Królowa Marysieńka

Oglądając najnowsze dzieło brytyjskiego mistrza reżyserii Guy Ritchiego mamy wrażenie, że do tego filmu nie można dołożyć żadnej sceny i żadnej z niego usunąć. Uwielbiamy, gdy używa się wręcz aptekarskiej precyzji przy budowaniu punktów zwrotnych, napięcia i błyskotliwych scen.

I gdy ta precyzja finalnie przekłada się po prostu na świetną rozrywkę. Widz ma świadomość, że za lekkością, z jaką odbiera film, stoi wytężona praca reżysera, którą porównać można do zadania neurochirurga. I gdy filmowcy w pocie czoła realizują każdą kolejną scenę, widzowie wybuchają śmiechem co kilka minut. Każdy żart sytuacyjny jest błyskotliwy. A kryminalny rollercoaster, w którym uczestniczą bohaterowie, nie pozwala na chwilę oddechu. 

Mikcey Pearson (zniewalający Matthew McConaughey) to brytyjski król marihuany. Ukryta przez niego, wielkich rozmiarów plantacja „królowej Marysieńki” (bo tak ją pieszczotliwie nazywa), przynosi mu pieniądze i władzę. Mikcey obraca się w towarzystwie samych wpływowych „grubych ryb”. Wśród nich są m.in. mafiosi, redaktor naczelny brukowca i jego piękna żona. Świat, w którym żyje nasz bohater, to dzika dżungla, gdzie król może być tylko jeden. Tym królem jest on i nic tego nie zmieni. Nawet gdy postanowi sprzedać swoją „zieloną krainę szczęśliwości”. Goryle w dżungli dzielą się na niedojrzałe, nieradzące sobie z testosteronem płotki, i samce alfa, dla których nietaktem są praktyki bandziorów z ciemnych zaułków. Są inteligentni, dobrze uczesani i skuteczni. Nie rozmieniają się na drobne i nie zawodzą swoich partnerów. Tak jak Guy Ritchie, który potrafi też bardzo sprytnie i z dystansem wypunktować bolączki filmowego biznesu. A to nic innego jak dżungla właśnie. On w tej dżungli jest niekwestionowanym samcem alfa. 

„Dżentelmeni”
reż. Guy Ritchie
USA, POLSKA PREMIERA 14 LUTEGO
OCENA 6/6
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: