O złudnym poczuciu bezpieczeństwa 

Opinie [Czarna godzina]

Kiedyś zupełnie naturalne było przechowywanie zapasów na „czarną godzinę”, a dobrze zaopatrzona spiżarnia stanowiła ważną część każdego domostwa. Obecnie cywilizacyjne ułatwienia, sklepy pełne produktów i dostawy z internetu uśpiły podstawowe instynkty mieszkańców wielkich miast. Jesteśmy nieprzygotowani na katastrofy i klęski żywiołowe. Czy ma to znaczenie wobec zagrożenia wirusem SARS-CoV-2? O tym, że nie należy wyśmiewać ludzi określających się mianem „preppers” (nazwa  pochodzi od angielskiego „to be prepared”, czyli „być przygotowanym”), przekonałem się w 2012 roku, gdy byłem z żoną w Nowym Jorku akurat wtedy, gdy na miasto runął huragan Sandy. Zawsze jest tak, że dopiero doświadczenie czegoś na własnej skórze, trudności, z jakimi zetknie się człowiek zanurzony do tej pory w poczuciu bezpieczeństwa fundowanego przez cyfrowo-bajkową cywilizację, uczą więcej niż jakiekolwiek ostrzeżenia i uwagi tych „dobrze radzących”. Dla mnie smagnięcie oddechem Sandy było
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze