ANDERSIAK. Opowieść o Janie Obiedzińskim

Jako pracownik Służby Ochrony Kolei w Pińsku został aresztowany przez Sowietów 18 września 1939 roku. Następnie skazany na siedem lat łagru za posiadanie broni. Po amnestii w 1941 roku uciekł i przedostał się do powstającej armii gen. Andersa. Walczył pod Monte Cassino, po wojnie wrócił do kraju.

Przed wojną Jan Obiedziński mieszkał w Pomiechówku nad Wisłą. Służbę wojskową odbywał w Warszawie w połowie lat 30. XX wieku. Pracował jako kierowca, wożący wysokich oficerów.
W 1935 roku ożenił się z Heleną Kaźmierczak. Już razem z żoną przeniósł się do Pińska i rozpoczął pracę w Służbie Ochrony Kolei. – Pamiętam mundur ojca, karabin i czapkę z orzełkiem – wspomina syn Bogdan Obiedziński, który miał trzy lata, gdy wybuchła II wojna światowa. Jego siostra Barbara urodziła się tuż przed wojną.

Czynownik
Już w nocy 18 września 1939 roku Sowieci przeprowadzili aresztowania kolejarzy, pracowników poczty, urzędników, nauczycieli. Wśród aresztowanych był też Jan Obiedziński. Pani Helena była na widzeniu z mężem w więzieniu trzy razy, zaniosła mu jedzenie i kurtkę. Pod koniec roku odbyła się krótka rozprawa w sądzie. Oskarżyciel zapytał:
– Wy czynownik?
– Da.
– U was jest arużje?
– Da.
– Siem liet w Sybir – brzmiał wyrok.
Ostatni raz rodzina widziała Jana Obiedzińskiego na dworcu kolejowym w Pińsku. W jednym kącie poczekalni, na podłodze, siedziała grupa około 40 więźniów, a po drugiej stronie stały matki z dziećmi. Pomiędzy nimi chodził żołnierz z karabinem.
– Matka wskazała palcem zarośniętego mężczyznę – opowiada Bogdan Obiedziński. – To tata – powiedziała. Podała synowi paczuszkę z jedzeniem, a gdy żołnierz odszedł, Bogdan chciał podbiec do ojca.
– Ubiraj! – krzyknął żołnierz, sięgając po karabin. Paczka upadła na posadzkę.
Tuż przed odjazdem pociągu pozwolono rodzinom pożegnać się. Potem mężczyzn załadowano do wagonu towarowego.

Łagier...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: