Opozycja zapłaci za chaos

Najbardziej wyluzowanymi osobami po czwartkowym głosowaniu w sprawie odrzucenia uchwały Senatu odrzucającej ustawę o głosowaniu korespondencyjnym byli posłowie opozycji. 

Ich liderzy stroili marsowe miny, ale posłowie z dalszych ław, uśmiechnięci i zadowoleni, nie posiadali się ze szczęścia po porażce. Głosowanie przegrali, ale właśnie wygrana Zjednoczonej Prawicy i dalsze istnienie tej szerokiej centroprawicowej koalicji odsunęło od nich widmo wcześniejszych wyborów parlamentarnych. Wielu z obecnych posłów Platformy, PSL i lewicy dobrze zdaje sobie sprawę z chybotliwości łódek, na których siedzą – duży spadek poparcia, zwłaszcza dla PO, oznacza, że gdyby w ciągu najbliższych miesięcy doszło do wyborów, wielu z nich mogłoby się nie dostać do parlamentu. A rozbicie obozu Zjednoczonej Prawicy musiałoby doprowadzić do wcześniejszych wyborów. Napięcie, które zniknęło z twarzy posłów opozycji po tym, jak okazało się, że koalicja ma jednak bezpieczną większość, dalej pokazuje nam granicę działań, do których mogą się posunąć liderzy totalnej opozycji. Rozkołysanie sceny politycznej, chaos konstytucyjny, narażenie państwa nawet na sytuację, w której nie ma urzędującego prezydenta – proszę bardzo, to każdy polityk z najdalszej nawet ławy opozycyjnej poprze. Ale ryzyko doprowadzenia do wcześniejszych wyborów – nie, tego woleliby już nie ćwiczyć.
Totalni bez mrugnięcia powieką kłamią tak jak zwykle, choć bezczelność ich łgarstw widoczna jest już dla wszystkich. Stała się nawet przedmiotem drwin na portalach społecznościowych. W ciągu kilku godzin totalni przeszli z narracji: „to myśmy zablokowali wybory”, „udało się” – na: „skandal, że nie ma wyborów 10 maja”. Jest to robione z żelazną konsekwencją po to, by już po kilku dniach wszyscy zapomnieli, że to obstrukcja marszałka Senatu i samorządowców związanych z totalną opozycją doprowadziły do tego, że zorganizowanie wyborów stało się trudne do przeprowadzenia. Trzeba im to przyznać – w...
[pozostało do przeczytania 52% tekstu]
Dostęp do artykułów: