Matka chrzestna Whitney Houston

Królowa gospel swoim talentem, artystycznym dorobkiem, ale przede wszystkim koncertami przypominała o rzeczy tak zapomnianej, jak banalnej. O podstawowej funkcji muzyki jako elementu scalającego wspólnotę, pozwalającego razem coś przeżyć, być doświadczeniem dla całej społeczności. Choćby tej zrzeszającej się w Kościele baptystów.

Muzyki jako fundamentu życia, pozwalającego na wyrażanie siebie, swoich marzeń, wiary i co za tym idzie – miłości. Emocje, które wywoływała Aretha Franklin, przypominają raczej te ze sportowych zawodów, gdzie publiczność kibicuje gwieździe, jakby w danej chwili nie liczyło się na świecie nic poza tym występem. Przy tych emocjach nawet jej 18 nagród Grammy nie robi wrażenia.
„Amazing Grace: Aretha Franklin” to film dokumentalny, będący rejestracją wideo dwóch styczniowych nocy z 1972 roku, gdy nagrywano na żywo materiał artystki w New Temple Missionary Baptist Church w Los Angeles. Z nagrań tych powstał album gospel pt. „Amazing Grace”. Franklin towarzyszył chór wspólnotowy południowej Kalifornii, na fortepianie akompaniował jej James Cleveland. Ci, którzy widzieli Arethę Franklin na żywo, podkreślają, że jej muzyka zostawiała trwały ślad na duszy. Byłoby nie lada wyzwaniem pokazać to aktorską grą czy nawet najbardziej pieczołowicie przygotowanym scenariuszem i reżyserią. Ale widać to od razu właśnie w filmie, będącym jedynie dokumentalnym odtworzeniem koncertu.
Aretha Franklin zmarła w wyniku ciężkiej choroby rok temu w wieku 76 lat. Można by dziś powiedzieć – rok bez Arethy Franklin. Ale można też podkreślić – 77 lat z Arethą Franklin.

„Amazing Grace: Aretha Franklin”
reż. Sydney Pollack, Alan Elliott USA
PREMIERA POLSKA 15 LISTOPADA
OCENA 4/6
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: