WIOSNA?

Nadchodzi wiosna. Przybrała kształt nowej Dacii. Spring, tak będzie się nazywać pierwszy samochód elektryczny tej marki, który może stać się najważniejszym samochodem w Europie. Wcale nie przesadzam. Otóż pandemia COVID-19, jak prognozują analitycy, spowoduje wzrost popularności tanich samochodów miejskich, które będą stanowiły konkurencję dla komunikacji publicznej. Z kolei obowiązujące coraz ostrzejsze normy czystości spalin muszą spowodować wzrost popularności aut na prąd. Taka będzie właśnie Dacia Spring – mała, tania i elektryczna. 

Samochód pomieści cztery osoby, a jego cena ma oscylować wokół 50 tys. zł. Na początku Rumuni mówili o 10 tys. euro, czyli znacznie mniejszej kwocie. Jest to jedynie nieco ponad połowa tego, co musimy zapłacić za obecnie najtańsze elektryki Skody czy VW. Dacia Spring będzie mogła przejechać na w pełni naładowanych akumulatorach około 200 kilometrów. Rumuńscy inżynierowie twierdzą, że to wystarcza. Trudno się z nimi nie zgodzić. Rzadko kto pokonuje nawet 100 kilometrów dziennie, poruszając się po mieście. A więc samochód będzie można ładować co drugi, a może nawet co trzeci dzień. Spring odniesie sukces. W salonach pojawi się już na początku przyszłego roku, mimo że jeszcze kilka miesięcy temu managerowie Dacii nie wspominali słowem o modelu elektrycznym. Skąd ta zmiana? I skąd się wziął ów elektryczny model, którego miało nie być? Otóż wszystko przez koronawirusa. Dacia Spring to nic innego jak opracowany na rynek chiński przez Renault, właściciela Dacii, model K-ZE. Rozstaw osi samochodu to 2423 mm, czyli jest to autko zbliżone wymiarami do Fiata Pandy. Wersja chińska ma jedynie 45 KM i rozpędza się do 105 kilometrów na godzinę. Co prawda Renault zapowiadał, że samochód może trafić również na rynek europejski, lecz myślę, że miało to się stać później. Na Starym Kontynencie dla chętnych Renault ma model Zoe z tym, że ponad dwa razy droższy. Nie ma co ukrywać, że do tej pory Europejczycy byli traktowani...
[pozostało do przeczytania 38% tekstu]
Dostęp do artykułów: