Duszyczka się stargała

OPERA [Kto za kim wskakuje w ognia żar]

Miłość i pożądanie jak zwykle przyniosą tragiczny finał. Bo przecież „tak się kończą zalecanki”. Janusz znęcił i stumanił gołąbeczka – Halkę. Ale nic nie obiecywał, a jego Panna Młoda tuż za ścianą, niczego nieświadoma, tańczy i wygląda swego ukochanego, którego wierności nie podałaby w wątpliwość. Spłakany wzrok Halki wciąż dla ukochanego lśni…  I choć Treliński za pomocą znakomitej scenografii Borisa Kudlički, zamieniającej scenę w ogromną pozytywkę, tworzy atmosferę weselnej zabawy, to jednak od pierwszych chwil ciąży na niej jakaś nieokreślona klątwa. Katastrofa nadchodzi nieubłaganie. Rozleje się krew. Krew ciężarnej, porzuconej Halki. A wtedy weselny orszak w okamgnieniu zamieni się w żałobny marsz. Moniuszkowską „Halkę” Treliński przenosi w lata 70. Uwidacznia społeczne i klasowe podziały. I choć osadza akcję w konkretnym czasie i miejscu, ignorując oryginalny zamysł twórców, to czyni spektakl tym bardziej uniwersalnym. Hotel Kasprowy tętni życiem, a tuż za
62%
pozostało do przeczytania: 38%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze