Robert Tekieli

Każda niesprawiedliwość, która mnie spotyka, dalej wywołuje wściekłość, agresję lub chęć ucieczki. Jest piąta nad ranem, wszyscy śpią, nagle Frajda zaczyna ujadać. Gdzieś daleko szczeka pies, pewnie idą dziki. Nasłuchuję, za oknem czerń patrzy na mnie, nie ja na nią. Nie można lekceważyć nicości, obdarzonej kiedyś potężnym imieniem.

Mam głęboko sięgające korzenie, trzy miłości łączą trzy rodziny. Z pierwszej, tej z Palestyny, pochodzi mój starszy Brat, Jehoshua, „Je-hosh’-u-a”, co znaczy: Jahwe to zbawienie – znany jako Jezus. Z drugiej wziąłem język, moją drugą matką jest bowiem polszczyzna, tysiąc lat wspólnoty, stary naród, wspólna sprawa. Trzeci krąg miłości to rodzina Thököly. Najbardziej znany Mirko, czyli Imre albo Emeryk. Wujowie i ciocie – z dwóch stron, od mamy i od taty. Zbierze się ich przynajmniej tuzin. Święta były głośne i tłumne, dopóki żyła Babcia Zosia. Palestyna, Polska oraz Europa Środkowa z gniazdem w Kieżmarku, w dolinie Popradu. Stamtąd pochodzę. Trzy ojczyzny, niebieska, biało-czerwona i wielokolorowa, jak wielobarwne jest nasze Trójmorze. Chrześcijaństwo, polskość, ród. Bóg, ojczyzna, rodzina. Trzy miłości. Tyle radości.

Za mną kolejny rok. Podróż z jądra ciemności do Radości. Wygrzebywanie się po tym, jak przewróciła mnie moja własna historia. Całe życie byłem miotany własnymi pragnieniami. Czarny grał na mnie jak na fortepianie czarnymi klawiszami zranień i z nich płynących lęków. Czasami i pragnienia były chore. Chęć dorównania innym, zasłużenia sobie na miłość, na uwagę i akceptację. Na miłość nie można zasłużyć, nie można jej kupić. Można ją dostać darmo, choć nie wszyscy to wiedzą. Bóg wychodzi do nas, wystarczy jeden krok, jeden gest, jedna prośba.

Są dwie możliwości, dwie drogi, dwa stany. Możesz być popychany przez lęk albo przyciągany przez Miłość. Przeciwieństwem miłości jest obojętność. Jej zaprzeczeniem jest obojętność, nie nienawiść. Miłość i nienawiść to siostry. Możesz...
[pozostało do przeczytania 29% tekstu]
Dostęp do artykułów: