Królowa Marysieńka

KINO [„Bang bang, łoi cię gang”]

Oglądając najnowsze dzieło brytyjskiego mistrza reżyserii Guy Ritchiego mamy wrażenie, że do tego filmu nie można dołożyć żadnej sceny i żadnej z niego usunąć. Uwielbiamy, gdy używa się wręcz aptekarskiej precyzji przy budowaniu punktów zwrotnych, napięcia i błyskotliwych scen. I gdy ta precyzja finalnie przekłada się po prostu na świetną rozrywkę. Widz ma świadomość, że za lekkością, z jaką odbiera film, stoi wytężona praca reżysera, którą porównać można do zadania neurochirurga. I gdy filmowcy w pocie czoła realizują każdą kolejną scenę, widzowie wybuchają śmiechem co kilka minut. Każdy żart sytuacyjny jest błyskotliwy. A kryminalny rollercoaster, w którym uczestniczą bohaterowie, nie pozwala na chwilę oddechu.  Mikcey Pearson (zniewalający Matthew McConaughey) to brytyjski król marihuany. Ukryta przez niego, wielkich rozmiarów plantacja „królowej Marysieńki” (bo tak ją pieszczotliwie nazywa), przynosi mu pieniądze i władzę. Mikcey obraca się w towarzystwie samych
     
55%
pozostało do przeczytania: 45%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze