy powstała jako odpowiedź Nissana na luksusowe marki innych japońskich producentów, czyli Lexusa Toyoty i Acurę Hondy, mogliśmy ją podziwiać za odwagę. To przecież Infiniti wymyśliło sportowego, dynamicznego SUV-a FX, którego później przemianowano na QX 70. Owszem, BMW lepiej zaprojektował model X6. Udało się w nim wygospodarować spory bagażnik, co było bolączką QX 70. Lecz to Japończykom należą się brawa za odwagę i wizjonerstwo. W ostatnich latach jednak firma robi rzeczy co najmniej zaskakujące. Na przykład w jej ofercie pojawia się więcej limuzyn niż SUV-ów, podczas gdy reszta świata zmierza w zupełnie innym kierunku. To jeden z powodów, który sprawia, iż popyt na samochody Infiniti spadł na świecie (głównie w USA...
Samochód, o którym dziś piszę, jest absurdalny. To słowo jeszcze nieraz pojawi się w felietonie. No bo jak nazwać auto, do kupowania którego zniechęcał dyrektor generalny firmy wytwarzającej ten samochód? Śp. Sergio Marchionne, jeden z lepszych managerów, jakich miał przemysł motoryzacyjny, otwarcie mówił: nie kupujcie Fiata 500e! Absurdalne, nieprawdaż? Czyżby to był aż tak zły samochód i kierowany uczciwością szef Fiata postanowił ostrzec kupujących? Wprost przeciwnie. Samochodzik jest rewelacyjny. A powodem, dla którego pan Marchionne zniechęcał klientów, był fakt, że do każdego sprzedanego egzemplarza korporacja… dokłada 14 tys. dolarów! Dlaczego więc sprzedaje samochody poniżej kosztów? Toż to absurd! Chodzi o kalifornijskie prawo. Żeby móc sprzedawać modele spalinowe, w tym...
Producenci samochodów robią wszystko, żeby zakończyć pewną obowiązującą od ładnych paru lat tradycję wyprzedaży aut z poprzedniego rocznika. Klienci, przyzwyczajeni w latach minionych do atrakcyjnych cen wyprzedażowych, mogą w tym roku srodze się zawieść. Z kilku powodów. Po pierwsze, prawdziwe okazje trafiały się w czasie ubiegłorocznych wakacji w związku z wchodzącą w życie od września ubiegłego roku normą WLTP. Po drugie, żadnemu producentowi nie było w smak to, że na dwa, trzy miesiące przed końcem roku sprzedaż aut zamierała, bo kupujący czekali na noworoczne promocje. W związku z tym większość firm uruchomiła tak zwane wyprzedaże wcześniej niż zwykle. Napisałem „tak zwane”, ponieważ wykorzystując fakt bardzo dobrej koniunktury na rynku samochodowym, producenci dają jedynie...
Na początku roku nic się nie dzieje. Jesteśmy rozleniwieni liczbą świątecznych dni albo zmęczeni sylwestrowymi szaleństwami. Zanim pozbieramy się do kupy, minie trochę czasu. Lecz początek roku to także czas postanowień. Jeśli ktoś postanowił sobie, że w 2019 kupi nowy samochód, albo nosi się z takim zamiarem, to ten tekst jest dla niego. Oto kilka samochodów, na które warto czekać. Skoda Octavia. Czesi w tym roku zastępują obecny model zupełnie nowym wcieleniem. Auto wygląda na dużo dynamiczniejsze i, co ważne, prezentuje się o wiele bardziej prestiżowo. Jeśli chodzi o technikę, to producent z Mlada Boleslav zapowiada m.in. wersję hybrydową, i to przeznaczoną dla kierowców lubiących czuć prędkość. Jej zapowiadana moc to 250 KM. Alternatywnie miłośnicy kompaktów z koncernu VW będą mieć...
Zbliżające się dni z pewnością będą gorące. Oczywiście nie chodzi mi o temperaturę za oknem, lecz o to, że Boże Narodzenie po prostu wywołuje gorące uczucia. Bo spotykamy się z dawno niewidzianą rodziną przy wigilijnym stole, znajdujemy pod choinką wymarzony prezent lub uda nam się nie pokłócić z teściową. Święta to powinien być wyjątkowy czas w roku. Lecz nie zawsze tak jest. W 2012 r. pracownicy fabryki Fiata w Tychach siadali do wigilijnego stołu w minorowych nastrojach. Cztery dni wcześniej zakończono bowiem w naszym kraju produkcję Fiata Pandy, najpopularniejszego wówczas modelu włoskiego koncernu. Mimo że Polacy składali samochód perfekcyjnie i produkcja była opłacalna, zarząd Fiata podjął decyzję o przeniesieniu jej z ziemi polskiej do włoskiej. Było to spowodowane tzw....
Każdy ma swoje wspomnienia dotyczące stanu wojennego. Dla mojego pokolenia, które w 1981 r. chodziło do szkoły podstawowej, te najbardziej powszechne to pamięć o tym, że nie było Teleranka. Nie będę kłamał, że rozumiałem, o co chodzi, bo wówczas nie rozumiałem. Pamiętam tylko, że od poniedziałku zamknięte były szkoły, więc cieszyliśmy się, że mamy nieplanowane ferie. Dopiero kiedy w lutym okazało się, że tych prawdziwych ferii nie będzie, zacząłem nienawidzić stanu wojennego. Z kolei dla mojej mamy niedziela 13 grudnia była wielkim stresem. Bo tata wyszedł raniutko z domu i pojechał na działkę, a tymczasem w telewizji generał w okularach ogłaszał wojnę w Polakami. Tata opowiadał potem, że gdy stał na przystanku, podjechała milicyjna nyska, z której wypadł mundurowy i na szybie przystanku...
Dawno, dawno temu, jakieś 10 kilogramów temu, gdy byłem piękny i młody, na Wyspach Kanaryjskich poznaliśmy z żoną bardzo miłe, młode małżeństwo. A ponieważ my też byliśmy młodym małżeństwem, to się zaprzyjaźniliśmy. Jakoś tak się złożyło, że nie odpowiadał nam gwar hotelu, nachalna muzyka i animacje nad basenem, więc na spółkę wypożyczyliśmy samochód i objechaliśmy całą Teneryfę wzdłuż i wszerz. Tym samochodem był Suzuki Vitara. Świetna maszyna wjeżdżała dosłownie wszędzie, na każdą szutrową drogę, podjeżdżała pod każdą stromą górkę. A na dodatek była to otwarta wersja à la cabrio, więc żony ładnie się opaliły, wystawione na działanie kanaryjskiego słońca. W tym roku Vitara świętuje swoje 30-lecie. Oczywiście tamta „kanaryjska” wersja to nie był model, który obecnie można kupić w...
W filmie „Mistrz kierownicy ucieka” główny bohater porusza się pontiakiem trans amem, sportowo stylizowanym amerykańskim potworem z długa maską i wielkim silnikiem. Dziś w czasach downsize’ingu i coraz bardziej restrykcyjnych norm czystości spalin taki samochód mógłby spowodować bojkot filmu, a organizacje ekologiczne protestowałyby z pewnością przed multipleksami, namawiając do udania się na komedię romantyczną, w której bohater porusza się toyotą prius. Gdyby jednak jakiś reżyser chciał nakręcić współczesny remake „Mistrza kierownicy...”, podpowiem, jaki samochód wybrać. Otóż jest nim hybrydowa wersja BMW serii 3. Samochód, który imponuje przyśpieszeniem godnym najlepszych aut sportowych, a jednocześnie w mieście może poruszać się, korzystając jedynie z silnika elektrycznego, nie...
Arona to miasto na Teneryfie, które można odwiedzić w trakcie pobytu na Wyspach Kanaryjskich. Lecz jeszcze parę lat temu nieliczni o nim słyszeli, bo jest wiele bardziej wartych uwagi hiszpańskich miejscowości. Czy podobnie jest z małym crossoverem Seata, który nosi identyczną nazwę? Czy inne modele tej marki są o wiele bardziej interesujące? Tak. Prawdę mówiąc, Arona nie imponuje niczym. Wygląd samochodu jest nijaki. Nawet z opcjonalnym dachem innego koloru niż karoseria i chromowanymi ozdobami przy tylnym słupku w wersji Xcellence. Niestety, Hiszpanom nie udało się stworzyć rozpoznawalnej bryły. Arona, można powiedzieć, jest siostrą VW T-Roca i w tym przypadku to niemiecki brat ma więcej uroku. Może chociaż w przeciętnym wnętrzu ukryty jest znany z reklam tzw. hiszpański temperament...
Ilekroć siadam do pisania tekstu, tylekroć zastanawiam się, jak przedstawić dany samochód. Staram się, żeby pokazać jego naturę. Jedne modele lepiej się prowadzą, ale są za to mniej praktyczne. Inne z kolei są duże, pakowne, lecz nie zapewniają absolutnie żadnych emocji podczas jazdy. Bo przecież nie każdy samochód nadaje się do wszystkiego. Zawsze jest coś kosztem czegoś. Duże wnętrze, a więc duża masa, wyżej położony środek ciężkości i gorsze właściwości jezdne. Opływowy, sportowy kształt wymusza z kolei ciasne wnętrze. Gdyby był samochód idealny… Otóż jest auto, które zbliża się do ideału. Szybkie, precyzyjne, daje ogromną frajdę z bycia za kierownicą. A jednocześnie oszczędne, może w trakcie jazdy nie spalić ani kropli benzyny. Poza tym podróżują nim wygodnie cztery osoby, które...
Wszyscy Azjaci wyglądają dla nas tak samo. Nie jest to niepoprawny politycznie wpis, tylko fakt. Przeciętny Polak, Niemiec czy Francuz nie potrafi odróżnić Koreańczyka od Japończyka czy Chińczyka. W drugą stronę działa to podobnie. Dla Chińczyka wszyscy biali są podobni. Kilka lat temu naukowcy zdiagnozowali neurologiczny mechanizm, który odpowiada za to, że mamy kłopoty z rozpoznawaniem twarzy ludzi innych ras. Nie będę udawał, że wiem, o co chodzi, ale w skrócie jest tak, że gdy nasz mózg „widzi” twarz na przykład Chińczyka, natychmiast wpada w efekt supresji, czyli automatycznie tłumi dalszy proces analizy twarzy. Dlaczego o tym piszę? Bo mój mózg wpadł w coś w rodzaju supresji samochodowej, gdy stanąłem przed najnowszym Volvo S90. Nijak nie mogłem poznać, czy to Szwed, czy Chińczyk...
Ostatniego dnia października 1985 r. z taśmy montażowej w Świdniku zjechał ostatni motocykl WSK, motocykl, który stał się legendą. Mówi się często, że to maluch zmotoryzował Polskę. Można z tym polemizować. Po II wojnie światowej niewielu Polaków było stać na samochody. Masowo natomiast zaczęto kupować motocykle. Na długo przed fiatem 126p junaki, SHL-ki, gazele i właśnie WSK-i warczały na polskich drogach. Również mój ojciec był szczęśliwym posiadaczem tej maszyny. A ja, wówczas dwuletni berbeć, płakałem w niebogłosy, ilekroć na nią wsiadał. Podobno to było powodem, dla którego zdecydował się sprzedać motocykl i zacząć oszczędzać na fiacika. Takich historii rodzinnych związanych z WSK-ami jest w Polsce z pewnością mnóstwo. Bo ten pojazd był wszechobecny. O WSK-ach powstawały nawet...
Końcówka października – niedługo zacznie się listopadowa depresja i jesienne zawieruchy. Deszcz, szaruga i najbardziej nieprzyjemny okres w roku. Jest jednak na rynku samochód, który nawet szare dni, przy odrobinie wyobraźni, potrafi zamienić w wakacyjną przygodę. Do takiego wniosku doszedłem, siedząc w nowym Citroënie Berlingo, samochodzie idealnym na podróż pod namiot do Chorwacji albo wyprawę po całej Europie. Oglądając wnętrze tego modelu, można bez trudu wyobrazić sobie rodzinną eskapadę lub romantyczną podróż we dwoje. Nawet z nocowaniem w samochodzie. Auto jest tak duże, że za przednimi siedzeniami po złożeniu foteli bez specjalnych wyrzeczeń prześpią się dwie osoby. Lecz gdzie tu ten romantyzm? Otóż citroën posiada okno dachowe, przez które można obserwować gwiazdy. Na dodatek...
Pamiętam, jak mieliśmy z żoną nasz pierwszy samochód, a był to fiat 126p, marzyliśmy o cinquecento, który jawił nam się ekskluzywnym, nowoczesnym i dużym autem. Kiedy stać nas było na nasze marzenie i zaczęliśmy jeździć białym fiatem cinquecento, szybko nam spowszedniał, bo już wzdychaliśmy do fiata punto. Chcę przez to powiedzieć, że dość szybko nasze marzenia po ich osiągnięciu stają się codziennością. Tak samo jest ze smartfonami, telewizorami, a nawet z… żoną. Gdy mamy w niej na co dzień przyjaciela, wspólne zainteresowania, jest osobą, która zawsze nam pomoże, potrafi doradzić w trudnych chwilach, to z czasem zaczynamy traktować te jej niezwykłe cechy jako coś oczywistego. Do takich przemyśleń doszedłem za kierownicą jednego z najbardziej popularnych samochodów na polskich drogach...
Gdy byłem małym chłopakiem, do wieczora graliśmy z kolegami na prowizorycznym podwórkowym boisku w piłkę nożną. A jak już nie było widać piłki, zbieraliśmy się przy osiedlowym trzepaku i czarowaliśmy dziewczyny przechwalając się, kto strzelił więcej bramek. Pamiętam, gdy wracałem do domu, rodzice często powtarzali, że jak tak będę wieczorem się włóczył, to mnie porwie czarna wołga. Owa czarna wołga, która rzekomo porywała dzieci, była postrachem każdego dzieciaka w latach 70. Czarna wołga miała mieć firanki w oknach i białe opony. Nie miała natomiast tablic rejestracyjnych. Jako że w każdej legendzie podobno jest ziarnko prawdy, tak i w tej. Fakt był taki, że ofiarą porwania stał się syn działacza politycznego Bohdana Piaseckiego. Ta sprawa należy do niewyjaśnionych tajemnic PRL-u....
Dokładnie 110 lat temu, na początku października 1908 r., pierwszy klient kupił Forda T. To przełomowa data w historii motoryzacji co najmniej z kilku powodów. Ford T, jak zapewne wszyscy wiedzą, był pierwszym pojazdem wytwarzanym masowo. Nie był jednak pierwszym autem, które produkowano, wykorzystując linię produkcyjną. Tę wymyślono w 1901 r. w firmie Olds Motor Vehicule Company. Ford jednak zastosował ruchomą taśmę montażową do wielkoseryjnej produkcji samochodów. Firmowa legenda głosi, że na pomysł, jak taniej i szybciej produkować samochody, wpadł William Klann w trakcie wizyty w rzeźni, gdzie zauważył, że tusze przesuwały się między stanowiskami kolejnych rzeźników, którzy rozbierali mięso. To rozwiązanie sprawiło, że Ford T był samochodem, którego cena cały czas spadała, a nie...
Piszę ten tekst, racząc się ciepłym, wrześniowym wieczorem w jednej z nadmorskich miejscowości. Patrzę na mały samochodzik – Fiat 500. Samochodzik, który wywołał u mnie wspomnienia sprzed 20 lat, kiedy z moją wówczas przyszłą żoną byliśmy w tejże miejscowości innym małym autkiem – Fiatem 126p. Pamiętam tę podróż. Prawie wszystkie klamoty upchnęliśmy na tylnym siedzeniu, bo w bagażniku zmieścił się jedynie mały namiot. Być może przez obciążenie maluch z trudem wspinał się na niektóre fragmenty drogi nieopodal Trójmiasta. Jechaliśmy z otwartymi oknami, bo dmuchawa nie radziła sobie z zapewnieniem znośnej temperatury wewnątrz szybko nagrzewającego się wnętrza. Radio, mimo że grało na cały regulator, i tak nie dawało rady przebić się przez warkot silnika dobiegający zza tylnego siedzenia....
Dokładnie 65 lat temu, 19 września 1953 r., w fabryce na Żeraniu wyprodukowano pierwszy polski silnik do samochodu warszawa M20. Był to dolnozaworowy silnik benzynowyR4 o pojemności skokowej 2120 cm³. Do tego czasu przez prawie dwa lata składano warszawy z części sowieckich.    Ciekawa jest sama historia kupienia licencji na samochód od ZSRS. Otóż już w 1947 r. wynegocjowano umowę z Fiatem, na mocy której Włosi mieli wybudować fabrykę i rozpocząć produkcję Fiata 1100. Jednak interwencja Stalina spowodowała zatrzymanie budowy i wycofanie się strony polskiej z umowy. Ponoć Stalin stwierdził, że kraje socjalistyczne powinny ze sobą współpracować i niepożądane jest wspieranie zachodnich kapitalistów. Aby wesprzeć „bratniego Niedźwiedzia”, Polska wyłożyła w sumie...
Każdy, kto interesuje się motoryzacją, ma z pewnością modele samochodów, które darzy szczególnym sentymentem. Zazwyczaj bierze się to z młodzieńczych fantazji, które nie miały szans skonfrontować się z rzeczywistością. Dla mnie takimi motoryzacyjnymi wzorcami w czasach, gdy zbierałem resoraki, były: Peugeot 205, Ford Sierra, Renault 5 i Mitsubishi Eclipse. Gdy chodziłem do podstawówki, renówka nr 5 została moim pierwszym matchboxem w kolekcji.  Każdego kierowcę forda sierry uważałem za największego szczęściarza na ziemi. Gdy kiedyś na ulicy zobaczyłem bladoniebieskiego Peugeota 205 GT z delikatnymi, czerwonymi akcentami na karoserii, nie mogłem spać całą noc. A Mitsubishi Eclipse widziany na drodze sprawiał, że przestawałem oglądać się za dziewczynami i to w czasach, gdy na...
Niewiele jest w Polsce przykładów firm, które mają swoją legendę, taką jaką ma Toyota. Historia firmy sięga 1918 r., kiedy to Sakichi Toyoda założył firmę włókienniczą. W uruchomieniu pierwszego automatycznego warsztatu tkackiego pomógł mu sześć lat później syn. Pan Toyoda wysłał potomka do USA, prawdopodobnie w celu szukania rynku zbytu. On jednak zainteresował się tam motoryzacją. I tak powstało przedsiębiorstwo Toyota Motor Company. Było to właśnie pod koniec sierpnia, dokładnie 81 lat temu. W naszym kraju komunizm i zależność od ZSRR sprawiły, że rodzinne firmy nie miały szans stać się korporacjami. Nieliczne, które jakimś trafem ostały się w mrocznych czasach, dziś budują swoją tożsamość na legendzie. Takim przykładem jest warszawska firma cukiernicza Blikle. Lecz przyznają...
Większość ludzi nie lubi niespodzianek. Kiedyś kupiłem żonie spódnicę. Pani w sklepie powiedziała, że to najmodniejszy fason i kolor. Ucieszony, wręczając niespodziankę, zobaczyłem w jej oczach zakłopotanie. Niespodzianka jej nie uradowała. Wyobraźmy sobie sytuację, w której … (tu można wstawić mąż, przyjaciółka, syn) zabiera nas na weekend do luksusowego hotelu w ramach niespodzianki. Oczywiście w pierwszej chwili uśmiechamy się na tę myśl, bo oczyma wyobraźni widzimy siebie z jacuzzi albo leniwie wylegujących się na wielkich poduchach w jeszcze większym łóżku. Ewentualnie podczas kolacji w ekskluzywnej restauracji hotelowej. W rzeczywistości taki weekendowy, niezaplanowany wyjazd burzy porządek naszego świata. Bo mieliśmy w sobotę popracować, żeby nadgonić to, co mamy do zrobienia w...
Czy zastanawiał się Pan lub Pani – tak, do Państwa, Drodzy Czytelnicy, to pytanie – jak daleko w rozwoju byłaby ludzkość, gdyby nie stereotypy, utarte opinie, niesprawiedliwe sądy raz nadane, a potem nieweryfikowane? Ponieważ to rubryka motoryzacyjna, prześledźmy odpowiedź na to pytanie na przykładach firm samochodowych. Utarta opinia  mówi, że „bez gwiazdy nie ma jazdy”. Rzecz dotyczy Mercedesa, który miał kilka lat temu w swojej historii epizod zaniżenia jakości. W związku z tym kilka, a może kilkanaście tysięcy osób nie wierzy już w to, iż Mercedes jest niezawodny. Gdyby klienci nie kierowali się stereotypami, firmy musiałyby ciągle dbać o jakość, nie osiadając na laurach. Kolejne przekonanie o doskonałej wręcz jakości dotyczy Volkswagena. A tymczasem to właśnie ta firma...
Patrząc na samochód, który miałem testować, od razu wpadłem na pomysł, żeby udać się nim na poszukiwania pytona znanego z kolorowych gazet. Sporządziłem dokumentację. Dowiedziałem się z niej, że widziano go przy bulwarach w Warszawie, a także w bardziej dzikich rejonach wybrzeża Wisły. Poza tym pytona ponoć dostrzegli wiarygodni świadkowie w osobie specjalisty od biotechnologii i byłego mieszkańca krajów tropikalnych, donosiła jedna z gazet. Przeczytawszy, że za pytonem w pogoń ruszył także najbardziej znany polski detektyw z kwadratową fryzurą, który zaprzągł do pomocy najnowocześniejsze zdobycze techniki, zdecydowałem, że i ja muszę spróbować. Nie ukrywam, że spory wpływ na moją decyzję miały męska ambicja i najnowsza technika, którą także dysponowałem, bo jak już wspomniałem na...
Na upał najlepszy jest basen. Niestety, nie dysponuję willą z prywatnym basenem. A przeglądając oferty weekendowe hoteli z basenami dowiedziałem się, że za dwa noclegi można zapłacić nawet 3360 złotych! I to wcale nie w najnowszym obiekcie. Rozbolała mnie od tego głowa. Tak więc udałem się do marketu budowlanego, w którym wystawiono do sprzedaży mnóstwo plastikowych basenów. Dmuchanych i na stelażach. Ponieważ dysponowałem akurat kabrioletem, to nawet chcąc kupić za 100 lub 300 złotych taki basenik, i tak nie miałbym go jak przewieźć na działkę. Bo w cabrio bagażnik nie zachwyca pojemnością. Jak się nie ma, co się lubi, a basenu nie mogłem mieć, to się lubi, co się ma, czyli Fiata 124 Spider. A czyż samochód, w którym można czuć wiatr we włosach, nie jest doskonały na upały? Otóż nie...
Wyjechała na wakacje nasza podopieczna, a my wcale nie byliśmy niegrzeczni. Parafrazuję oczywiście słowa piosenki grupy Kult. Ponieważ tęskniliśmy z żoną za naszą córką, która pojechała na obóz harcerski w okolice Bydgoszczy, postanowiliśmy ją odwiedzić. Porozmawiałem z kim trzeba i niedługo potem siedziałem za kierownicą samochodu, który, jak zapewniano, poradzi sobie bez problemów na szutrowych leśnych drogach. A dowiedziawszy się, że podobno w okolicach Bydgoszczy sporo padało i zrobiły się kałuże, również sam byłem przekonany, że wybór volkswagena tiguana będzie trafiony. Muszę przyznać, że podobnie jak w seacie atece, którym jeździłem jakiś rok temu, również w niemieckim samochodzie ten sam turbodoładowany silnik 1.4 o mocy 150 KM wystarcza do sprawnego napędzania auta. Dodając do...
Historia zna przypadki, w których nazwa pogrążała całkiem udane modele samochodów. W latach 70. Ford wypuścił na rynek model o nazwie Pinto. Okazało się, że w Brazylii właśnie tak mówią na to, co mężczyzna trzyma w rozporku. Tak więc żaden pan nie pałał szczególną chęcią zakupu samochodu o takiej nazwie. Chevrolet na przykład swego czasu miał w ofercie model Nova. No va to po hiszpańsku nie iść, więc w krajach latynoskich uznano, że samochód na pewno będzie miał problemy z poruszaniem się. Zmieniono nazwę, żeby nie było finansowej klapy. Ale chyba najbardziej spektakularnym przykładem jest skądinąd bardzo udany model Mitsubishi Pajero, które w Ameryce Południowej nazywa się Montero, a to dlatego, że pajero to określenie mężczyzny, który lubi zabawiać się swoim pinto. Te wszystkie...
W spędzaniu wolnego czasu pod namiotem zakochałem się już w liceum. Wtedy to po raz pierwszy pojechaliśmy z kolegami do miejscowości Przewięź pod Augustowem i tam spędziliśmy cudowne dwa tygodnie. Przypomniałem sobie ostatnio, jak szukałem plecaka ze stelażem na ten wyjazd. Od kwietnia po lekcjach biegałem po prawie wszystkich warszawskich salonach sportowych i codziennie do znudzenia pytałem ekspedientek, kiedy będą wreszcie plecaki. Jedna z pań w sklepie przy ulicy Bielańskiej – tam był wówczas jeden z największych w stolicy przybytków dla sportowców – patrzyła na mnie z politowaniem. Ale ja nie ustawałem w dążeniach. Gdy pewnego dnia wracałem do domu przy trasie WZ, na przystanku tramwajowym zauważyłem mężczyznę, który miał ze sobą nowy plecak ze stelażem. Odważyłem się zapytać,...
W bezpośrednim starciu na stadionie podczas mistrzostw świata w piłce nożnej Niemcy przegrały z Koreą Południową, i to aż 2:0. Tak sobie pomyślałem, że gdybym był specjalistą od marketingu Kii, od razu bym wykorzystał ten fakt w reklamie najnowszego Ceeda. Tak się bowiem składa, że na polski rynek wchodzi kolejna generacja koreańskiego samochodu kompaktowego. Wiadomo przecież, że w tym segmencie liderem, a niektórzy twierdzą, że nawet wzorem z Sevres, jest niemiecki Volkswagen Golf. Czy rzeczywiście tak jest? A może to utarty schemat, podobnie jak w piłce nożnej? Wszak to Gary Lineker wmówił wszystkim, że w futbolu tak to już jest, że wszyscy grają, a na końcu wygrywają Niemcy. Okazuje się, że nie zawsze. Pojedynek z Koreą skończył się fatalnie dla (jeszcze) mistrzów świata. Zanim...
Dokładnie 27 czerwca 1985 r. Route 66 została skreślona z listy autostrad w USA. Tym samym z tzw. Mother Road stała się podrzędną dróżką „trzeciego stopnia odśnieżania”. Może przesadzam, ale 33 lata temu tak wydawało się wszystkim mieszkającym na tym szlaku. Zaczęły bankrutować motele, restauracje, warsztaty samochodowe. Dziś wiadomo, że niektóre odcinki udało się ocalić od zapomnienia. Obecnie są one atrakcją turystyczną. Podróżujący przez Stany Zjednoczone chcą poczuć klimat dawnej Ameryki. Dlatego chętnie odwiedzają relikty przeszłości w postaci zardzewiałych stacji benzynowych, w których urządzono sklepy z pamiątkami. Zatrzymują się na piwo imbirowe wśród nagich skał pośród bezkresu amerykańskich pustkowi. Miałem okazję jechać dwukrotnie drogą 66. Raz zdarzyło mi się robić to w...

Pages