Kerygma

Ten obraz zawsze mam pod powiekami. Późny wieczór, sadza nocy, chłodne, czyste powietrze przeniknięte zapachem zniczy, jak prezbiterium gotyckiego kościoła słodką wonią kadzidła. Na rękach cieniutka warstwa wosku i w oddali ciepła aureola nad krzepickim cmentarzem. Pełgająca czerwień i złota poświata. Centrum naszego świata. Wbity w tłustą, czarną ziemię oszczep pamięci. Święta woń unosi się ku niebu. Rozmazują ją przezroczyście srebrne skrzydła modlitwy. Wiem, że mój tata stoi obok Ojca i patrzy na nas z góry, widzę, jak oczy szklą mu się tęsknotą. Mam łzy w oczach, pragnę go przytulić. Nie ma innego pragnienia. Być nie może. Nie będzie. Nad cmentarz zstępuje powoli mgła. Zaciągam
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: