Samotność w wielkim mieście

Współczesny Paryż. W wyniku ataku terrorystycznego ginie Sandrine, matka 7-letniej Amandy. Dziewczynka zostaje sama. Jej ojciec wyparł się dziecka tuż po urodzeniu, babcia opuściła rodzinę i wyjechała do Londynu, a samotna ciotka może się nią zająć od czasu do czasu. Jest tylko wujek David, 24-latek, który zdaje się być dla dziewczynki najbliższą osobą po śmierci matki. I tak oto bardziej dramatyczne od życia w strachu przed terroryzmem staje się życie w samotności.

Bo w świecie, gdzie wszyscy serdecznie witają się pocałunkami w policzek (nawet nie znając się wcześniej), nie ma czasu i warunków, by zbudować silne więzi, a potem je pielęgnować. Matka Amandy zginęła tragicznie, ale członkowie rodzin naszych bohaterów ginęli jeszcze tragiczniej. Na własne życzenie, z własnego wyboru, porzucając tych, którzy powinni być im najbliżsi. Jak na dłoni widać to w relacji Davida z Leną. Młodzi ludzie idą na drinka, potem do łóżka, a po jakimś czasie zaczynają się poznawać. Gdy David zostaje z małą siostrzenicą sam, Lena mówi otwarcie, że sytuacja ją przerasta, i w bardzo miłej atmosferze… pakuje walizki. Ich drogi jeszcze nieraz się przetną, a finał znajomości pozostaje niewiadomą, ale obrazek ten mówi bardzo wiele.  Seks tak, pomoc niekoniecznie. Jednak wszystko to osnute atmosferą tolerancji, szacunku i jednocześnie braku oczekiwań. To uderza może nawet bardziej od sceny, w której dorosły David poznaje swoją matkę i mówi do niej „pani”.

W filmie pojawia się wątek Federacji Ofiar, w której wsparcia szukają poszkodowani w wyniku zamachów. W czasie gdy Paryż z miasta zakochanych przeradza się w miasto ochroniarzy z karabinami, zatopieni w depresji ludzie upadają. Coraz niżej, bo w pojedynkę.

„Na zawsze razem”
reż. Mikhaël Hers
FRANCJA, 2019
Ocena 3/6
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: