Idiotes

W starożytnej Grecji ludzi nieinteresujących się życiem publicznym uważano za niewartościowych i nadawano im miano „idiotes”. Po drugiej stronie byli ci, którym kwestie dotyczące zbiorowości i życia polityczno-publicznego leżały na sercu. Dla nich zarezerwowano termin „polites”. Z czasem oba terminy zafunkcjonowały w innych językach, zmieniając też znaczenie i sens. Ale jak idiota był kiedyś, tak znaleźć go można i dzisiaj.

Co gorsza, „idiotes” dość szybko potrafią zostać „polites”, a niektórzy dostają się nawet do ław sejmowych. Jedni mają wysoki iloraz inteligencji, inni bardzo niski (ba, być może nawet iloczyn inteligencji, gdyż mnożąc zero i tak wychodzi zawsze zero), ale to nie przeszkadza, by spod garnituru czy sukienki wyzierał starogrecki, no niestety, idiotes. Lub też, co podkreślić należy, idioteska. Jakiś czas temu grupa parlamentarzystek skierowała list do „Pani Minister”, prosząc, by w pracach sejmowych uwzględniać żeńskie końcówki i gdy chodzi o płeć piękną, miast „posła” używać „posłanki”. Biedne, nie spostrzegły, że w tytulaturze listu użyły słów „Pani Minister”, a nie – patrząc na ich logikę – „Pani Ministerko”, jak należałoby uczynić, jeśli same traktują swoje żądania serio. Innym objawem funkcjonowania „idiotes” w życiu społecznym jest obszar fejsbukowo-sieciowy. Oto, co stwierdzić trzeba ze smutkiem, funkcjonuje w internecie olbrzymia grupa „idiotes”, którzy wiedzę o świecie, polityce i wydarzeniach czerpią głównie z portali, wpisów znajomych, fejków i zabawnych stronek. Nie wykonują żadnego wysiłku, by informacje sprawdzać, weryfikować, a wszystkie bzdury biorą za najprawdziwszą z prawd. Potem ci „idiotes”, choć nie wiedzą ani kim był Dmowski, ani kim był Piłsudski, czy nie rozumieją ponurej roli Jaruzelskiego i Kiszczaka w polskiej historii, to mają prawo głosu. I wybierają innych „idiotes”, którzy jako, pożal się Boże, „polites” reprezentują ich w Sejmie. Niestety, jakoś musimy potem z nimi żyć.
 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: