Kobiety nie są od kochania

W filmach kostiumowych trudno o to, by choćby najbardziej wyrafinowana treść przykryła formę egzotyczną dla oka współczesnego widza. A Greta Gerwig na tej formie nie oszczędzała. 

W świetle świec trzeszczą kredensy. Czarują: wypolerowane pianino, wianki z polnych kwiatów, zbyt wiele ważące suknie, różowe poliki i złoto-rude loki. Jest kluczyk z czerwoną wstążeczką, bezcenne kartki płonące w kominku, karoce z końmi i koronki na włosach. Oto Ameryka XIX wieku i aura, w której pisarka Jo March (Saoirse Ronan), będąc jedną z czterech sióstr, postanawia wydać wymarzoną książkę. Jest w tej opowieści dużo uroczej naiwności, bolączek dojrzewania oraz dziewcząt, które choć dorosłe, zachowują się hałaśliwie i gwarnie, niczym kilkuletnie dzieci. To równie piękne jak irytujące. Ekranizacja tej powieści już raz, w 1994 roku w reż. Gillian Armstrong, była nominowana do trzech Oscarów. Ta premierowa zdobyła aż sześć nominacji. Krytycy podkreślają, że najnowsza adaptacja jest bardziej feministyczna. Czy to może pomóc w wyścigu o Oscary? Oczywiście. Nic tak nie ułatwia zdobycia tych filmowych laurów jak wejście w polityczne spory czy ideologiczne dysputy. Pytanie jednak, czy pochylanie się dziś nad losem kobiet, które bieda zmuszała do małżeństw albo odwrotnie – tylko duży majątek pozwalał żyć bez zamążpójścia jest tak ważnym głosem w walce o prawa kobiet? Ogłaszanie dziś światu, że kobiety są nie tylko od kochania, zdaje się dość banalne. No i w końcu trzeba zapytać, jak długo widz będzie się dawał nabrać na teorię, według której małżeństwo jest zaprzeczeniem wolności… Cóż, pozostaje czekać na kasowy film, który będzie hołdować przekonaniu, że właśnie w miłości małżeńskiej wolność potrafi się pięknie realizować. Ale Oscary się wtedy raczej nie posypią. Przecież „dobre zakończenie to takie, które… dobrze się sprzeda”. 

„Małe kobietki”
reż. Greta Gerwig 
USA 2019
OCENA 4/6
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: