Wygrać trzeba wysoko

Gdybym miała przewidywać wynik wyborów tylko na podstawie moich spotkań z Polakami podczas tej kampanii do parlamentu, musiałabym napisać, że PiS wygra je zdecydowanie przygniatającą większością głosów.

Rozdawanie ulotek na targowiskach i rynkach miast i miasteczek jest w tym sezonie samą radością. Oczywiście zdarzają się tacy, którzy na widok logo PiS krzywią się i nie chcą rozmawiać. Są tacy, którzy używają agresywnych określeń, jak elegancko ubrana pani na rynku w Pabianicach, która wycedziła do mnie: „Wszędzie jesteście, jak pluskwy”. Niekiedy z takich spotkań można dowiedzieć się, jak poprzedniego wieczora szczuła stacja TVN – większość wypowiedzi pełnych złości (a jednocześnie kompletnie kontrfaktycznych) sprowadzało się do powielania „informacji” tej stacji. Co charakterystyczne, ludzie nie potrafili mówić konkretnie – powtarzali jedynie hasła i wyrzucali z siebie emocje. Te, którymi napompowała ich propaganda platformerskich, postkomunistycznych mediów. Ale takie reakcje – pełne złości, negacji i pogardy – były wyjątkami. W zależności od miasta – w Pabianicach trochę więcej, w Łowiczu minimalnie – była to znakomita mniejszość. Być może to po prostu taki okręg – ziemia sieradzka, łowicka, kutnowska czy wieluńska to regiony tradycyjnie patriotyczne i przywiązane do tradycji. Ale gdyby w skali kraju poparcie okazało się tak samo duże jak w tym sercu Polski, wynik wyborów może być, mówiąc ostrożnie, niezły i historyczny. Ale nic nie wiemy na pewno. Odczucia, które wynosi się z rozmów z Polakami przy rozdawania ulotek, czy sondaże przedwyborcze mogą być warte tyle samo – czyli nic – jeśli ludzie nie pójdą gremialnie na wybory. Bo zdecyduje w dużym stopniu frekwencja – wyborcy opozycji są zdyscyplinowani, wpojono im tyle nienawiści do PiS oraz pogardy wobec wyborców tej formacji, że na pewno pójdą głosować. I na to liczy postkomuna. Jak wiemy z taśm Sławomira Neumanna, politycy tej partii uważają, że wyborcy niewiele wiedzą i...
[pozostało do przeczytania 45% tekstu]
Dostęp do artykułów: