Ile Tyrmanda w Tyrmandzie

FILM [KAŻDY SZANUJĄCY SIĘ POETA MA LALKĘ DLA DOROSŁYCH]

Zazwyczaj twórcy robią wszystko, by o ich filmie było głośno na długo przed premierą. Ale nie tym razem. Szum, który pojawił się przed premierą „Pana T.”, nie przyniósł filmowcom dobrej sławy. Zdaniem dziennikarzy onet.pl, twórcy bez zgody zaczerpnęli motywy z książki „Dziennik 1954” Leopolda Tyrmanda. „Kilka fragmentów przepisali niemal słowo w słowo. Syn pisarza, właściciel praw autorskich, oskarża ich o kradzież” – donosili. Twórcy odparli atak, powołując się na opinie prawników, którzy ogłosili, że prawa nie złamano. A film zaczęli planszą z informacją, że fabuła nie jest oparta na żadnej biografii. Reżyser Marcin Krzyształowicz na pytanie „Gazety Polskiej” o to, jak powstał dziennik cytowany w filmie, podkreśla, że to autorskie dzieło twórców „Pana T.” W czasie, gdy strony sporu okopują się na swoich pozycjach, warto wybrać się do kina. I wcale nie po to, by sprawdzić, ile jest Tyrmanda w „Panie T.” Warszawa lat 50., atmosfera ucisku, cenzury i lizusostwa. Inny
     
53%
pozostało do przeczytania: 47%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze