Wróg spoza wyobrażenia

„Dobry człowiek jest tak rzadki jak czarny łabędź” – pisał rzymski poeta Juwenalis. Słowa gorzkie, tym bardziej że Rzymianin zapewne sądził, iż ptak taki naprawdę nie istnieje. Myślał tak cały świat, aż do końca XVII wieku, kiedy podczas wyprawy Willema de Vlamingha do Zachodniej Australii po raz pierwszy zaobserwowano czarnego jak smoła ptaka z gatunku Cygnus atratus. Czy siejący właśnie spustoszenie wirus SARS-CoV-2 jest takim „czarnym łabędziem”?

Zdiagnozowanie pierwszego przypadku koronawirusa SARS-CoV-2 ogłoszono w połowie grudnia ubiegłego roku. Wówczas media w Europie (a tym bardziej w Polsce) nie poświęcały temu zbytniej uwagi. Teoretycznie nie ma się co dziwić. Pod koniec maja 2019 roku alarmowano o chorobie zwanej „wirusem Alongshan” od nazwy miasta w północno-wschodnich Chinach, gdzie ów patogen miał zostać zlokalizowany. W listopadzie po wirusie z Alongshan nie było już śladu, za to pojawiły się mrożące krew w żyłach doniesienia o przypadkach zakażonych dżumą mieszkańców Mongolii Wewnętrznej. Informacja ta pojawiła się i tak samo nagle zniknęła. Jednocześnie straszono nawrotem „małpiej ospy z Afryki” (miała zostać zidentyfikowana w Londynie u oficera nigeryjskiej marynarki wojennej we wrześniu 2018 roku). Nic z tego nie okazało się realnie groźne. 

Jasnowidz by tego nie zobaczył
Tymczasem nadejścia trwającej właśnie światowej epidemii koronawirusa SARS-CoV-2 nie spodziewał się prawie nikt. Nie zakładały tego m.in. słynne „szokujące prognozy” duńskiego Saxo Banku, mówiące o mało prawdopodobnych zdarzeniach. Analitycy z Danii twierdzili za to m.in., że Węgry opuszczą Unię Europejską, Trump – Biały Dom, a ropa Brent będzie kosztować 90 dolarów za baryłkę, co „niesamowicie wzmocni Rosję” (dziś ropa kosztuje zaledwie 31 dolarów, bijąc rekordy spadków od czasu wojny w Zatoce). 
Oczywiście „szokujące prognozy” można traktować z przymrużeniem oka (podobnie przepowiednie jasnowidza Krzysztofa...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: