Teraz bardziej czuję się lekarzem niż politykiem

Mam nadzieję, że w tej sytuacji, która jest naprawdę kryzysowa, wszyscy rozsądni ludzie będą działać na rzecz zminimalizowania skutków epidemii. W tej chwili najważniejsze jest to, aby zrobić wszystko, żeby tę epidemię powstrzymać, ograniczyć jej zasięg. To jest nasze główne zadanie – mówi wicemarszałek Senatu Stanisław Karczewski. Rozmawiają Tomasz Sakiewicz i Hubert Kowalski

Panie Marszałku, kim się Pan teraz czuje bardziej? Lekarzem czy politykiem?
W tym trudnym dla nas wszystkich czasie pandemii bardziej lekarzem niż politykiem. Oczywiście cały czas wnikliwie śledzę wszystko, co się dzieje w naszym kraju, jednak w tej chwili robię to, pozostając w kwarantannie.

Nie wiadomo zatem, czy weźmie Pan udział w najbliższym posiedzeniu Senatu?
To zależy od wyniku badania, które zostanie wykonane w szóstej lub siódmej dobie od ostatniego kontaktu z osobami zakażonymi. Jeśli wynik będzie ujemny, to będę mógł normalnie funkcjonować. Jeśli natomiast dodatni, to będę dalej izolowany.

Zatem w chwili, gdy nasi czytelnicy przeczytają ten wywiad, wynik Pańskiego testu będzie już znany. Jednak bardzo spokojnie mówi Pan o tym, że wynik może być dodatni. Nie boi się Pan? Pracując niedawno w szpitalu, miał Pan kontakt z chorymi, więc istnieje ryzyko zakażenia.
Jestem lekarzem i kontakt z chorymi mam od ponad 40 lat. Zawsze istnieje ryzyko zarażenia się różnymi chorobami. W swoim życiu miałem już wirusowe zapalenie wątroby i inne zakażenia. Gdybym nie był lekarzem, to nie miałbym tych chorób. To jest ryzyko lekarskie. Nasza misja, nasza służba są ważniejsze od ryzyka. Zawsze traktowałem to w ten sposób i w tej sytuacji również podobnie to traktuję. Oczywiście trzeba minimalizować możliwość zakażenia, działać roztropnie, ostrożnie, z wykorzystaniem wszystkich środków ochrony osobistej. Ale pan redaktor pytał, czy się boję. Człowiek zawsze ma jakieś lęki, obawy, ale...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: