Między antyPiSem a koronawirusem

Kampania prezydencka 2020 roku jest kolejnym wielkim antypisowskim plebiscytem. Zdają sobie z tego sprawę zarówno formacje opozycyjne, jak i politycy rządzącej partii. Rozbieżności pomiędzy poszczególnymi kandydatami opozycji są niekiedy spore – choćby Krzysztof Bosak i Małgorzata Kidawa-Błońska to zupełnie inne politycznie światy, niemniej jednak dla nich wszystkich „antypisizm” to naprawdę istotny składnik paliwa napędowego kampanii. 

Zarówno wspomniana wyżej dwójka, jak i Szymon Hołownia, Robert Biedroń i Władysław Kosiniak-Kamysz w znacznej mierze określają się nie tylko w kontrze wobec Andrzeja Dudy, ale i całego obozu Prawa i Sprawiedliwości, czy szerzej – Zjednoczonej Prawicy. I nie mają innego wyjścia, ponieważ wciąż wysokie poparcie i dla rządzącej formacji, i dla urzędującego prezydenta stanowi dla nich istotny polityczny problem oraz trwały punkt odniesienia. 

Andrzej Duda i Polska B
Musi o tym wiedzieć Andrzej Duda, który z poparciem Zjednoczonej Prawicy stara się o reelekcję. Prezydent oficjalnie rozpoczął kampanię w drugiej połowie lutego, ale tak naprawdę był aktywny „w terenie” już od wielu miesięcy. Widać było, że w znacznej mierze zależy mu na dotarciu do mieszkańców Polski B. Miał i ma w tym względzie ułatwione zadanie: polityka społeczno-gospodarcza PiS na rozległych obszarach Polski B szczególnie procentuje. I to nie tylko wśród typowo socjal-konserwatywnego elektoratu rządzącej partii. 
Wymownym symbolem zaangażowania prezydenta w sprawy prowincjonalnej Polski było podpisanie ustawy Kolej Plus na zniszczonym dworcu kolejowym w Końskich w Świętokrzyskiem. Ludziom, którzy z tego kpili, Andrzej Duda wyjaśniał: „Nie uważam, że majestat prezydenta cierpi na tym, że prezydent udaje się w miejsca swojego kraju, które są w złym stanie, i nie waha się tego pokazać. Poza tym, ten dworzec wygląda bardzo źle. I bardzo dobrze się stało, że usiadłem jak normalny człowiek. Podpisałem ustawę...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: