Żona tygrysa i udawany feminizm

Felieton [Okoniem]

Zawołaniem: „Chodź, tygrysie, scena jest twoja!” żona lidera PSL nie skradła show, lecz skradła mężowi powagę, która – cokolwiek by mówić – szczególnie w walce o najwyższy urząd w państwie jest potrzebna. Tak jak Koziej od czasu oglądania japońskiego parlamentu zawsze będzie szogunem, tak Kosiniak-Kamysz – tygrysem.  I to na pewno nie wyjdzie mu na dobre. Ale poza groteskową ustawką z drapieżnikiem w roli głównej, debiutująca w polityce wybranka szefa ludowców starała się zaprezentować jako osoba odważna i niezależna, która jako Pierwsza Dama chciałaby krzyczeć o prawach kobiet. W tym kontekście zaatakowała panią Agatę Kornhauser-Dudę, bo jej zdaniem nie wypowiada się publicznie, czyli nie ma własnego zdania. Warto gwałtownie rzuconej na szerokie wody pani Kosiniakowej wyjaśnić, że gdy wypowiada się o niezależności kobiet, to powinna przede wszystkim respektować prawo do indywidualnych wyborów, a nie sugerować, że taki czy inny sposób aktywności publicznej jest
     
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze