Po konkursie…

Usunięcie książki Piotra Zychowicza „Wołyń zdradzony” z konkursu na Książkę Historyczną Roku było jak granat wrzucony w środowisko historyków i publicystów. Doszło do ostrych konfliktów, i to nie tylko pośród różnych dyskutantów w mediach społecznościowych, ale także między członkami jury.

Książka została wycofana właściwie w ostatniej chwili decyzją fundatorów konkursu. A ponieważ prowadziła w konkursie czytelników, jeszcze mocniej pogłębiło to konfuzję ludzi śledzących rozwój wydarzeń. Notabene to prowadzenie było zresztą łatwe do przewidzenia już od samego początku, gdyż Piotr Zychowicz ma spore grono nie tyle czytelników, ile „wyznawców” i wielbicieli, a tzw. konkurs czytelników to nic innego jak swego rodzaju internetowy plebiscyt, w którym wygrywa ten, kto potrafi sprawniej mobilizować zwolenników mających oddać głos. Sam należę do grona bardzo zdecydowanych krytyków książek Zychowicza. Już „Obłęd ’44” uważałem za książkę skandaliczną – przede wszystkim w związku ze zbyt wybiórczym, i co prawda publicystycznie sprawnym, lecz za mało obiektywnym opisem faktów i doborem świadectw. Ale także za samą formę, a nawet tytuł i wybór chwili ukazania się, czyli taki, który gwarantował popularność w związku z hałasem wywołanym kontrowersją. Podobnie jest z następnymi książkami tego autora, w których a to można było znaleźć tezy, że przed wybuchem II wojny światowej powinniśmy dokonywać sojuszy z Hitlerem, a to szukające „skaz na pancerzach” Żołnierzy Wyklętych, a to znowuż – jak w tej ostatniej – utrzymujące, że AK nie chciała ratować Polaków przed ludobójstwem ukraińskim. Czy trudno się dziwić, że nóż się w kieszeni otwiera tym, którzy dostrzegają w tym wymierzoną w polską rację stanu publicystyczną fanfaronadę historyka? Zbyt późny w mojej ocenie tryb wycofania książki z zaawansowanego już konkursu uważam jednak za błąd, który – biorąc jeszcze pod uwagę będące tego efektem unieważnienie bieżącej edycji – tylko przysporzy Zychowiczowi...
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: