World after

Historia toczy się slalomem wśród katastrof. Zaraza–wojna–rewolucja. Im mocniejszy paroksyzm, tym większe i bardziej nieodwracalne zmiany przynosi. W 1815 roku wrócili królowie zmieceni przez rewolucje i Napoleona, ale w gruncie rzeczy jako swoje karykatury. 

Koniec wielkiej wojny w 1918 roku nie przywrócił belle époque. Świat starego etosu, patriarchalnej rodziny i akceptowanej społecznej hierarchii już się nie odrodził. Bękartem wielkiego kryzysu 1929 roku był nazizm, a efektami II wojny światowej – rozpad dawnych imperiów i przebudzenie Trzeciego Świata. Myśląc o efektach obecnej pandemii, obawiam się, że czeka nas coś, co dotąd przerabiane nie było – tak jakby zsumować wielki kryzys, epidemię „hiszpanki” i upadek komunizmu. Aliści cechą większości dawniejszych kryzysów było ich ograniczenie – pozostawały kraje nietknięte epidemią, regiony impregnowane na rewolucję i gospodarki, którym wojna nawet się przysłużyła. Globalizacja sprawia, że grozi nam ekonomiczne domino. Mimo wielu organizacji zajmujących się nieustannie solidarnością międzynarodową skutki pandemii wprawdzie będą globalne, ale jeśli chodzi o środki zaradcze, zapanuje zasada „ratuj się, kto może!”. Trudno wyobrazić sobie, żeby dla ratowania drobnych przedsiębiorców i zwykłych obywateli poświęcono banki czy – jak proponuje premier Morawiecki – skasowano „raje podatkowe”. Czy społeczeństwa dobrobytu zdecydują się na zaciśnięcie pasa? Łatwiej walczyć z iluzorycznym dwutlenkiem węgla niż zmusić ludzi do okiełznania konsumpcji. Co z narodowymi państwami, co z fetyszem poprawności politycznej? Czy pierwszymi przegranymi okażą się emigranci, uchodźcy, mniejszości narodowe i seksualne, wolność słowa, świat bez granic...? I wszystko, co jak się wydawało, jest trwałe i niezmienne? Wyglądało, że posthistoryczny świat wyrugował z powszechnej świadomości strach i niepewność. Dziś dawne lęki wracają ze wzmożoną siłą!
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: