Można nie brać

Zbliża się coroczny obłęd „filantropijny”, czyli czyszczenie pawlaczy celebrytów ze zbędnych gadżetów i polowanie na tych, którzy nie mają na odzieży przyklejonego „serduszka”. Nad wszystkim czuwa rozwrzeszczany wodzirej kaleczący mowę ojczystą i cała armia fanatyków powtarzająca te same mantry.

Ciekawe co zrobisz, jak twoje dziecko trafi do szpitala z inkubatorem WOŚP. Podpisz, że ty i twoja rodzina zrzeka się leczenia na „sprzęcie WOŚP”. Wolę „dać Owsiakowi niż pedofilom w sutannach. W tym roku dam dwa razy więcej, żeby Pis..ców szlag trafił”. No i dwa „argumenty” koronne. Pierwszy: może i Owsiak bierze sobie działkę, ale gdyby nie on, to dzieci by poumierały. Drugi: a ty co zrobiłeś dla dzieci? Potrafisz tylko pluć. Chyba nikogo nie muszę przekonywać, że każda z powyższych „opinii” to autentyk i nic tu nie zostało dodane czy podkoloryzowane. Tak to wygląda co roku, niemal od 28 lat, bo pierwsze akcje WOŚP jeszcze takiego obłędu nie przypominały.
Jako człowiek żyjący w zgodzie z własnym rozumem i sumieniem, wszystkie te „argumenty” razem wzięte potraktuję z obrzydzeniem, jak każdy prymitywny szantaż emocjonalny, nacechowany dętą „charytatywnością”. Niestety, ta ze wszech miar adekwatna postawa niczego nie zmieni. Dlatego też w tym roku postanowiłem na portalu zrzutka.pl zorganizować zbiórkę pod jednoznacznie brzmiącym tytułem: Uczymy Jerzego Owsiaka dobroczynności bez prowizji – 100 000 zł na leczenie dzieci. W chwili, gdy oddaję felieton do druku, na koncie jest 61 117 zł. Co ważne, do tej pory w akcji nie biorą udziału żadne prawicowe media i prawicowi celebryci. Ma ona swoje wady, ale też pokazuje jedną wielką prawdę życiową. Kolejny raz się okazuje, że można dać i nie brać, ale dotyczy to biednych i nieznanych.
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: