Putin na tarczy w Jerozolimie

Trwająca kilka ostatnich tygodni propagandowa ofensywa Kremla – przede wszystkim przeciwko Polsce – zakończyła się porażką. Instytucje naszego państwa stanęły na wysokości zadania. Nie tylko odparły atak, który jeszcze kilka lat temu poważnie by nas poturbował, lecz także dzięki świadomości zagrożenia ze Wschodu zdołały się na niego zawczasu przygotować. Dzięki temu można dziś ogłosić, iż wygraliśmy bitwę o pamięć 1939 roku. Przed nami starcie o 1945 rok. Trudniejsze. Jednak stajemy do niego bogatsi o doświadczenia zdobyte w walce, która właśnie za nami. 

Upadek mitu arcyskutecznego Kremla
Jego siła jest w pewnym sensie w Polsce naturalna. Podczas kilkudziesięciu lat komunistycznego terroru i niemal przez cały okres postkomunizmu pokolenia Polaków były niemalże tresowane propagandą o niewyczerpanych siłach sprawczych Moskwy. Dziś nadal są siły – polityczne, medialne i tzw. autorytety – propagujące ten mit i niemal nieustannie straszące taką bądź inną zemstą Kremla. Tymczasem od co najmniej 2008 roku możemy mieć pewność, iż potencjał władz Federacji Rosyjskiej nie wykracza poza zasięg naszych możliwości neutralizacyjnych, a jego mityczna potęga objawia się w całej okazałości tylko wówczas, gdy sami jej w tym pomagamy. Zorganizowana przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego międzynarodowa wyprawa w obronie niepodległości Gruzji skutecznie pokrzyżowała rosyjskie plany. Gdyby na jej sukces pracowały wszystkie instytucje państwa polskiego, a nie tylko ówczesna kancelaria prezydencka i sprzyjające jej środowisko polityczne, jego wymiar byłby jeszcze donioślejszy. W 2009 roku również osamotniony prezydent Kaczyński walczył o dobre imię Rzeczypospolitej podczas uroczystości upamiętniających wybuch II wojny światowej na Westerplatte. Popsuł zamysł Putina, który – warto pamiętać – w obecności premiera Tuska i ministra Sikorskiego oskarżył Polskę o współudział w doprowadzeniu do tego największego dramatu XX wieku. Głos głowy...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: