Jamnik na imprezie i osiem osób w polonezie

Historia lidera grupy Akcent w interpretacji Jana Hryniaka to opowieść mająca w sobie wiele z amerykańskiego mitu – od pucybuta do milionera. Reżyser przyznał, że docenia postawę Zenka Martyniuka, który przez całą karierę przeszedł, po prostu będąc sobą. A film jest oczywiście przy okazji bardzo sentymentalną podróżą w czasie do lat 80. i 90. Wówczas muzyki słuchano z jamników, w polonezie mieściło się osiem osób, a w drzwiach wisiały kolorowe, plastikowe szarfy. Swoją drogą można je dziś kupić w sieci za całkiem niemałe pieniądze. 

Hryniak skupił się na postaci, fascynacji i emocjach. Śmiech sceptyków filmu o Zenku przed premierą szybko ucichł po seansie. Krzysztof Czeczot rozmawiając z dziennikarzami podkreślał, że zdecydował się na rolę ze względu na dobry scenariusz i ciekawie zbudowaną postać. A to, czy postać ta jest bandziorem czy gwiazdą disco polo, nie ma z punktu widzenia aktora większego znaczenia. Film „Zenek” pokazał, że słowa Czeczota nie były unikiem przed wstydliwym tematem disco polo.

Udała się rzecz absolutnie niezwykła. Zrobiono dobry film o niedobrej muzyce. Takie filmy jak „Zenek” powinny być inspiracją do stworzenia nowych kategorii na festiwalach filmowych. Kategoria ta mogłaby się nazywać na przykład „misja niemożliwa”. Bo stosunek do muzyki disco polo to jedno, a opowiedzenie o niej na przykładzie historii Zenka Martyniuka to coś zupełnie innego. Krawca docenia się bardziej, gdy z niezbyt eleganckiego materiału uszyje piękną sukienkę. Może to banalne, ale prawdziwe. Czyli trochę jak muzyka disco polo. 

ocena: 4/6
„Zenek”
reż. Jan Hryniak, Polska 2020
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: