Osłupienie

Osłupienie – to najbardziej adekwatna reakcja na widok słupa, który ma udawać Łuk Triumfalny upamiętniający Bitwę Warszawską. „Tak obejść, żeby nie obejść” – to najkrótsza charakterystyka pokłosia konkursu zorganizowanego przez warszawski ratusz. 

Znamy to choćby z historii pomnika Powstania Warszawskiego – jego ewolucje, kolejne protezy, wszystko po to, by nie uczcić samego zrywu. Można oczywiście się cieszyć, że pomiędzy inicjatywą prezydenta Komorowskiego, który chciał pod Ossowem czcić bolszewickich najeźdźców, a obeliskiem na Rozdrożu istnieje spora różnica. Jednak nie do końca. Z punktu widzenia ratusza pomnik „Wiertła” – jak już go obywatele nazywają – ma same zalety. Odbębnia rocznicę i blokuje na lata możliwość czegoś sensownego. Idea, w którą zaangażowało się mnóstwo ludzi dobrej woli, na czele z Jankiem Pietrzakiem, była prosta. Stwórzmy monument na miarę niebywałego sukcesu naszych przodków z roku 1920. Coś, co będzie oddawać cześć bohaterom, satysfakcję potomnym oraz kojarzyć się jednoznacznie z tryumfem, przypominając Zachodowi, kto go ocalił, a Wschodowi, że z Polską nie ma żartów. Marzyliśmy o łuku ponad Wisłą, o gigantycznym oknie, przez które będzie można zobaczyć Warszawę, czy o bardziej tradycyjnej konstrukcji – jak w Rzymie, Berlinie czy Paryżu. Skoro można było postawić Pomnik Grunwaldzki w zaborze austriackim, w czasach niewoli, co w tym trudnego, by uczcić wydarzenie podobnej wagi w wolnej Polsce? Jednak ktoś przestraszył się własnej odwagi. Na placu na Rozdrożu, rzut kamieniem (przepraszam – papachą) od ambasady Rosji, nie wypadało zbyt dosadnie przypominać, kto położył tamę pochodowi barbarzyństwa i ludobójstwa. Obelisk może symbolizować, co kto zechce – loty w kosmos, współpracę międzynarodową czy pokręcone losy Polaków. I o to chodzi. Na szczęście patrioci mają jeszcze okazję upamiętnienia trzeciego, a wliczając Wiktorię Wiedeńską – czwartego sukcesu w naszych dziejach. Kłuszyn 1610, po którym Władysławowi...
[pozostało do przeczytania 10% tekstu]
Dostęp do artykułów: