W centrum polskiej historii

Nie zapominać o Traugutcie

5 sierpnia 1864 r. na stokach warszawskiej Cytadeli Rosjanie przeprowadzili publiczną egzekucję Romualda Traugutta wraz z czterema innymi członkami władz Polski Podziemnej tamtego czasu – to był symboliczny koniec powstania styczniowego. Traugutt, dyktator powstania, niezwykle umiejętnie organizujący jego poczynania od października 1863 r. do chwili aresztowania w kwietniu 1864 r., w czasie wielomiesięcznego przesłuchania w warszawskiej Cytadeli nie wymienił ani jednego nazwiska. Swoje zeznania podsumował tymi słowami: „Celem jedynym i rzeczywistym powstania naszego jest odzyskanie niepodległości i ustalenie w kraju naszym porządku opartego na miłości chrześcijańskiej, na poszanowaniu prawa i wszelkiej sprawiedliwości (…). Idea narodowości jest tak potężną i czyni tak szybkie postępy w Europie, że ją nic nie pokona”. Za to właśnie Traugutt został stracony. Seria brutalnych prześladowań w kolejnych latach miała wybić myśl o niepodległości z polskich głów na zawsze.

A jednak – nie zapomnieli tej myśli, nie zapomnieli o 5 sierpnia, nie zapomnieli o Traugutcie. Trzy lata później urodzonemu właśnie Ziukowi Piłsudskiemu matka, pochodząca z możnego na Żmudzi rodu Billewiczów, przypominała o powstaniu styczniowym i o jego bohaterskim dyktatorze. Zaszczepiła przyszłemu Naczelnikowi Państwa poczucie obowiązku podjęcia tej samej, niepodległościowej idei – skutecznie.

Minęło 50 lat i otworzył się kolejny jej rozdział: 6 sierpnia. W tym dniu, w roku 1914, z krakowskich Oleandrów (przy Błoniach) wymaszerował oddział 144 młodych żołnierzy w szarych mundurach: 1. Kompania Kadrowa. Zorganizował ich Piłsudski. „Patrzę na was jako na kadry, z których rozwinąć się ma przyszła armia polska” – mówił do nich na ostatniej odprawie. Po sześciu godzinach doszli do granicy zaboru rosyjskiego pod Michałowicami, obalili słupy graniczne dzielące Polskę. Poszli dalej. Przez epopeję legionową, podziemną walkę POW,...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: