Wyzwanie dla wszystkich

Nie bez kozery od dłuższego czasu dopominam się o publiczną debatę na temat koronawirusa. Tymczasem, poza standardowymi informacjami w serwisach zagranicznych, w Polsce temat zagrożenia wirusem nie był i nie jest jedną z głównych spraw, jakimi interesują się od dwóch miesięcy media na Zachodzie.

Problem polega na tym, że właśnie zaangażowanie mediów w tę sprawę – nie tylko informacyjne, lecz także związane z podejmowanymi przez urzędy państwowe decyzjami – jest jednym z kluczowych czynników w dobrym przygotowaniu się wspólnoty, jaką tworzy państwo i jego obywatele, do takich zagrożeń jak koronawirus.

Oczywiście trzeba zauważyć, iż w sprawie SARS-CoV-2 z jednej strony nie wolno panikować, ale z drugiej trzeba do tematu podejść odpowiedzialnie. Gdyby bowiem wyobrazić sobie, że rozprzestrzeni się on tak szeroko jak wirus grypy sezonowej, to system opieki zdrowotnej nie podoła obciążeniom (w żadnym, nawet najlepiej funkcjonującym państwie w Europie), gdy trzeba 10 procent zarażonych (z kilku potencjalnych milionów w ciągu sezonu) położyć na oddziałach intensywnej terapii i nierzadko podpiąć pod aparaturę wspomagającą oddychanie. To dlatego należy podjąć tak dramatyczną walkę o zduszenie choroby w zarodku i ograniczenie jej rozprzestrzeniania się.

Taki trudny czas to egzamin dla wspólnoty. Jeśli wyobrazimy ją sobie jako jeden organizm, który broni się przed wirusem, to media są w tym wypadku „receptorem” zagrożeń, to one mogą pomóc „przeciwciałom”, czyli instytucjom państwowym (służbie zdrowia itd.) wykrywać je wcześniej, poddać debacie i dzięki temu wpłynąć na podejmowanie słusznych postanowień czy unikanie błędów. Wycięcie roli mediów z dyskusji na temat poszczególnych decyzji – na przykład czy i jak ogłaszać kwarantannę albo czy kierować pacjentów do placówek zakaźnych, czy też dać instrukcję, że „należy dzwonić na infolinię” – to wycięcie ze wspólnotowego „organizmu” tychże receptorów. W tym „organizmie” ważny...
[pozostało do przeczytania 48% tekstu]
Dostęp do artykułów: