PRZYGODY SZALONEJ ŻARÓWKI

Był sobie wielki wynalazca Thomas Edison (Benedict Cumberbatch) i jego pracownik Nikola Tesla (Nicholas Hoult). Dość szybko uczeń przerósł mistrza, znajdując sposób na to, jak zwiększyć wydajność jego elektrowni o 50 proc. Edison obiecywał zdolnemu pracownikowi 50 000 dolarów nagrody za ten wyczyn. Ale gdy Tesla udostępnił mu swój wynalazek – przejście na prąd zmienny – Edison pomysłu nie zaakceptował z do dziś niewyjaśnionych powodów.

Jak widać, twórcy filmu też tego powodu znaleźć nie potrafili, choć bardzo się starali, podgrzewając wraz ze szkłem żarówki atmosferę wokół konfliktu dwóch naukowców. Ale z tego sporu niewiele wynika poza tym, że panowie z każdą sceną coraz bardziej się nie lubią. Tesla, młody geniusz, odszedł więc z pracowni Edisona i kopał rowy, by mieć na chleb. Dopiero po roku znalazł sposób na biznes. Benedict Cumberbatch zaś wcielił się w ekscentrycznego mężczyznę, który noc poślubną najchętniej spędziłby w swoim laboratorium, a między zjazdem naukowców a czuwaniem przy umierającej żonie wybiera oczywiście to pierwsze. Jednym słowem, filmowcy próbują podkręcić dramaturgię wieloma sposobami, ale w chaosie wątków, niezrozumiałości wyborów i naginania historycznej prawdy niknie wszystko. W tym filmie o świetle, cytując klasyka: „ciemność, widzę ciemność...”

OCENA: 2/6
„Wojna o prąd”
reż. Alfonso Gomez-Rejon
USA 2017
Premiera polska: 11 października

 
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: